Deadly Class: Joe Meek

Joe Meek to jedna z wielu tragicznych postaci w branży muzycznej, ale jako "zaledwie" producent nigdy nie był opłakiwany przez setki tysięcy fanów i fanek z całego globu. Dzisiaj zarówno on, jak i jego największy przebój - "Telstar" - to zaledwie ciekawostki dla tych osób, które z rocka lat 60. chcą wyciągnąć więcej niż The Rolling Stones, The Beatles i The Beach Boys.

Meek od najmłodszych lat oddawał się trzem wzajemnie przenikającym się pasjom - elektronice, kosmosowi i muzyce. Jako dziecko demontował stare radia oraz przyrządy rejestrujące dźwięk, co z czasem pozwoliło mu skonstruować własny odtwarzacz, a ten pierwszy sukces sprawił, że majsterkowanie weszło mu w nawyk na całą resztę życia.

 

Zawodowo z początku rozwijał pozamuzyczne pasje, pracował w Royal Air Force (obsługiwał radary) oraz w Midlands Electricity Board. W 1954 roku podjął się pracy inżyniera dźwięku w niezależnej rozgłośni przygotowującej programy dla radia Luxembourg, a dwa lata później dostał szansę zaprezentowania swojej pomysłowości. Do współpracy zaprosił go Humphrey Lyttelton - jazzman i radiowiec prowadzący komediowy program "I'm Sorry, I Haven't a Clue" w BBC. Pracowali wspólnie przy singlu "Bad Penny Blues", a zadaniem Meeka było zadbanie o właściwe brzmienie fortepianu, za którym zasiadał Johnny Parker. Ku zaskoczeniu wszystkich zaangażowanych w nagranie osób, utwór okazał się hitem. Pierwszym jazzowym numerem, który trafił na brytyjskie notowanie Top Twenty, a w dodatku utrzymał się na nim przez sześć tygodni. Zachęcony sukcesem producent singla - Denis Preston - zaprosił Meeka do współpracy w swoim Landsdowne Studio. Było to pierwsze w Europie niezależne od żadnej wytwórni miejsce przeznaczone do rejestrowania muzyki. Niestety pozornie doskonałe warunki doprowadziły do wielu kłótni pomiędzy Meekiem a Prestonem, co ostatecznie zakończyło się wyrzuceniem tego pierwszego.

Przed odejściem Meek zdołał wyprodukować singiel amerykańskiego aktorka, George'a Chakirisa (znanego z "West Side Story") i chociaż tym razem rezultat nie był porównywalnie spektakularny, pozwolił na wypracowanie pozycji, przy której utworzenie własnego studia stało się zasadne. Tak powstało - we współpracy z Williamem Barringtonem-Coupem - Triumph Records. Wytwórnia istniała niespełna rok i skupiała nikomu nieznanych artystów. Wszystkie dziewiętnaście pozycji z jej katalogu to dzisiaj drogie rarytasy na rynku kolekcjonerskim, ale głównie ze względu na ich niedostępność, a nie wyjątkową zawartość. Tylko dwa single trafiły na brytyjskie listy przebojów - "Green Jeans" The Flee-Rekkers (dotarł do dwudziestego trzeciego miejsca) i "Angela Jones" Michaela Coxa (dzięki reklamie w telewizyjnym programie "Boy Meets Girl", singiel dotarł do siódmego miejsca). Bankructwo Triumph spowodowała przede wszystkim fatalna dystrybucja nagrań, a w późniejszym okresie zdesperowany Meek odsprzedawał prawa do nich takim wytwórnia jak Top Rank czy Pye.

Pod koniec 1959 roku Meek po raz pierwszy porwał się na autorską produkcję - koncept album "I Hear a New World - An Outer Space Music Fantasy". Zespołem, który wykonał jego kompozycje był londyński The Blue Men, wcześniej znany jako The West Five, wykonawcy muzyki skifflowej, czyli zakorzenionego w Nowym Orleanie, a pod koniec lat 50. popularnego w Wielkiej Brytanii połączenia folku z jazzem i bluesem (skifflową grupę założył w tamtym okresie także John Lennon - The Quarrymen). Główną inspiracją był nowy program lotów kosmicznych opublikowany przez NASA. Meek popuszczał wodze fantazji, wyobrażał sobie, że gdzieś w układzie słonecznym muszą znajdować się obce formy życia. Przy każdym z utworów zapisywał informujące dotyczące na przykład działania pola magnetycznego, co w tamtym czasie nie było powszechnie dostępną wiedzą. Obsesja stała się tak silna, że gdyby w tamtym czasie utworzono Archiwum X, nie byłoby lepszego kandydata na jego dyrektora. "Kosmiczne" efekty dźwiękowe nie powstawały jednak przy użyciu skomplikowanej aparatury komputerowej (bo taka wówczas jeszcze nie istniała), ale przez na przykład wydmuchiwanie banek na wodzie za pomocą słomki, spuszczanie wody ze zlewu czy uderzanie łyżeczkami w częściowo napełnione butelki. Eksperymenty były tak dziwaczne i zachwycające, że zainspirowały kolejne pokolenia, ale niekoniecznie te same osoby, które fascynowała twórczość Johna Cage'a czy Karlheinza Stockhausena. Pasjonatami tego nietypowego podejścia okazali się chociażby muzycy They Might Be Giants, którzy nagrali własną wersję "I Hear a New World". Album miał ukazać się w katalogu Triumph Records, ale przed zamknięciem wytwórni udało się opublikować zaledwie czteroutworową EP-kę. Całość wydano dopiero w 1991 roku, trzydzieści jeden lat po planowanej premierze.

Joe Meek nie poddawał się - natychmiast po zamknięciu wytwórni, otworzył nowe studio nagrań (początkowo nazwane RGM Sound Ltd., ale z czasem bardziej znane jako Meeksville Sound Ltd. lub 304 Holloway Road). Mieściło się w jego prywatnym mieszkaniu i zostało całkowicie skonstruowane przez niego samego. Pierwszy duży hit przyszedł jeszcze w 1961 roku, debiutanckim dla działalności studia. Był to utwór "Johnny Remember Me" Johna Leytona, który na pierwszym miejscu notowań utrzymał się przez cztery tygodnie, zepchnęło go dopiero "Reach for the Stars" Shirley Bassey. Dwadzieścia cztery lata później "Johnny Remember Me" znowu stało się przebojem dzięki synthpopowej wersji Bronski Beat i Marca Almonda (połączonej z "I Feel Love" Donny Summer). Dotarł wówczas do trzeciego miejsca i pokrył się platyną.

17 sierpnia 1962 roku ukazał się największy hit wyprodukowany i napisany przez Meeka – instrumentalne "Telstar" The Tornados. Pierwszy brytyjski utwór w historii, który dotarł na sam szczyt amerykańskiego Billboard Hot 100. Słuchając "Telstar" dzisiaj, trudno uwierzyć, że taki utwór podbił listę, na której obecnie królują Cardi B, The Weeknd czy Ariana Frande. Kawałek wygrał także nagrodę przeznaczoną dla kompozytorów i autorów tekstów - Ivor Novello Award i doczekał się mnóstwa coverów (między innymi The Eagles, Midnight Oil, OMD czy The Residents). Najciekawszą wariację na jego temat nagrał jednak zespół Muse - "Knights of Cydonia" jest zainspirowane "Telstar", a przy okazji stanowi hołd Matthew Bellamy'ego dla swojego ojca, George'a - gitarzysty The Tornados. Globalną sprzedaż singla szacuje się na około pięć milionów kopii, ale triumf okazał się zgubny zarówno dla Meeka, jak i dla The Tornados. Ten pierwszy został oskarżony o plagiat przez francuskiego kompozytora Jeana Ledruta, drudzy mieli konkurować z The Shadows, ale w 1965 roku oryginalny skład zespołu zastąpili wynajęci przez wytwórnię pozoranci i czar prysł.

Joe wyprodukował jeszcze jeden utwór, który sięgnął samego szczytu - debiutancki singiel bigbitowego The Honeycombs "Have I the right?" i również po niego sięgały późniejsze, znaczące kapele rockowe, swoje wersje nagrali między innymi Dead Kennedys oraz Vampire Weekend. Meek wyrobił sobie opinię zdolnego rzemieślnika przebojów, ale jednocześnie tyrana wybuchającego gniewem i agresją, gdy muzycy nie wypełniali jego poleceń w studiu. Kiedyś wycelował strzelbę w Mitcha Mitchella (późniejszego muzyka Jimiego Hendrixa) i zagroził: Jeżeli nie zagrasz tego poprawnie, to rozpierdolę ci łeb.

 

Co ciekawe, opętany perfekcjonizmem producent nie grał na żadnym instrumencie i nie znał nut, był dyslektykiem i według wielu doniesień nie miał słuchu muzycznego. Swoje przyszłe przeboje rejestrował w postaci wokalnych demówek, które na utwory przekuwali wynajęci muzycy. Jego największą zasługą były nie popularne single, ale rozwiązania techniczne, które wymyślał pod wpływem maniakalnej dbałości o doskonałą i unikalną jakość dźwięku. Był pionierem w zakresie używanie między innymi kompresorów, DI boxów, efektu pogłosu czy reverse'a, był też prekursorem samplingu. Łącząc wszystkie te nowinki, stworzył niepowtarzalny styl i stał się inspiracją dla kolejnych pokoleń.

Miał wiele szans na olbrzymi, międzynarodowy sukces, ale żadnej nie wykorzystał. Ze swojego studia wyrzucił między innymi (wówczas jeszcze nikomu nieznanych) Davida Bowiego, The Beatles (ich muzykę nazywał kupą hałasu i kopiowaniem cudzych utworów) i Roda Stewarta (gdy ten zaczął śpiewać, Meek zatkał uszy i wrzeszczał tak długo, aż Rod opuścił budynek). Zainteresował się natomiast projektem Tommy Scott & The Senators, nagrał jego siedem utworów, ale nie był w stanie sprzedać ich żadnej wytwórni. Brnął w tę współpracę dalej głównie z pobudek pozamuzycznych - nachalnie próbował nawiązać intymną więź z wokalistą grupy, co ostatecznie doprowadziło do bójki zwieńczonej ostentacyjnym podarciem umowy wydawniczej. Dopiero kiedy w 1965 roku Tommy Scott zaczął występować pod swoim prawdziwym nazwiskiem - Tom Jones - i nagrał hit "It's Not Unusual", nagraniami Meeka zainteresowały się wytwórnie Tower oraz Cloumbia.

 

Precyzyjny i obdarzony ścisłym umysłem Meek zmagał się z wieloma paranojami. Twierdził, że pracownicy Decca Records umieścili mikrofony za tapetami w jego studiu, aby wykradać pomysły i o to samo oskarżał także niedawno zmarłego Phila Spectora, który wykonał do niego zaledwie jedne telefon. Fascynował go okultyzm - ustawiał na cmentarzach magnetofony i rejestrował na przykład kota przemawiającego ludzkim głosem (czego ostatecznie nie odnaleziono na taśmie). Miał także obsesję na punkcie Buddy'ego Holly'ego, twierdził, że kontaktuje się z nim i z wieloma innymi zmarłymi gwiazdami rock'n'rolla.

Meek zażywał ogromne ilości leków, popadał w skrajnie depresyjne i agresywne stany, a frustracje wynikały poniekąd z jego orientacji seksualnej - homoseksualizm był wówczas w Wielkiej Brytanii karany więzieniem. Zdarzyło się nawet, że oskarżono producenta o składanie niemoralnych propozycji, a do jego studia napływało mnóstwo listów z pogróżkami. Najniebezpieczniejsza okazała się jednak sytuacja ze stycznia 1967 roku, kiedy to policja odkryła zmasakrowane ciało zamknięte w walizce. Zamordowana osoba należała do lokalnego środowiska LGBT, w związku z czym przesłuchiwano wszystkich notowanych homoseksualistów. Podejrzenia szybko skierowano na "niezrównoważonego" producenta o złej sławie.

 

Depresję producenta pogłębiał konflikt z Jeanem Ledutem - z powodu toczącego się procesu Meek nie otrzymywał żadnego wynagrodzenia z tytułu codziennych emisji "Telstar". Brak płynności finansowej prowokował z kolei liczne kłótnie z właścicielką budynku, w którym wynajmował pomieszczenia przeznaczone na działalność studia. Te wszystkie czynniki spowodowały, że 3 lutego 1967 roku - w ósmą rocznicę śmierci Buddy'ego Holly'ego - Meek zastrzelił zarządczynię obiektu, a następnie popełnił samobójstwo. Narzędziem zbrodni była strzelba należąca do podopiecznego (nieoficjalnie kochanka) Meeka, byłego basisty The Tornados - Heinza Burta. Trzy tygodnie później sąd rozstrzygnął sprawę o plagiat na korzyść Meeka, a w lipcu parlament Wielkiej Brytanii wprowadził ustawę depenalizującą stosunki homoseksualne. Jeszcze pół roku, a być może historia jednego z najważniejszych innowatorów w dziejach muzyki potoczyłaby się zupełnie inaczej.

Deadly Class to cykl tekstów poświęconych twórcom i twórczyniom, których działalność odcisnęła piętno na współczesnej muzyce, ale oni sami odchodzą w niepamięć, a ich muzyki często nie można znaleźć w serwisach streamingowych. Przypominamy o nich, bo nie byłoby współczesności i nie będzie przyszłości, bez prekursorów sprzed lat.

fot. John Pratt


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive