5 płyt: Iggy Not Pop

Cały tydzień zastanawiałem się, jak podejść do tego zadania, a dokładnie według jakiego klucza wybrać te pięć płyt. Piątka ulubieńców? Za trudne (tylko piątka?!) i zbyt oczywiste. Pomyślałem, że ciekawym (chociaż jak się okazało, także nie takim łatwym) będzie wybranie takich albumów, które mają realny wpływ na moją obecną twórczość. Pierwszy wybór nasunął się od razu, bo...

Iggy Pop - "Lust For Life"
...mój pseudonim nie wziął się znikąd. Ksywa o tyle fajna i zapamiętywalna, co niewdzięczna. Ile razy w wywiadach i prywatnych rozmowach słyszałem pytanie: A ty w ogóle wiesz, kto to jest Iggy Pop? Otóż wiem! Ba, uwielbiam tego gościa.

 

Zastanawiałem się, którą z płyt Iggy'ego wybrać - "Fun House" The Stooges, "Post Panic Depression" nagraną z Joshuą Homme'm (życzę wszystkim podstarzałym gwiazdom rocka takich albumów i współprac z młodszym pokoleniem) czy właśnie "Lust For Life" wyprodukowaną przez Bowiego. I powiem wam, że im jestem starszy, tym częściej sięgam po ten krążek. Świetne, niewymuskane piosenki, które wcale się nie starzeją. No i tytułowy track! Wbrew pozorom to nie "Passengera" najlepiej słucha się w aucie.

Kury - "P.O.L.O.V.I.R.U.S."
Gdybym miał wybrać ulubione płyty, to od Tymona wpadłoby albo "Songs For Genpo" Trupów, albo debiut Mu z 2019 roku. Zawsze podkreślam, że T. to nie tylko inteligentny jajcarz, ale przede wszystkim świetny songwriter. No ale podjąłem się tematu z innej strony, a na mojej płycie - "Powiedz mi coś więcej" - najbardziej chodziło o pokazanie muzycznej różnorodności i mojego poczucia humoru. No to jak nie Kury? Uważam, że to właśnie tej płycie swoje kariery zawdzięczają zespoły pokroju Bracia Figo Fagot czy inny Nocny Kochanek, ale co ja wiem - ja jestem psychofanem Tymona. Cieszę się ogromnie, że Ryszard niejako pobłogosławił moją płytę i wystąpił w tytułowym utworze. To ogromna podjara!

Łona i Webber - "Nawiasem mówiąc"
Moją płytę miksował Webber, na okładce pojawił się komiksowy dymek z tytułem... Zaraz, zaraz... To z miejsca może skojarzyć się z płytą "Nawiasem mówiąc" szczecińskiego duetu. Ale, ale... Pisanie Łony (pisanie łonowe?) od zawsze mnie inspirowało. Tutaj mamy wszystko, za co owe pisanie pokochałem - są historie ("Woodstock 89'"), sprawne metafory ("Co tak wyje?"), ale przede wszystkim budowanie piosenek z tematów wydawałoby się przyziemnych, zbyt zwyczajnych. Romans postaci z dwóch plakatów wiszących na przeciwko siebie? To potrafi tylko Łona (wspaniałe "Doklej plakat"). O mojej twórczości mówi się czasem, że to inteligentny rap trochę w stylu Łony. Wiem, wiem - to pójście na łatwiznę dziennikarzy, ale kurczę... miło słyszeć takie komplementy.

Red Hot Chili Peppers - "Blood Sugar Sex Magik"
Kocham Red Hotów i kocham Johna Frusciante. I znowu - do listy top wziąłbym coś z solowego dorobku Fru, pewnie "The Empyrean", ale to "Blood Sugar Sex Magik" albo "Californication" mogło mieć największy wpływ na mnie jako wykonawcę piosenek. Surowy funk, rock, piękne ballady, trochę ducha punka, trochę improwizacji (zwłaszcza na koncertach) - to był mocny punkt w moim muzycznym wychowaniu. Zawsze też podobało mi się to, że Anthony częściej rapuje niż śpiewa, a w tych śpiewanych partiach nie jest największym kozakiem rockowej sceny (znowu - zwłaszcza na koncertach). Mam tak samo, zaśpiewam sobie jakiś refren, a później trzeba to jakoś ograć na scenie. Wybór pada jednak na "Blood Sugar", bo od "Californication" zespół poszedł już w bardziej popową stronę (nie jest to absolutnie przytyk z mojej strony, późniejsze dokonania także lubię), a ja przecież jestem Not Pop [śmiech].

Ten Typ Mes - "Trzeba było zostać dresiarzem"
Przed usłyszeniem tego albumu, nie znałem zbyt dobrze twórczości Mesa. Kojarzyłem dosłownie parę kawałków, głównie Flexxipu. Zachęciły mnie dwa numery - "Ochroniarz Patryk" i "Love Your Life" (nie pamiętam, w jakiej dokładnie kolejności). Pomyślałem sobie, że jeżeli ktoś robi w Polsce album z dwoma tak szalonymi bitami, dość nietypowymi jak na rap scenę tekstami, takim flow i jeszcze wśród gości ma Skubasa (a potem okazało się, że nie tylko), to ja muszę to usłyszeć. No i dziś mogę powiedzieć, że to moja ulubiona płyta Typa. Zdecydowanie lżejsza od reszty, jeśli chodzi o teksty, zdecydowanie mniej bufoniarska, pokazuje niezwykłe ucho do podkładów, świetne pomysły na featuringi (ale Olafa D. też mam na płycie, pffff) i totalnie świetne umiejętności raperskie. Aha, no i chyba od tej płyty zaczęło się moje zamiłowanie do country-beatów.

Co do zdjęć - dostałem wytyczne, by "sesja zdjęciowa" była jak najbardziej interesująca. Chyba każdy rodzic z kontem na Netflixie wie, że nie ma nic ciekawszego niż Gigantozaur [śmiech].


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive