Człowiek. Kiedy wybawca planety okazuje się jej oprawcą

84%

Twórcza i zarazem destrukcyjna siła sprawcza, umysły żądne wiedzy i z łatwością popadające w fanatyzm, empatia i mizantropia, nadzieja Ziemi i jej zagłada - człowiek jest tym wszystkim, a komiks Diego Agrimbau i Lucasa Vareli doskonale obrazu jego złożoną naturę w formie przystępnego, skłaniającego do refleksji science-fiction spod znaku "Planety małp" czy... "Wall-E".

Pozornie niewiele łączy te dwa filmy, ale spoiwem jest czas akcji - w obydwu przypadkach przenosimy się do okresu "post-postapokaliptycznego", czyli tego momentu w historii Ziemi, kiedy ludzkość ma za sobą niemal całkowite wyginięcie, a po setkach lat środowisko naturalne wreszcie oczyszcza się i zaczyna funkcjonować z wydolnością sprzed rewolucji przemysłowej. "Człowieka" osadzono w podobnych realiach, wybiegając aż pół miliona lat w przyszłość i chociaż planeta faktycznie przeobraziła się, wygląda na zdrowszą (aczkolwiek szpecą ją resztki architektury czy pojazdów pozostawionych przez dawną cywilizację), to natura jej dawnych władców pozostała niezmienna.

 

Na pierwszych stronach możemy się o tym przekonać nie w sposób bezpośredni, a po owocach ludzkiej działalności. Poznajemy Alphę, robota, który po lądowaniu na terenach dawnej Europy zmaga się z utratą pamięci (wygodnym narzędziem narracyjnym uzasadniającym nawet nadmierną ilość ekspozycji). W krótkim czasie dwukrotnie zostaje wybawiony przez szczep czerwonych, człekokształtnych istot, ale gdy tylko odnajduje swojego pobratymca, proponuje: Może zacząłbyś od zlikwidowania czerwonych? Są denerwujący. Żaden inny gatunek z taką łatwością i obojętnością nie zesłałby innych istot na pewną śmierć. Rola Alphy z czasem okazuje się jednak zupełnie inna, staje się kontrastem uwydatniającym upadek prawdopodobnie ostatniego żyjącego człowieka.

Do połowy "Człowiek" jest historią o nadziei, o realizowaniu wielkiego planu odbudowy i stworzeniu nowego edenu, tym razem bez pomocy Boga, z pełną gotowością na każdą sztuczkę, jaką podstępny wąż może mieć w zanadrzu. Natchniony tą wizją Robert nie ma wątpliwości co do tego, że błędy przeszłości gatunku ludzkiego pozwoliły mu zdobyć wiedzę, dzięki której zbuduje nowy, lepszy świat. Okazuje się jednak, że gdy jeden, bardzo osobisty element przestaje pasować do układanki, wielka wizja obraca się w żart złośliwego losu.

 

W drugiej połowie komiksu romantyczną, soteryczną misję wypierają najpierw rozpacz, a później czyste szaleństwo. Robert dochodzi do wniosku, że skoro nie ma już innych ludzi, to nie ma także nikogo, kto mógłby oceniać lub osądzać jego decyzje. Umowa społeczna nie musi być wypowiadana, po prostu przestaje obowiązywać, a wyzwolone ze strachu przed konsekwencjami sumienie zanika w błyskawicznym tempie. "Lewiatan" Thomasa Hobbesa zdaje się być główną inspiracją dla scenariusza Agrimbau - w ujęciu obydwu autorów człowiek zawsze dąży do zwiększania swojej władzy i ma immanentną skłonność do toczenia wojen. Ogranicza imperialistyczne zakusy wyłącznie dla korzyści, jakie więżą się z pokojem i życiem na łonie społeczeństwa. Co mu jednak pozostaje, kiedy społeczeństwo przestaje istnieć? Argentyński autor ukazuje ponurą perspektywę zniewolenia przez nigdy niekończący się cykl przemocy, a prosty tytuł staje się w tej perspektywie bardzo wymowny - to nie jest przypadek jednego Roberta, to cecha nas wszystkich.

Varela sięgnął po zaskakującą paletę kolorów. Być może dla podkreślenia, że chociaż wydarzenia rozgrywają się na naszej macierzystej planecie, to już nie jest znana nam Ziemia. Czarny, czerwony, khaki oraz ich odcienie wypełniają niemal każdy kadr. Niebo nie jest niebieskie, flora nie jest zielona, a jedynym odstępstwem okazuje się kolor skóry człowieka i stworzonych na jego podobieństwo maszyn, czyli w gruncie rzeczy przybyszy z zewnątrz, którzy utracili te ziemie pięćset tysięcy lat temu. Panujący tutaj nastrój świetnie oddaje scena, w której Alpha na widok znanej mu zwierzęcej mordki rzuca radośnie: Cześć, piesku, a wówczas stworzenie zaintrygowane przybyciem obcych prostuje się i ukazuje długie kończyny przypominające ludzkie nogi. Jest w tym coś znajomego, jest też coś bardzo osobliwego, a zestawienie rysunków wzbudzających skojarzenia z kreskówką z bezpardonową przemocą i okrucieństwem dodatkowo potęguje wrażenie.

 

Według Hobbesa bez umowy społecznej życie człowieka jest samotne, biedne, bez słońca, zwierzęce i krótkie i takie są też losy Roberta. Przewrotnie jednak finał zdaje się nieść pozytywne przesłanie, ale być może wynika to z perspektywy - na ostatnich stronach spoglądamy na tę historię z pozycji Ziemi, a nie ostatniego homo sapiens... Jeżeli bliska jest wam fantastyka naukowa prowokująca do refleksji, lepiej trafić nie mogliście.


Człowiek

Tytuł oryginalny: Human

Polska, 2021

Timof Comics

Scenariusz: Diego Agrimbau

Rysunki: Lucas Varela



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive