Hidden By Ivy

W połowie lat 80. stała się w Polsce rzecz dziwna, powstała bowiem subkultura w całości oparta na kulcie jednego zespołu - Depeche Mode.

Pamiętam, że na murach mnóstwo było symboli "DM", że noszenie "lotniska" na głowie było oznaką buntu na miarę irokeza, a o zlotach mówiono jak o tajemnej mszy przeznaczonej wyłącznie dla wybrańców. Tak silna fascynacja nie zrodziła jednak wielu autorskich projektów muzycznych, a jednym z nielicznych, które faktycznie miały coś do powiedzenia w temacie new romantic było Agonised By Love, którego duchowym spadkobiercą jest debiutujące w tym roku Hidden By Ivy.

 

Formuła Agonised By Love już jakiś czas temu się wyczerpała - wspomina Rafał Tomaszczuk, wokalista. - Dodatkowo pojawiły się sprawy przyziemne - rodzina, praca, co oznaczało mniej czasu na koncerty i próby. Byliśmy z różnych miast, a to stwarza spory problem, jednak podstawową przyczyną było chyba wyczerpanie zasobów elektroniczno-gotyckich [śmiech]. Hidden By Ivy to nowa/stara jakość, bo z jednej strony projekt świeży, a z drugiej czerpiący z dokonań twórców związanych ze starym 4AD, This Mortal Coil, Cocteau Twins, jak również współczesnych - David Sylvian, No-Man czy twórcy ambientowi. To są dźwięki, które były dla mnie zawsze bliskie i jak się okazało dla Andiego również, bo z God's Own Medicine robi rzeczy powiedzmy około-gotyckie, ale ma też otwartą furtkę na dźwięki bardziej oniryczno-nostalgiczne. Zmianę czuć od pierwszego utworu, bo o ile poprzedni projekt Tomaszczuka wypełniony był mocnymi, bliskimi stylistyce EBM bitami (tworzonymi przez Bartka Hervy, obecnie członka Blindead), o tyle tutaj naleciałości zakorzenione w latach 80. są znacznie wierniej oddane. Partie instrumentalne w na przykład "Shame" momentami przypominają post-punkową działalność Hazel O'Connor, a przez niemal cały album przewijają się nawiązania do minimalistycznego oblicza Japan (znanego przede wszystkim z kawałka "Ghosts").

W Hidden By Ivy chcemy opuścić gniazdko dark indie, jednocześnie mając dla niego duży szacunek i jakąś wdzięczność - rozwija temat inspiracji Rafał. - Jestem otwarty na wiele gatunków, dalej kocham new romantic, stare 4AD, awangardę Coil, romantyzm Talk Talk i Davida Sylviana. Z drugiej strony szukam i szanuję nowych twórców, takich jak na przykład genialna Chelsea Wolfe czy Wild Beasts. Opisałbym naszą muzykę jako oniryczny art pop czy też ghost rock ze względu na warstwę tekstową. Po wiadomych słowach wyśpiewanych przez Kazika Staszewskiego pytanie o teksty stało się największym możliwym faux pas dziennikarstwa muzycznego, ale skoro nie ja wywołałem temat, postanowiłem go zgłębić pod kątem kontrastu między Agonised By Love a Hidden By Ivy. Są na pewno dojrzalsze - odpowiada Rafał. - To efekt wewnętrznego rozwoju, innego spojrzenia na pewne sprawy, obawa o bliskich, ich utrata. Ta płyta jest w zasadzie o tym - opowiada o strachu przed utratą najbliższej osoby, o tym, jak to jest, kiedy mimo wszystko ta osoba odchodzi, o uczuciach, jakie zostają w człowieku, wspomnieniach, które ranią i które umacniają, o wewnętrznej walce z samym sobą i w końcu o pytaniu może banalnym, ale powracającym - jaki to wszystko ma sens i czy coś jest po tej drugiej stronie? Ostatnie lata to moje doświadczenia z utratą bliskich osób, niestety zbyt dużo ostatnio miałem pożegnań...

 

Melancholia wyraźnie stanowi najsilniejszy składnik albumu "Acedia", niezależnie od tego, czy towarzyszy jej romantyczna kontra z syntetycznym instrumentarium przypominającym smooth jazzowy saksofon oraz kontrabas ("Cold Sumer Day"), czy w tle przygrywa punkowa perkusja ("Remembrance"), czy też zupełnie nic nie zakłóca transmisji wzburzonych emocji ("To Abandon"). Najciekawiej robi się natomiast w samej końcówce, kiedy Rafał śpiewa w języku polskim. "Nie Znam Więcej" to kawał solidnego, ambitnego popu o radiowym potencjale i tekście, który nie wzbudza politowania, a to w wypadku rodzimej mowy wciąż rzadkość.

 

Miałem kilka lat przerwy, praca, pojawiła się rodzina - to jest dla mnie sprawa priorytetowa - odpowiada Rafał na pytanie o działalność muzyczną pomiędzy Agonised By Love a Hidden By Ivy. - Jednak nadeszła pora, kiedy poczułem, że już czas i trzeba wyrzucić z siebie tę nagromadzoną energię i pomysły. Na szczęście z pomocą przyszedł Andy [Andrzej Turaj]. Wpadła mi w ręce ostatnia, znakomita płyta God's Own Medicine. Pomyślałem i poczułem w zasadzie, że z tym facetem może coś zaskoczyć. Napisałem, wyraził chęć na stworzenie czegoś razem i tak się zaczęło. Najpierw jeden kawałek, potem drugi. Ja w Białymstoku, Andy w Rzeszowie... Tak mijały miesiące a utwory powstawały dzięki łączom internetowym i telefonom [śmiech]. Ani razu z Andym się nie widzieliśmy. W wypadku pracy studyjnej dystans stracił jakiekolwiek znaczenie, zespoły mogą działać nawet w rozbiciu na tysiące kilometrów. Jeżeli jednak chodzi o życie sceniczne, żadna technologia nie może zastąpić obecności ludzi z krwi i kości. Trudno będzie o skład około pięcioosobowy na odegranie brzmienia Hidden By Ivy, prób i tak dalej. Trudno było nam się spotkać razem, a co dopiero kilka osób... Może uda nam się zaaranżować kilka utworów akustycznie i może kiedyś, gdzieś... Bardzo byśmy chcieli ale jest kilka czynników, które nam to skutecznie utrudniają.

 

Nawet jeżeli materiał duetu nigdy nie wybrzmi na żywo, warto będzie czekać na jego kolejne wydawnictwa. "Acedia" dowodzi, że z połączenia inspiracji synth-popowych, dark independent czy wszelkiego rodzaju muzyki o ponurym lub nostalgicznym zabarwieniu można stworzyć nową, choć nie trudną do rozpoznania jakość. Hidden By Ivy w naturalny sposób powinno trafić do fanów Agonised By Love, ale odpowiednio pokierowane może dotrzeć znacznie dalej.

 

fot. materiały archiwalne


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive