Dogs in Trees

W połowie lat 80. w polskim podziemiu muzycznym zaroiło się od sensatów, którzy zasłuchiwali się w Joy Division (wbrew pozorom nie jest to nowy trend) i zaczytywali w literaturze Jean-Paula Sartre'a. Ubogie w muzyczne bodźce realia pozwoliły temu nurtowi na znacznie rozleglejszy rozwój niż w większości państw europejskich, dzięki czemu polska zimna fala do dziś inspiruje wielu muzyków. Jednym z nich jest Paweł Goździewicz - twórca Dogs in Trees.

Zimna fala wprawdzie przybiera w jego muzyce postać tsunami, niemniej nie jest jedynym wyraźnym odniesieniem, o czym można się przekonać, przesłuchując pięć EPek wydanych w ciągu zaledwie pięciu lat. Już na debiutanckich „Brzezinach” pojawiają się folkowe czy wręcz neofolkowe naleciałości („No Need To Rape”), w utworze tytułowym z „Winter Machine” forma przybiera ambientowe rysy, a „Iluzje” w całości odbijają ku bardziej melodyjnemu i klawiszowemu graniu. „Mamy w planach mnóstwo różnych ucieczek - przekonuje Paweł. - Z jednej strony skategoryzowanie czegoś wiele ułatwia - można trafić do słuchaczy o podobnej estetyce, ale z drugiej mocno ogranicza, ma się tę łatkę, są oczekiwania i tak dalej. Nowy materiał, który właśnie kończę przygotowywać, będzie zawierał sporo elektroniki. Mam nadzieję, że uda się trochę rozepchnąć tę szufladę [śmiech]. Choć oczywiście to nie jest cel sam w sobie”.

 

Najaktualniejsze studyjne oblicze Dogs in Trees pochodzi z listopada 2014 roku i można odnieść wrażenie, że w tym przypadku pomysłem przewodnim było zebranie wszystkich wcześniejszych pomysłów, a następnie dokładne wymieszanie ich i wyrzeźbienie synkretycznego, wielowątkowego brzmienia. Otwierające EPkę „like+as+if” jest w moim odczuciu najciekawszą kompozycją w całym dorobku zespołu. Jest w niej mnóstwo przestrzeni, przez co kojarzy się bardziej z późnym dorobkiem The Cure niż z gęstym, niemal punk rockowym graniem The Birthday Party. Głos Goździewicza jest tutaj znacznie głębszy, a cedzenie niemal pojedynczych słów nadaje mu mechaniczne brzmienie. Kiedy jednak atmosfera wyraźnie obiera kurs na gotycki rock, pojawia się przełamanie pod postacią dodatkowych elektronicznych dźwięków. W efekcie można rzucać różnymi nazwami, ale każde z porównań będzie zaledwie ersatzem tego, co faktycznie można usłyszeć.

 

W „Enough” tempo drastycznie zwalnia, a Goździewicz zdaje się korzystać z innego zestawu strun głosowych, co w sumie daje efekt bliski stylistyce muzyki darkwave. „Teraz i Jutro” to kolejny znakomity utwór z tego wydawnictwa. Tym razem wyraźnie czuć ducha goth rockowych klasyków pokroju Bauhaus czy The Sisters of Mercy, ale jest to duch, który dzwoni łańcuchami w jakimś ciemnym kącie, a nie duch ożywiciel. Innymi słowy, Dogs in Trees nie porwali się na muzyczny podrób, zaczerpnęli jedynie kilka charakterystycznych elementów. W połączeniu z tekstem w języku polskim oraz chwytliwą linią melodyjną brzmi to znakomicie i wykazuje silnie uzależniające tendencje. Kto jednak zdoła odmówić sobie zapętlania tego jednego kawałka, natrafi na nastrojową balladę z udziałem gitary akustycznej i smyków. Te dwa składniki zdają się rozdzierać utwór na pół – gitara wraz z wokalem grawitują ku melancholii, cyfrowe skrzypce wnoszą natomiast pogodniejszą nutę, co w rezultacie buduje bardzo nietypową kompozycję.

Na scenie Dogs in Trees funkcjonuje jako duet, ale wszystkie opublikowane EPki zostały nagrane wyłącznie przez Pawła Goździewicza. „Jeśli chodzi o nagrania i to, co wyszło do tej pory, ten cały kontekst pozakoncertowy, jest to mój projekt indywidualny, ale mam wielką nadzieję to zmienić – opowiada. - Niestety Arkusz, basista Dogs in Trees, mieszka w Wielkopolsce, ja w Gdyni i trudno jest spotykać się tak często, jakbyśmy tego chcieli. To, co gramy na koncertach brzmi trochę inaczej niż na wydawnictwach, jest tam więcej wspólnych pomysłów. Poza tym mamy też kilka nierozwiniętych jeszcze kawałków, które na pewno będziemy dopracowywać i chcielibyśmy je nagrać już wspólnie w studiu. Muzycznie rozumiemy się bardzo dobrze, Arkusz ma bardzo ciekawe pomysły, potrzebny jest tylko czas, żeby to wszystko poskładać”.

 

W Trójmieście basistów wprawdzie nie brakuje, ale dla swobodnego tworzenia istnieją ważniejsze kryteria niż geografia. „To stary przyjaciel z czasów młodości – opowiada Paweł. - Poznaliśmy się w Słupcy, gdzie mieszkaliśmy i graliśmy razem w zespole Kulturkampf. Zatem mamy wspólną przeszłość, zbieżne inspiracje, no i on gra na basie, na którym ja kiedyś grałem Kiedy jakiś czas temu pojawiła się możliwość zagrania koncertu, a wtedy Dogs in Trees to był stricte solowy projekt, nie zastanawiałem się długo, kogo poprosić o pomoc. Tak zostało, od tamtej pory grywamy razem”. Kształt zespołu pozostaje jednak płynny, a jego założyciel podkreśla, że nie zamyka się na zmiany w składzie i chętnie przetestowałby brzmienie Dogs in Trees przy wsparciu żywej perkusji.

 

Mniej więcej w połowie 2014 roku duet podjął próbę zebrania budżetu na wydanie pełnego albumu, korzystając z platformy Polak Potrafi. Niestety nie udało się uzbierać całej kwoty, ale Paweł i Arek nie poddają się. „Miło byłoby mieć fizyczny egzemplarz, ale bardziej liczy się to, żeby w ogóle ktoś chciał tego słuchać - twierdzi Goździewicz. - Plan na dziś jest taki, że nowy materiał będzie w zasadzie pełnym albumem, tylko w zależności od tego, ile pieniędzy zostanie po miksie i masteringu, taki nakład fizyczny się wyprodukuje. To wszystko sumptem własnym i z pomocą różnych dobrych ludzi, którzy nas wspierają, między innymi kupując płyty na bandcampie, więc dużo tego nie będzie, ale powinno się udać”.

 

Filary dawnej kontrkultury w przeważającej mierze runęły lub są podtrzymywane tanimi zamiennikami. Współczesny punk rock ma niewiele do powiedzenia, a pozostawienie tej muzyki z samą formą jest jak zmuszenie Stevena Seagala do grania w nieswoich ciuchach. Reggae zrezygnowało z mezaliansu z punk rockiem i weszło w wyniszczający związek z hip-hopem. Natomiast yass napędzał się w takim tempie, że w którymś momencie po prostu eksplodował. Próbę czasu najlepiej zdaje się znosić zimna fala, gdzie obok wciąż aktywnych i nagrywających zespołów o długim stażu (na przykład Wieże Fabryk, Variété czy 1984) powstają nowe, mające coś do powiedzenia projekty. Dogs in Trees jest tego znakomitym przykładem i każdy, komu kąpiel w mroźnych falach dźwiękowych nie jest straszna, powinien sięgnąć po ich twórczość.

fot. Paweł Goździewicz


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive