Qual: Nowy album uspokoił mnie, uwolnił od lęku, ale to chwilowe

Solowy projekt Williama Maybelline - połowy duetu Lebanon Hanover - na wydanym na początku marca albumie przybrał jeszcze bardziej ponury odcień, na co wpłynęło przede wszystkim pracowanie nad nim w trakcie lockdownu. O szczegółach dotyczących zarówno "Tenebris in Lux", jak i tworzenia w pandemicznych realiach dowiecie się z poniższej rozmowy.

Jarosław Kowal: Od początku pandemii minął już pełen rok, dla ciebie te dwanaście miesięcy wyglądało podobnie czy były mniej i bardziej pesymistyczne momenty?

William Maybelline: Potraktowałem te dni jak okazję do skupienia się na tym, na co nie zawsze miałem czas, kiedy konieczne były częste podróże. Spędziłem więcej czasu z rodziną, ale zacząłem też studiować i znacznie bardziej zgłębiać mój system modularny, co okazało się ogromnym postępem w pracy nad przyszłymi utworami. Przez niemal cały ten czas byłem optymistą, ale teraz... To naprawdę trwa już zbyt długo i bez wątpienia zaczynam łamać się z powodu braku możliwości jakichkolwiek występów na żywo czy wyruszenia w trasę albo robienia tych wszystkich innych rzeczy, których potrzebuję jako artysta.

Przekształcanie tych uczuć na muzykę sprawia ma charakter terapeutyczny?

Ten album całkowicie mnie uspokoił, uwolnił od uczucia lęku i przyniósł odrobinę błogości. Ale to tylko chwilowe. Kiedy nieustannie musisz mierzyć się z lockdownem, noszeniem maseczek, niemal obłąkańczym, nieustannym myciem rąk...

 

Zdarza się, że słuchasz "Tenebris in Lux" czy po wyrzuceniu z siebie tych emocji nie chcesz do nich wracać?

Sprawdziłem go kilkukrotnie, zwłaszcza na winylu. Jest intensywny, ale jednocześnie bardzo intymny, zwłaszcza kiedy słucha się go przez dobrej jakości słuchawki. Całkowicie znikniesz, zanim dobiegnie końca. Uważam, że otworzył nowy rozdział w działalności Qual, co można zauważyć, porównując go z dwoma wcześniejszymi albumami. Ewidentnie jest to punk zwrotny.

 

Uchwycenie twojego aktualnego stanu umysły nie byłoby możliwe, gdybyś pozostał przy wcześniejszym brzmieniu? Stworzenie tego, co określasz mianem cyber sludge'u okazało się kluczowe?

Cyber sludge to życie w brudnych kanałach cybernetycznego, neo-postapokaliptycznego miasta. Czasami masz dostęp do jakiegoś sprzętu i starasz się rozeznać w sytuacji, wspierasz się trupami cyborgów, żywisz burgerami ze szczurów - jest tam okropnie. Kiedy chcesz wyluzować, słuchasz mongolskiego śpiewu gardłowego, tęskniąc przy tym za swoją archaiczną, pierwotną, ludzką jaźnią.

Od wydania poprzedniego albumu Qual minęło kilka lat, ale niedawno opublikowaliście nowy materiał Lebanon Hanover. Przy tworzeniu "Sci-Fi Sky" towarzyszyły ci inne emocje?
Album Lebanon Hanover ukończyliśmy właściwie tuż przed pojawieniem się covidu, więc na pewno powstawał w zupełnie innym stanie umysłu. Wcześniej miałem może ze trzy kawałki Qual i jakieś fragmenty innych, ale kiedy ogłoszono lockdown, natychmiast się w to wgryzłem i dokończyłem cały materiał w dosłownie miesiąc czy dwa.

 

Da się pracować nad dwoma tak różnymi materiałami jednocześnie?

Na pewno rozdzielenie pracy pomiędzy nimi pomaga... Przełączam się z jednego na drugie, bo mój mózg i moja dusza zachowują się w odmienne sposoby w każdym z tych przypadków. Są na nowym albumie Lebanon Hanover jakieś naleciałości z tego, co robię solo, niektóre osoby podkreślały wręcz, że pewne elementy Qual przebijają się przez tę muzykę... Uważam, że to dobre połączenie ze względu na kierunek, jaki z Lebanon Hanover obraliśmy, ale nie powiedziałbym przy tym, że estetyka Qual staje się zbyt dominująca w naszym zespole.

 

Nie wiem, czy to zjawisko globalne, ale w Polsce wiele osób zaczęło kolekcjonować kwiaty, często egzotyczne i rzadkie. Tworzą niemalże domowe ogrody. Masz coś podobnego? Jakieś przyziemne zajęcie, które pomogło ci przetrwać minione dwanaście miesięcy?

Wow, nigdy o tym nie słyszałem, brzmi wspaniale. U mnie takim zajęciem bez wątpienia jest rodzina, a do tego całkowicie pochłonęło mnie zgłębianie mojego systemu modularnego.

 

Pandemia może sprawić, że ludzie zbliżą się do natury, na łonie której można przynajmniej zdjąć maseczkę czy będzie dokładnie odwrotnie - zostaniemy wciągnięci przez otchłań streamowania filmów i muzyki?

Na pewno odczuwam to, że pandemia przygotowuje ludzi do większego posłuszeństwa, co można połączyć z przedawkowywaniem kompulsywnego oglądania Netflixa. Miałem nawet takie przemyślenia, że może to wszystko zostało celowo stworzone, żeby bardziej kontrolować i nadzorować ludzi, manipulować nimi za pomocą internetu... Nie ma przecież lepszego sposobu. Ale jeszcze cały czas mamy wybór i możemy wychodzić z domów.

A jak ty to znosisz? Szukasz kontaktu z naturą czy raczej uciekasz do książek albo filmów?

Zdarza się, że spędzam czas blisko natury, lubię też kręcić się po Atenach, chociaż są niemal całkowicie zamknięte. Zawsze znajdzie się jednak kawiarnia, gdzie można wziąć na wynos świetną kawę i zrelaksować się w ustronnym miejscu. Jeżeli chodzi o filmy, to mam kiepską pamięć, ale ostatnimi, jakie zrobiły na mniej duże wrażenie były "Mandy" z Nicolasem Cagem i "Ekstaza" Joe Begosa. Co do książek, mam to nowe wydanie z archiwaliami Coil opublikowane przez Timeless z Francji [The Universe Is A Haunted House] - niesamowity materiał przepełniony światem Coil... Oczywiście jednym z moich zespołów wszech czasów.

 

Wielokrotnie krytyczne wypowiadałeś się na temat rozwoju technologicznego, a zwłaszcza rozwoju internetu, ale czy zatrzymanie się jest jeszcze możliwe?

Jest możliwe, ale trzeba by żyć dosłownie na wygnaniu, rzadko spotykałbyś drugiego człowieka. Jedynym powodem, dla którego współczesne społeczeństwa istnieją jest technologia cyfrowa oraz więzi i relacje utrzymywane za pomocą sieci. Chciałbym tylko, żeby nie było to aż tak intensywne, żeby nie było aż tak wszechobecne. Dzisiaj to normalne, kiedy ktoś idzie ulicą z pochylona głową i wzrokiem wbitym w telefon... Na pewno wolałbym, żebyśmy nie poczynili zbyt dużych postępów związanych z robotyką, czyli zabójczymi maszynami, nanotechnologią, siłami zbrojnymi i tak dalej. Bez wątpienia trwają nad tym badania i być może któregoś dnia staniemy w obliczu zagrożenia, jakiego nie śmielibyśmy sobie wyobrazić.

 

A co z już istniejącej technologii postrzegasz jako absolutnie niezbędne, a czego najchętniej byś się pozbył?

Niezbędne są Ableton, MPC Live i wszystko, co związane z działalnością szpitali. Wszystko, co pomaga zwiększyć szanse na przeżycie - ta technologia jest niesamowita i mam nadzieję, że zawsze będzie postępować. Podobnie zresztą z narzędziami służącymi muzyce - zawsze jestem na to otwarty i cieszę się ze zmian. Na pewno pozbyłbym się natomiast iPhone'ów... i wszystkiego, co wiąże się z noszeniem małego ekranu w kieszeni albo na nadgarstku czy gdziekolwiek indziej.

Może koniec świata nie będzie tak spektakularny jak w katastroficznych filmach, a jedyny koniec świata to właśnie siedzenie w domu i nierobienie niczego?
Myślę, że różnica pomiędzy siedzeniem w domu i nierobieniem niczego a jakimś wielkim kataklizmem jest taka, że przynajmniej wciąż mamy wybór pomiędzy spoglądaniem w czyste, niebieskiego niebo a spoglądaniem w ekrany.

 

Chyba nawet na tak mrocznym albumie jak "Tenebris in Lux" można znaleźć coś optymistycznego - przynajmniej da się do niego tańczyć...

Musimy z całych sił starać się zachować optymizm, nie dać się temu wszystkiemu pociągnąć na dno. Sam próbuje trzymać się takiego podejścia, ale zdarzają się dni, kiedy nie potrafię - tacy już jesteśmy jako ludzie.

 

fot. maru (1), Alice in Flower (2)


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive