Billie Eilish: Świat lekko zamglony

73%

Pod koniec 2017 roku prowadziliśmy wstępne rozmowy dotyczące występu Billie Eilish na Soundrive Festival. Podobnie jak każdego roku z wieloma innymi artystkami i artystami. Okazało się jednak, że w odróżnieniu od wielu innych artystek i artystów, Eilish w zaskakująco krótkim czasie wspięła się na sam szczyt i musielibyśmy wynająć stadion, żeby pomieścić wszystkie osoby zainteresowane jej występem. "Świat lekko zamglony" to dokumentacja przebytej przez nią drogi.

James Murphy miał trzydzieści pięć lat, kiedy ukazał się pierwszy album LCD Soundsystem, Leonard Cohen zadebiutował w wieku trzydziestu trzech lat, a kiedy ukazało się "Blondie", Debbie Harry miała trzydzieści jeden lat. Wspominam o nich, bo oglądanie historii kogoś, kto pierwszy przebój nagrał w wieku trzynastu lat, a pięć lat później zgarnęła pięć statuetek Grammy może wywołać kompleksy czy nawet refleksje nad własnym życiem, niewiele osób może przecież poszczycić się choćby w jednej dziesiątej porównywalnym sukcesem, zanim wyszły z okresu nastoletniego. Ale nie powinniście sobie niczego zarzucać - Billie Eilish to ewenement.

Ewenement dlatego, bo do niedawna wszystko wskazywało na to, że okładkowe, stadionowe gwiazdy na tak kolosalną skalę, tak dominujące i doprowadzające publiczność do omdleń nie mogą już zaistnieć. Potencjalne przeboje rozrzedziły się w streamingowym kotle, muzyki jest znacznie więcej, uszu chętnych do słuchania nie przybyło aż tyle, a wynik tego ilorazu musi być dla procesu kreowania tytanów popu zabójczy. Eilish pokonała nie tylko tę przeszkodę, ale również zmiażdżyła mur pomiędzy mainstreamem a alternatywą, słuchają jej nastolatki, słuchają trzydziestolatki, słucha jej Thom Yorke, chwali Rob Zombie, Ihsahn z Emperor jest fanem, a Justin Bieber (w którym niegdyś się kochała i opowiada o tej platonicznej miłości także w tym dokumencie) otacza ją opieką. Nawet The Prodigy - znane z tego, że uwielbiają ich wszyscy, od słuchaczy metalu po słuchaczy hip-hopu - nie mogłoby wykazać się tak spektakularnym portfolio. Jak do tego doszło? "Świat lekko zamglony" udziela... mglistej odpowiedzi.

 

Podcast: Jak Billie Eilish zmienia pop

 

Ten sukces to połączenie autentyczności i niewymuszonego odzwierciedlania tego, co rówieśnicy i rówieśniczki Eilish faktycznie odczuwają, a nie tego, co wytwórnie chciałyby im sprzedać z wybitnym talentem kompozytorskim Finneasa, brata Eilish (i nierzadko głosu rozsądku), a także ze zdrową, rodzicielską opieką, dzięki której wychowywanie dziecka nigdy nie staje się pomysłem na biznes, a nie brakuje przecież w historii muzyki takich przypadków. R.J. Cutler (reżyser, który rok temu nakręcił inny świetny dokument - "Belushi") właśnie z tej rodzinnej, intymnej więzi uczynił centrum pierwszego filmu umożliwiającego poznanie największej gwiazdy współczesnej muzyki jako człowieka z krwi i kości.

Zaskoczeni będziecie tylko wtedy, jeżeli spodziewacie się kadrów z pozłacanego pałacu, egzystencjalnych wywodów sam na sam z kamerą albo szeregu innych popularnych postaci zachwalających twórczość autorki "When We All Fall Asleep, Where Do We Go?". Zamiast tego zobaczycie nieduży dom, gdzie Eilish nadal zresztą mieszka; ciasny pokój, w którym trudno przecisnąć się pomiędzy biurkiem, łóżkiem i pianinem; wkurzanie się na konieczność pisania nowych kawałków i niemalże tupanie oraz wykrzykiwanie nienawiści do komponowania; miłosne rozterki i rozczarowania. Poza kadrami z zaplecza Coachelli czy innych wielkich koncertów, wygląda to na całkiem normalne życie, a jednocześnie nie stoi za objęciem akurat takiej perspektywy tandetne przesłanie namawiającego do spełniania "amerykańskiego snu". Nie będziecie tacy, jak Billie Eilish, raczej nie osiągniecie tego, co udało się osiągnąć jej, ale ona także nie będzie wami, a najważniejsze jest to, że aż tak bardzo nie różnimy się od siebie.

 

Zaskoczeni będziecie tylko wtedy, jeżeli spodziewacie się kadrów z pozłacanego pałacu, egzystencjalnych wywodów sam na sam z kamerą albo szeregu innych popularnych postaci zachwalających twórczość autorki "When We All Fall Asleep, Where Do We Go?". Zamiast tego zobaczycie nieduży dom, gdzie Eilish nadal zresztą mieszka; ciasny pokój, w którym trudno przecisnąć się pomiędzy biurkiem, łóżkiem i pianinem; wkurzanie się na konieczność pisania nowych kawałków i niemalże tupanie oraz wykrzykiwanie nienawiści do komponowania; miłosne rozterki i rozczarowania. Poza kadrami z zaplecza Coachelli czy innych wielkich koncertów, wygląda to na całkiem normalne życie, a jednocześnie nie stoi za objęciem akurat takiej perspektywy tandetne przesłanie namawiającego do spełniania "amerykańskiego snu". Nie będziecie tacy, jak Billie Eilish, raczej nie osiągniecie tego, co udało się osiągnąć jej, ale ona także nie będzie wami, a najważniejsze jest to, że aż tak bardzo nie różnimy się od siebie.

Jeżeli na myśl o "Billie Eilish: Świat lekko zamglony" przychodzą wam do głowy takie koszmarki, jak "Justin Bieber: Never Say Never" albo "Katy Perry: Part of Me", to na tej samej zasadzie możecie porównać albumy tych trzech osób - Bieber i Perry od strony muzycznej nigdy nie mieli do zaoferowania równie wiele, byli kolejnymi produktami pop biznesu, a filmy dokumentalne z ich udziałem to miałkie, propagandowe dodatki niewiele różniące się od plakatu albo naklejek z Bravo. Dodatkowa różnica jest taka, że Eilish dorastała w świecie telefonów (żaden inny przedmiot nie pojawia się w "Świecie lekko zamglonym" równie często) i prowadziła mimowolną, spontaniczną, ciągłą dokumentację swojego codziennego życia. Dzięki temu poza materiałami zrealizowanymi przez profesjonalistów, możemy zobaczyć również szereg amatorskich filmików nagranych dla znajomych, dla rodziny, dla siebie, nigdy z myślą o pokazywaniu ich całemu światu. To poziom intymności, na jaki dotąd żaden inny artysta ukazujący swoje nastoletnie lata nie mógł się wzbić.

Relacje Billie Eilish z jej popularnością to połączenie miłości i nienawiści z nieustannie zmieniającymi się proporcjami, ale prawdopodobnie podobnie czuje się każdy, kto sięgnął gwiazd. Najciekawsze w "Świecie lekko zamglonym" jest jednak to, jak dziewczyna pozbawiona prywatności, borykająca się z wymagającymi (od strony fizycznej i psychicznej) trasami koncertowymi, otoczona ochroniarzami i zespołem współpracowników potrafi pozostać nastolatką i jak walczy o każdą chwilę, żeby nadal nią być. Może sto czterdzieści minut to nieco za długi metraż, bez większych strat dałoby się wyciąć przynajmniej pół godziny, a w dodatku na pewno nie jest to wyjątkowo nakręcony czy obierający zaskakującą perspektywę film dokumentalny, ale jeżeli należycie do tych osób, które również zastanawiają się, dokąd zmierzamy, kiedy wszyscy zaśniemy, to nie możecie go przegapić.


Billie Eilish: Świat lekko zamglony

Tytuł oryginalny: Billie Eilish: The World's a Little Blurry

USA, 2021

Apple Original Films

Reżyseria: R.J. Cutler

Obsada: Billie Eilish, Finneas O'Connell, Maggie Baird, Patrick O'Connell



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive