Anna B Savage - "A Common Turn"

78%

Operowanie szczerością jest w muzyce bronią całkiem skuteczną, ale zarazem niebezpieczną - łatwo można popaść w przesadę. Jeżeli jednak artysta wie, jak przekazać emocje i potrafi odsłonić przed odbiorcą całego siebie, obdziera się z jakiejś cząstki prywatności, może dogłębnie poruszyć. Anna B Savage zdołała to zrobić na debiutanckim albumie - "A Common Turn", opowiadając niekoniecznie o przyjemnych szczegółach swojego życia, przekazując materiał maksymalnie intymny.

Debiut brytyjskiej piosenkarki jest twardym orzechem do zgryzienia, choć mogłoby się wydawać, że sprawa wygląda odwrotnie. Dzieje się tak dlatego, bo Anna opiera trzon swojej muzyki na prostych zagrywkach. Główną rolę odgrywają emocje, a nie starannie pielęgnowany warsztat i zabawa instrumentami. Rdzeń piosenek na "A Common Turn" to muzyka folkowa, która - za sprawą nowoczesnego brzmienia i wycyzelowanego sznytu kompozycji - funkcjonuje w trwałym duecie z indie rockiem oraz indie popem.

 

Od strony instrumentalnej całość jest lekkostrawna, choć z zawiera wiele niespodzianek. Większość utworów opiera się na opowiadanych przez Savage historiach dopełnionych prostymi tematami gitarowymi, ale raz po raz da się wychwycić wpływy innych stylistyk. Może to być chwilowe wejście przesteru albo kontrastująca z ascetyzmem szkieletu piosenki słoneczna partia klawiszowa. W gruncie rzeczy całą tę przyjemną układankę burzy głos wokalistki, czyli esencja tego materiału. Nie próbuję negować jej umiejętności, niemniej pierwsze wrażenia nie były pozytywne. Savage lubi nieoczekiwane skoki pomiędzy rejestrami, które wspomaga charakterystycznym zaciąganiem końcowych sylab każdego wersu, a jeśli dodamy do tego głęboką barwę, dającą możliwości quasi-operowego lamentu, dostajemy bardzo nietypowe połączenie. Początkowo te popisy doprowadzały mnie do najgłębszych poziomów irytacji, a jednocześnie osobliwy charakter tej wizji i nieszablonowego myślenia o muzyce zmuszały do analizowania "A Common Turn" przez dobry miesiąc.

 

To nie jest album jednowymiarowy i prosty, ale Savage nie udziwnia go na siłę. Wszystkie składowe sprawiają wrażenie spójnych i dobrze przemyślanych. Weźmy chociażby rozdźwięk pomiędzy wokalem a resztą elementów w piosence tytułowej - mamy do czynienia z klasycznie rockowym utworem, rozleniwionej zwrotce asystuje rozbuchany refren, a wszystko to przyozdobione wokalem bliższym Diamandzie Galas niż rockowej divie podbijającej światowe sceny. Świetny przykład podobnie kontrastowego podejścia mamy w "Two" - kawałku przeobrażającego się ze standardowego folkowego snuja w synthwave o wszystkich barwach tęczy. Są na "A Common Turn" również mniej zauważalne, ale wciąż urzekające smaczki, przede wszystkim wokalne. Savage nie jest przywiązana do żadnej konkretnej estetyki, często - w ramach jednej zwrotki - lubi bez sygnalizowania przejść z teatralnego zawodzenia w melorecytację godną poezji śpiewanej, jak chociażby w zamykającym wydawnictwo "One".

 

Podoba mi się, kiedy artysta nie czuje żadnych przeszkód w operowaniu własną wyobraźnią. Kiedy nie zatrzymuje się w poszukiwaniach i jednocześnie zręcznie unika grafomanii. Anna B Savage posiadła wszystkie te cechy, a słuchanie "A Common Turn" jest ciekawym przeżyciem. Nie zawsze przyjemnym, często budzącym wątpliwości, ale lepsze to niż kolejny bezpieczny album podstawiony pod nos.


City Slang/2021



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive