Opowieści z hrabstwa Essex. Samotność na kanadyjskiej prowincji

97%

Rynek komiksowy rozwija się w Polsce w imponującym tempie, a obok niego rozwija się również rynek kolekcjonerski, który wykształcił lokalne białe kruki osiągające oszołamiające ceny.

Na szczęście w ostatnim czasie wydawcy coraz częściej pozwalają sięgnąć po kultowe tytuły bez konieczności wydawania kilkuset złotych - Waneko wznowiło "Do Adolfów" Osamu Tezuki, Kultura Gniewu lada moment dodrukuje "Black Hole" Charlesa Burnesa, a Timof Comics właśnie przygotowało drugie wydanie "Opowieści z hrabstwa Essex".

 

Po raz pierwszy można było natknąć się na ten tytuł w Polsce w 2009 roku i była to zarazem pierwsza okazja do zapoznania się z twórczością dzisiaj powszechnie uwielbianego Jeffa Lemire'a. Przez wiele kolejnych lat tytuły, pod którymi się podpisywał nie były u nas publikowane aż nagle, w drugiej połowie 2017 roku zostaliśmy zbombardowani kolejno "Czarnym młotem", "Descender", "Łasuchem", "Walecznymi" i "Bloodshotem", "Royal City", "Podwodnym spawaczem", "Gideon Falls" czy szeregiem komiksów z superbohaterami Marvela w rolach głównych. Lemire zasłużenie stał się dominującym twórcą, a w tym kontekście z jego najwcześniejszymi pomysłami obcuje się w zupełnie inny sposób.

 

"Opowieści z hrabstwa Essex" nie są komiksem o superbohaterach, ale uwielbienie do peleryn, masek i nadludzkich mocy w niewielkim stopniu także tutaj znalazło ujście (jako pasja jednego z bohaterów i swoista rekurencja - komiks w komiksie). Trzydziestoletni Lemire eksplorował jednak przede wszystkim umiejętność snucia przyziemnych historii z życia codziennego, z własnych doświadczeń, bo Essex to hrabstwo, w którym dorastał. "Royal City" i "Podwodny spawacz" będą w związku z tym najcelniejszymi skojarzeniami, ale o ile pojawiały się w nich elementy nadnaturalne (w pierwszym duchy, w drugim manipulacje czasem), o tyle tutaj dostajemy stuprocentowy realizm emocjonalny. Każda z tych scen mogłaby wydarzyć się naprawdę i nie wykluczone, że do niektórych z nich faktycznie doszło.

Tytułowe miejsce można uznać za "głównego bohatera" i chociaż na pierwszy rzut oka przypomina jedną z tych tajemniczych mieścin wzorowanych na Twin Peaks, których jest dzisiaj w popkulturze wiele, szybko pokazuje własny charakter. Dla porównania - gęstość zaludnienia całego Essex wynosi sto dziesięć osób na kilometr kwadratowy, a Gdańska tysiąc osiemset. Ta ogromna, wyludniona przestrzeń dyktuje nastrój, doskonale wzmacnia samotność i poczucie pustki, jakie towarzyszą wszystkim postaciom. Jak to zazwyczaj w tego rodzaju enklawach bywa, każdy z każdym ma jakieś zaszłości, więzi i porachunki. Wiele osób nosi wręcz to samo nazwisko, a ich losy śledzimy na przestrzeni kilku dekad, co może wzbudzać skojarzenia chociażby ze "Sto lat samotności" Gabriela Garcii Márqueza - historią jednego miejsca i rodziny, której szczęście nigdy nie trwa długo.

 

Poznajemy młodocianego, pochłoniętego przez eskapizm Lestera; poczciwego, oddanego pracy na farmie Kenny'ego; niespełnionego i nierozgarniętego Jimmy'ego; samotną pielęgniarkę czy braci Lebeuf (z nimi spędzimy najwięcej czasu), którzy najpierw są nierozłącznymi kumplami, później rozdziela ich konflikt, a wreszcie w straszliwy i ponury sposób obrazują koszmar starzenia się. Losy tych osób nie są naznaczone wyłącznie nieszczęściami, na kartach "Opowieści z hrabstwa Essex" znalazło się miejsce także na radość i miłość, ale trudno nie odnieść wrażenia, że są zaledwie stanami przejściowymi pomiędzy kolejnymi fatalnymi wydarzeniami. Najciekawszym z takich przystanków i momentów na złapanie oddechu jest natomiast wątek hokejowy.

Połączenie Kanady z hokejem to stereotyp, ale skoro powiela go rodowity Kanadyjczyk, najwyraźniej nie ma w tym przesady. Łyżwy, kije i krążki powracają co kilka stron, czasami jako wątki poboczne, kiedy indziej znajdują się w samym centrum wydarzeń. Szczególnie istotną rolę pełnią w części drugiej - "Opowieściach o duchach", czyli żywocie braci Lebeuf. Możemy tutaj obserwować niemalże relację z meczu ze znakomitymi, doskonale oddającymi akcję z lodowiska kadrami, ale jeszcze istotniejsze jest podkreślenie roli, jaką hokej pełni w życiach tych ludzi. Może to wzbudzać skojarzenia z filmem "Sportowe życie" Lindsay'a Andersona, gdzie jedyną szansą klasy robotniczej na podniesienie swojego statusu jest kariera rugbysty. O tym też (i pod wpływem tego samego filmu) zaśpiewał w identycznie zatytułowanym utworze Artur Rojek, ale w kontekście Śląska oraz piłki nożnej. Lemire ukazuje hokej jako przeciwwagę dla trudów codzienności, szansę na chwilową ucieczkę, niemalże filar zdrowia psychicznego. Nie ważne, która drużyna strzeli więcej goli - przez te trzy tercje wszyscy wygrywają.

 

"Opowieści z hrabstwa Essex" choć opatrzone ilustracjami (charakterystyczny styl kanadyjskiego autora już tutaj był ukształtowany), mogą być traktowane jak beletrystyka. Każdy, kto wciąż umniejsza wartość komiksu tylko dlatego, bo pomiędzy jego okładkami nie znajduje się wyłącznie tekst powinien sięgnąć po ten tytuł. To doskonale napisana, poruszająca powieść graficzna w pełnym tego określenia znaczeniu. Osób, które działalność Lemire znają nie trzeba nawet namawiać - to pozycja obowiązkowa.


Opowieści z hrabstwa Essex

Tytuł oryginalny: Essex County Trilogy

Polska, 2021

Timof Comics

Scenariusz: Jeff Lemire

Rysunki: Jeff Lemire



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive