Bisclaveret

Kiedyś zapytano Antona Szandora LaVeya, z jakiej muzyki najlepiej korzystać w trakcie wykonywania rytuałów.

Odpowiedział: „Polecam ludziom, żeby udali się do najmniej zatłoczonej części sklepu muzycznego i gwarantuję, że to, co tam znajdą będzie muzyką okultystyczną”. To właśnie w tym miejscu moglibyście natrafić na wydawnictwa Bisclaveret.

Twórczość duetu leży tuż obok szufladki opisanej jako „dark ambient”, ale włożenie jej do środka byłoby nadużyciem. Najbardziej wyrazistym odstępstwem od normy jest obszerne wykorzystanie głosu, który niemal w każdej minucie prowadzi trudną do jednoznacznego zinterpretowania, lecz niewątpliwie posępną narrację. „Nie zastanawialiśmy się nad tym, czy nasza muzyka bliższa jest stylistyce ambient, czy podąża w innym kierunku - opowiada Maciej Mehring, założyciel Bisclaveret, a także wytwórni Zoharum. - Owszem, wywodzimy się z tej sceny, ale nigdy nie zakładaliśmy sobie tego, aby tworzyć dźwięki, które ściśle muszą wpasować się w dany nurt. Głos w przypadku muzyki Bisclaveret jest ważny i to z przynajmniej dwóch powodów: z jednej strony jest dodatkowym instrumentem modulującym nastrój poszczególnych utworów; po drugie jest nośnikiem treści, które są dla nas ważne. Kładziemy nacisk na połączenie dźwięku i przekazu jako czegoś, co daje możliwość w pełni zrozumienia, a raczej sposobu dotarcia do naszego świata muzycznego. Same teksty są też pewnego rodzaju grą słowną, kombinacją znaczeń, próbą wyprowadzenia słuchaczy w innym kierunku. Nie należy ich traktować dosłownie, bo wówczas odbierzemy je jak bełkot, niezrozumiały i czasem banalny zlepek słów”.

Zawartość najnowszego albumu - „Theu Anagnosis” - potwierdza te słowa, bo chociaż został podzielony na osiem kompozycji posiadających wyraźnie odróżniające je cechy, jego prawdziwa siła tkwi w zależnościach, splocie wzajemnie dopełniających się dźwięków. Wyrywkowe słuchanie „Three Sacraments” - gdzie elektronika imituje ksylofon, smyki oraz plemienne bębny - i natychmiastowe przeniesienie się do opartego na pianinie „Dog's Blood For Love Of God” daje poczucie stylistycznej zmiany. Kiedy jednak potraktuje się ten materiał jako zwarty koncept, różnice zacierają się, są niemal niemożliwe do wychwycenia. Dokładnie w ten sam sposób współgrają ze sobą ostatni z pierwszym utworem na krążku, co sprawia, że doznania są spotęgowane przy zapętleniu, a z głośników zdaje się wydobywać niekończąca się mantra.

Tytuły utworów sugerują, że źródłem inspiracji mogła być wczesnochrześcijańska filozofia, ale kiedy zapytałem o to Macieja, zarysował znacznie szerszą perspektywę: „»Theu Anagnosis« znaczy »Czytając Boga«, ale ani ten tytuł, ani ten koncept nie odnoszą się w żaden sposób wyłącznie do religii chrześcijańskiej. Jeżeli negujemy cokolwiek, to jedynie postawę, która opiera się na schematycznym, bezmyślnym przyjmowaniu własnych dogmatów jako pewnik jedynej słusznej wiary czy religii. Zwracamy uwagę na fakt, że ludzie zatracili swoją duchowość poprzez zerwanie z wewnętrzną potrzebą dążenia do boskości, rozwijania własnej jaźni na rzecz kupowania gotowego sposobu na życie. Określenie siebie na forum publicznym jako wyznawcy konkretnego kościoła daje takie samo poczucie wyższości, jak określenie swojego statusu społecznego przez pryzmat portfela czy stopnia władzy. Zastanawiam się przy tej okazji, co daje człowiekowi prawo, aby uważać, że to jego religia jest jedyną słuszną drogą, a jej wprowadzenie celem nadrzędnym. Poprzez nasz przekaz nie pouczamy nikogo, w jakiego boga ma wierzyć, uświadamiamy jedynie, że każdy może się mylić, że szukanie różnic dzieli społeczności, a nie zespala”.

Połączenie tych wszystkich składników - wieloelementowych, lecz spójnych kompozycji i wyrazistego ładunku refleksyjnego - sprawia, że „Theu Anagnosis” to dzieło przemyślane i kompletne. Nie ma tu typowych dla ambientu dłużyzn, które potrafią rozciągnąć wątek aż do całkowitego rozrzedzenia jego przesłania. Utwory trwają średnio poniżej pięciu minut, a cały materiał ma niespełna czterdzieści minut. To idealna przestrzeń dla ośmiu autentycznych, niepowielających się wątków, które przy całej swojej tajemniczości nie są jedynie próbą grania na emocjach słuchacza, ale także aspirują do nadawania konkretnego komunikatu. Z jednej strony twórczość Bisclaveret nosi przez to znamiona sztuki elitarnej, która wymaga poświęcenia większej ilości czasu dla pełnego zrozumienia, z drugiej forma nie ma aż tak skomplikowanej konstrukcji, aby odrzucać niewprawione ucho. „Muzyka Bisclaveret skierowana jest w dużej mierze do pasjonatów, znawców tematu - opowiada Maciej. - Wynika to bardziej z konieczności zagłębienia się w to, co robimy, ale nie jest to regułą. Nie tworzymy aż tak nieprzystępnej muzyki, aby nie można było sobie poradzić z jej odbiorem. Toteż każdy koncert, każde pojawienie się w nowym miejscu, każde kolejne dotarcie do nowych osób zostawia ślad. Znajdujemy wciąż nowych odbiorców spośród tych, którzy chcą poszukiwać. Najlepszym tego przykładem jest nasz udział w takich imprezach, jak gdańska Feta, czy Festiwal Brunona Schulza w Drohobyczu, gdzie publiczność przed naszym występem nie miała pojęcia, z czym się zetknie, a jej odbiór był bardzo dobry. Nie zamykamy się na jedno środowisko, wciąż wierzymy, że możemy dotrzeć do nowych, otwartych na muzykę ludzi. Oczywiście nie liczymy na to, że dotrzemy do mainstreamu, bo to nie ta droga, nie ten bit. W tym miejscu, gdzie jesteśmy, też jest nam dobrze, bo wciąż realizujemy się i możemy być wysłuchani”.

Działalność studyjna duetu od trzech lat rozbita jest na dwa kontynenty - Maciej wciąż tworzy w Trójmieście, natomiast Radosław Murawski przeprowadził się do Kanady, a wspólną przestrzenią dla szlifowania pomysłów stał się internet. Nie zakończyło to jednak koncertowego żywota Bisclaveret, który w tym wymiarze funkcjonuje z innym składem. W najbliższych miesiącach projekt tymczasowo przejdzie w stan spoczynku, ale fani nie muszą się obawiać - w przygotowaniu są dwa kolejne albumy, wydawnictwo związane z jubileuszem zespołu, a także występy na festiwalach Castle Party oraz Ambient Festival w Gorlicach w 2016 roku. Warto śledzić te wydarzenia, ponieważ Bisclaveret to przedsięwzięcie, które trudno przyrównać do jakiegokolwiek innego nie tylko w Trójmieście, ale również w skali ogólnokrajowej.

fot. archiwum zespołu


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive