Coś zabija dzieciaki, tom 2. Ludzie kontra potwory

80%

Po lekturze drugiego tomu wciąż nie wiadomo, co właściwie zabija dzieciaki, poza tym, że są to potwory o niedookreślonym pochodzeniu. Wiadomo natomiast znacznie więcej o tym, kto zabija potwory, a dzięki temu komiks Jamesa Tyniona IV nabrał nieco odmiennego charakteru.

Świat znany z "Coś zabija dzieciaki" niespodziewanie rozrósł się. Dotąd można było odnieść wrażenie, że jego granice pokrywają się z granicami miasteczka Archer's Peak, co pozwalało zbudować nastrój odosobnienia, przebywania w odciętej od świata, rządzącej się własnymi prawami enklawie na wzór Twin Peaks i dziesiątek innych stworzonych pod większym lub mniejszym wpływem waszyngtońskiej prowincji wykreowanej w kultowym serialu Davida Lyncha.

 

Takie miejsca choć gęsto zapełniają mapę popkultury, niezmiennie potrafią zauroczyć. Problem zaczyna się wtedy, gdy po kilku rozdziałach urok słabnie, a scenariusz nie potrafi przyciągnąć uwagi w inny sposób. "Coś zabija dzieciaki" prawdopodobne jeszcze przez tom czy dwa mogłoby bazować na atmosferze, ale Tynion IV nie zamierzał czekać z wymianą paliwa do ostatniej chwili i już przy drugim spotkaniu zabrał nas do Chicago, jednego z największych miast Ameryki, a przy okazji miejsca, gdzie rezyduje Zakon św. Jerzego, organizacja powołana do walki z tytułowym czymś.

Jak na tego rodzaju organizację przystało, zajmuje przestrzeń wiekowej rezydencji, posługuje się tajnym językiem symboli i rytuałów, a relacje pomiędzy poszczególnymi członkami i członkiniami reguluje hierarchia. Erica, nasza główna bohaterka, zajmuje w niej jedno z najniższych miejsc, a w dodatku została wcielona w szeregi zakonu niejako w akcie litości i funkcjonuje na pograniczu dwóch światów - tego przyziemnego i tego nadnaturalnego. W podobny sposób konstruuje się dzisiaj większość mang z grupy wiekowej shounen - fundamentami "Tokyo Ghoul", "Chainsaw Man" czy "My Hero Academia" są historie osób, które nigdzie nie mogą znaleźć swojego miejsca, a z czasem okazują się kluczem do osiągnięcia pojednania pomiędzy zwaśnionymi frakcjami. Czy Erica kimś takim będzie? To się dopiero okaże, niewątpliwie jednak w tej chwili bliżej jej do "zwykłych" ludzi, a stawanie w ich obronie skutkuje koniecznością mierzenia się nie tylko z demonicznymi istotami (pozostającymi dla większości dorosłych niepostrzegalnymi), ale również ze swoimi przełożonymi.

Jak już przy porównaniach z japońskim komiksem jesteśmy, to konfrontacje doskonale wyszkolonej Ericki z ludźmi przywodzą na myśl jeszcze jeden tytuł - "Atak tytanów" z tego etapu, gdy tytułowi agresorzy stali się tłem dla konfliktu dwór narodów, a osoby, które bez wahania szlachtowały przerośnięte monstra, nie miały nawet namiastki dawnej bezwzględności w starci z drugim człowiekiem. Erica znajduje się w podobnej sytuacji - wojowniczka pewnie wymachująca orężem odsłania bardziej złożoną moralność, gdy wykonanie misji zagraża życiu niewinnych osób.

 

"Coś zabija dzieciaki" jest jeszcze na etapie wprowadzenia, ustalania zasad, jakimi kieruje się świat przedstawiony i chociaż może się wydawać, że poświęcenie na to aż dwóch tomów to za dużo, mocne podstawy niewątpliwie przełożą się na ciekawsze rozwinięcie i większą łatwość w unikaniu schematów. O poprzednim tomie napisałem, że jest obietnicą jeszcze ciekawszych przyszłych wydarzeń i o drugim napisać można dokładnie to samo, a powtórzona obietnica wcale nie umniejsza jej siły.


Coś zabija dzieciaki

Tytuł oryginalny: Something Is Killing the Children

Polska, 2021

Non Stop Comics

Scenariusz: James Tynion IV

Rysunki: Werther Dell'Edera



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive