Usagi Yojimbo. Saga, księga 7. Gdyby Kurosawa hodował króliki

81%

Trudno mieć wątpliwości co do tego, że Wojownicze Żółwie Ninja są po prostu zmutowanymi żółwiami przyjmującymi role wojowników cienia i trzeba nie lada talentu, żeby antropomorficzne postacie ukazać w taki sposób, żeby odbiorcy mogli zapomnieć o ich zwierzęcym rodowodzie. Stan Sakai potrafi to zrobić. Wystarczy przewertować kilka stron, by wykreowany przez niego królik-samuraj niepostrzeżenie zaczął wyglądać jak Toshiro Mifune, Tatsuya Nakadai i inni wielcy filmów chanbara.

Sam Miyamoto Usagi nie jest może tak bardzo charyzmatycznym bohaterem, jak na przykład ci, których Mifune portretował w kultowych filmach Akiry Kurosawy, a przy niektórych z jego przygód (zwłaszcza na tak zaawansowanym etapie, jak księga siódma) można by wręcz uznać, że to drugoplanowe postacie najbardziej przyciągają uwagę. Otacza go jednak specyficzna aura małomównego wojownika po przejściach, który pod grubym pancerzem zobojętnienia ukrywa złote serce. Do pewnego stopnia jest to podejście schematyczne, aczkolwiek niewiele osób korzysta dzisiaj z tego schematu (zwłaszcza na Zachodzie), a w dodatku to przecież właśnie po to, by poczuć się jak w feudalnej Japonii sięga się po "Usagi Yojimbo".

 

Niemal każda przygoda samotnego ronina zaczyna się tak samo - w trakcie tułaczki napotyka walczących ze sobą wojowników i zostaje wciągnięty w rozgrywający się pomiędzy nimi konflikt albo staje w obronie uciśnionej przez bandytów społeczności. Wielbicielom gatunku powielanie tej kliszy nigdy się nie znudzi, ale nawet przy takim nastawieniu, księga siódma zdaje się długo nabierać rozpędu. Od pierwszych rozdziałów Sakai oczarowuje świetnymi choreografiami pojedynków - mało kto równie dobrze potrafi gęsto zapełnić czarno-biały kadr szeregiem walczących ze sobą postaci i zachować przejrzystość każdej zatrzymanej w akcji stop-klatki - ale kilku rozdziałom otwierającym tom brakuje elementu fabularnego, który nie pozwoliłby się oderwać od lektury.

Przewrotnie pierwszym silnym magnesem okazuje się historia doskonale znana każdemu wielbicielowi kina Kurosawy - "Miasto zwane piekłem" bazuje na scenariuszu słynnego "Yojimbo" ("Straży przybocznej"), który zainspirował nie jedno dzieło filmowe, chociażby "Za garść dolarów" Sergio Leone, "Ostatniego sprawiedliwego" Waltera Hilla czy "Omega Doom" ("Apokalipsa") Alberta Pyuna. Niby tego sprytnego przybysza z zewnątrz, który zręcznie manipuluje dwoma zwaśnionymi gangami dla własnych celów można było już zobaczyć w licznych wcieleniach, a jednak Sekai zdołał wycisnąć z tego pomysłu coś własnego, co jest tym bardziej imponujące, że mamy do czynienia ze scenerią bardzo bliską pierwowzorowi.

 

Im dalej, tym coraz ciekawiej. Finałowa potyczka z bandą Czerwonych Skorpionów to perfekcyjnie poprowadzony rozdział, który otwiera wątek desperackiej i dramatycznej walki z ciemiężcą w imię uratowania lokalnej społeczności, a zamyka niemalże kryminał z podwójnym zwrotem akcji na finiszu, co tym razem wzbudza skojarzenia nie z chanbara (czyli filmem samurajskim), lecz z twórczością braci Coen.

"Miasto zwane piekłem" i "Czerwony skorpion" to najdłuższe, najciekawiej napisane historie z tej księgi i zarazem najbardziej realistyczne. "Usagi Yojimbo" ma jednak także drugie oblicze, najczęściej widoczne w krótkich formach, bliższe tym nielicznym samurajskim filmom, gdzie przeciwnikami okazywali się nie inni szermierze, lecz różnego rodzaju zjawiska nadprzyrodzone. "Onibaba" ("Kobieta-diabeł") czy "Yabu no Naka no Kuroneko" ("Kobieta kot") to tytuły, które natychmiast przychodzą na myśl, ale poza duchami, nukekubi (demonami z japońskiego folkloru przybierającymi postać latających głów) czy koszmarnym snem dziecka wywołanym (przynajmniej według rodziców) przesytem słodyczami, pojawiają się również elementy fantastyczne niezwiązane z horrorem - na przykład postacie o magicznym zdolnościach czy tokage. charakterystyczne dla Sakaia stworzonka przypominające miniaturowe dinozaury (ktoś w końcu zauważył, że jeżeli głównym bohaterem komiksu jest człekokształtny królik, to dziwnym byłoby, gdyby napotykał na swojej ścieżce nieantropomorficzne króliki). Te wszystkie elementy składają się na wyjątkowy, fascynujący świat pełen smaczków i zaskakująco pasujących do siebie przeciwieństw - z jednej strony realizm, z drugiej niemal campowy horror; z jednej postacie rodem z kreskówki dla najmłodszych, z drugiej odcinanie kończyn i dziesiątki trupów.

 

"Usagi Yojimbo" ma jeszcze jedną wyjątkową cechę - można go czytać w kolejności chronologicznej, ale można też chwycić za dowolną księgę i bez dodatkowego rozeznania wniknąć w znajdujące się w niej treści. Oczywiście kolekcjonera będzie irytował widok siódmego tomu bez wcześniejszych sześciu w sąsiedztwie, ale okazjonalni czytelnicy i okazjonalne czytelniczki nie muszą się tym przejmować. Każda księga tworzy zamkniętą całość i z tą samą łatwością, z jaką wchodzi się w świat feudalnej Japonii widzianej oczami walecznego zajęczaka, można z niego również wyjść.


Usagi Yojimbo. Saga, księga 7

Tytuł oryginalny: Usagi Yojimbo. Saga, volume 7

Polska, 2021

Egmont

Scenariusz: Stan Sakai

Rysunki: Stan Sakai



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive