Żurawie: Pozwalamy sobie zaskoczyć samych siebie

Scena niezależna ma się w Polsce świetnie, kolejne zespoły raz po raz udowadniają, że w alternatywnej niszy czują się jak ryby w wodzie. Jedną z takich załóg są Żurawie, które 26 lutego wydadzą debiutancki album - "Poza zasięgiem" i właśnie z tej okazji rozmawiam z Mateuszem Bartoszkiem odpowiedzialnym za partie klawiszy, gitar i wokale wspomagające.

Łukasz Brzozowski: Żurawie są promowane i dystrybuowane przez oficynę wydawniczą Koty Records - można poczuć się jak w zoo. Gdybyś musiał wybrać pupila domowego, wolałbyś żurawia czy kota?

Mateusz Bartoszek: Myślę, że jednak kota, to fajne stworzenia. Sam mam dwa [śmiech]. Chociaż taki żuraw to byłby piękny pupil.

 

Pytania o genezę nazwy zespołu są z reguły zapychaczami wywiadów, ale nie mogę się powstrzymać - dlaczego żurawie, a nie na przykład czaple lub pelikany?

Nazwa Żurawie wzięła się trochę z przypadku. Pewnego wieczoru szedłem przez Gdynię, niedaleko stoczni i akurat rozmawiałem jednocześnie z Michałem i Ignacym przez telefon właśnie na temat potencjalnej nazwy dla naszej ekipy. Spojrzałem na stocznię, zobaczyłem żurawie stoczniowe, spodobało się nam i tak zostało. Cała nasza trójka jest związana z Trójmiastem, stoczniowe i portowe elementy krajobrazu to coś w pewnym sensie reprezentatywnego dla tego miejsca.

Czujecie się blisko związani z Trójmiastem i jego sceną muzyczną?

Myślę, że tak. Historia tak zwanej Trójmiejskiej Sceny Alternatywnej jest pełna artystów, którzy nie bali się eksperymentować z muzyką i odkrywać nowe formy wyrażania siebie. To na przestrzeni lat nie ustało i trwa po dziś dzień. Jest w tym miejscu coś bardzo wyjątkowego, sprzyjającego kreatywności i chęci tworzenia. Cieszymy się, że staliśmy się częścią tego świata.

 

Co w takim razie ma Trójmiasto, czego nie mają Warszawa czy Kraków?

Nie jestem pewien, jak sprawa wygląda w innych miastach, ale na pewno widać u nas dużą chęć mieszania ze sobą artystów z bardzo różnych grup muzycznych. Muzycy w naszym regionie bardzo często i chętnie grają w kilku zespołach jednocześnie, często kompletnie odmiennych od siebie stylistycznie/gatunkowo. Oprócz tego dostęp do morza też robi swoje [śmiech]. Chęć ciągłego tworzenia nowych składów, mieszania gatunków, łączenia różnych form wyrazu jest czymś, co bardzo wyraźnie widać w tutejszym środowisku muzycznym. Nawet na przykładzie Żurawi - nasz perkusista, Ignacy Macikowski gra równolegle z Zespołem Sztylety i jeszcze do niedawna z Towards The Unknown. Warszawa i Kraków też są pełne świetnych grup, tamtejsi artyści trzymają bardzo wysoki poziom, ale myślę, że Trójmiasto zawsze trochę się różniło od innych miejsc w Polsce, tutaj zawsze próbowano robić muzykę "inaczej". Składanka "Gdynia" z 1988 roku, a także "Gdynia 1988-2018", której pomysłodawcą był Michał Miegoń z Kiev Office bardzo fajnie pokazują niejednorodność tego środowiska muzycznego.

 

Ze Sztyletami za jakiś czas wydajecie splita, istnieje między wami coś w rodzaju zdrowej rywalizacji? Estetyka podobna, grono słuchaczy też, więc brzmi to nawet zasadnie.

Absolutnie nie, wręcz przeciwnie. Zespół Sztylety to nasi kumple, rywalizowanie między tymi zespołami to abstrakcja. Prędzej sobie pomagamy niż przeszkadzamy czy zazdrościmy. Braci się nie traci [śmiech]. Bardzo cieszy nas, że Zespół Sztylety ma takie grono słuchaczy - ich najnowszy album przyjął się bardzo dobrze, moim zdaniem zasłużenie, to bardzo dobra płyta.

 

Wasza jest lepsza?

Jeden słuchacz powie tak, a drugi powie nie.

 

Trochę wymijająco odpowiadasz - pytam o twoją opinię.

Moja opinia jest taka, że jest zdecydowanie inna. Obie trzymają ten sam poziom.

Sprytnie. Jakiś czas temu na swoim profilu na Facebooku w lekko żartobliwym tonie napisaliście, że artyści, których albumy namieszały w muzycznych podsumowaniach 2020 roku powinni cieszyć się, że przełożyliście premierę swojej płyty na bieżący rok. Żarty żartami, ale czujecie się spokojni o to, że wasz debiut odciśnie wyraźny ślad na naszej scenie?

Lubimy od czasu do czasu napisać coś w ten sposób, żartobliwy ton towarzyszy nam bardzo często. Myślę, że nie mamy na to parcia, by zostawić ślad na scenie. Cieszymy się, że w obliczu pandemii realizacja tej płyty wreszcie doszła do skutku i że uchwyciliśmy na niej wszystko, co chcieliśmy. Jeśli ludziom się spodoba i album odbije się pozytywnym echem, to na pewno się ucieszymy. Muzyka jest dobra wtedy, kiedy jest szczera, a taką właśnie chcieliśmy stworzyć.

 

Pandemia utrudniła proces tworzenia materiału na płytę i wydania jej?

Utwory na "Poza zasięgiem" zaczęły powstawać równolegle z pracami nad "Powidokiem". Kilka z nich mieliśmy gotowych, gdy wybuchła pandemia. Brak swobodnych prób uniemożliwiał tworzenie utworów razem, więc każdy pisał pomysły w domu i przesyłał reszcie. W wakacje przekuliśmy to w utwory podczas kilkudniowego wypadu na wieś - tam próby trwały od rana do wieczora, ale bycie razem znowu w jednym pomieszczeniu sprawiło, że całość powstała bardzo szybko. Później przez drugą falę pandemii proces nagrywania został wydłużony o dobre kilka tygodni, ale patrząc na to całościowo, bardzo się cieszę, że płyta wychodzi dopiero teraz. Dopracowaliśmy ją maksymalnie pod każdym względem.

 

Czy w związku z tym utwory wydane na płycie przeszły dużo przeobrażeń w porównaniu do pierwowzorów?

Nie było ich dużo. Mówimy raczej o subtelnych zmianach. Wszystko przez to, że najpierw bazowaliśmy na samych "pomysłach", które czasami składały się z zaledwie jednego kilkusekundowego motywu. Spotkanie we trójkę umożliwiło rozwinięcie ich w całe utwory.

Wasza muzyka jest wręcz zaraźliwie przebojowa. To był jeden z punktów zaczepienia waszej twórczości czy raczej czysty przypadek?

Z Michałem i Ignacym przyjaźnimy się i gramy od wielu lat. Tak naprawdę nigdy nie ustalaliśmy, jakie mają być utwory, które piszemy. Zakładając Żurawie czy inne składy, nigdy nie myśleliśmy w kategoriach pisania mniej lub bardziej chwytliwych piosenek - chcieliśmy tylko razem grać, zobaczyć, co z tej chemii powstanie. Przebojowość utworów wynika tak naprawdę sama z siebie, proces myślowy w tym przypadku nie istnieje. Jeśli coś w naszych uszach brzmi dobrze, to nie patrzymy, czy jest to wystarczająco chwytliwe, czy nie. Pozwalamy sobie zaskoczyć samych siebie. Dzięki temu zawsze jesteśmy ciekawi tego, co stworzymy. To nas ekscytuje.

 

Czy ta "chemia" zawiodła was kiedykolwiek w rejony, których nigdy byście się nie spodziewali?

Tak. Tym rejonem są właśnie Żurawie. To miał być projekt na boku, tylko we trzech. Nie mieliśmy pojęcia, czym to się stanie ani jak będzie brzmieć - ciągłe eksperymentowanie i szukanie nowych pomysłów zaprowadziło nas w najróżniejsze muzycznie miejsca. Nie spodziewaliśmy się, że w ten sposób znajdziemy ten tak zwany "własny styl". Pozwalamy prowadzić się tej chemii. Dzięki temu co chwila wymyślamy coś nowego, czego wcześniej nie próbowaliśmy. Nie boimy się eksperymentować. Miejsc, w których daliśmy się ponieść można posłuchać na nowym albumie bardzo dużo, a wspomniany split z Zespołem Sztylety będzie kolejnym z nich.

 

W "Balkonach" brzmicie wręcz posępnie.

"Balkony" są bardzo specyficznym utworem, jednym z moich ulubionych. Z jednej strony powolne zwrotki, z drugiej skoczne, dance-punkowe refreny. Posępność nie jest czymś, do czego się przywiązujemy. Słychać to chociażby w utworze kończącym płytę - "Proszę nie być smutnym". Teksty i muzyka powstają tak, żeby do siebie pasowały i w tym przypadku nie było inaczej. Dużo zespołów ze sceny niezalowej tworzy utwory smutne i nie ma w tym niczego złego - widać to chociażby w trwającym od kilku lat powrocie popularności muzyki emo. Nie sądzę, że "Balkony" to tekstowo wyjątek w tym przypadku. Nie stylizujemy utworów na siłę jako smutne czy wesołe. To, co tworzymy musi dla nas brzmieć szczerze, niezależnie od tego, czy jest "na radośnie" czy "na posępnie".

 

Co jeszcze przyniesie rok 2021 w obozie Żurawi? Premiera płyty już zaraz, później split... Co dalej?

Pomyślmy... "Poza Zasięgiem" 26 lutego, później split z Zespołem Sztylety... Jeśli warunki pandemiczne na to pozwolą, to może uda się nam zorganizować jakiś koncert... Kto wie, ciężko cokolwiek zaplanować w tych czasach [śmiech]. Na pewno planujemy dalej pisać muzykę i dużo z nią eksperymentować - to jest jedyna pewna rzecz.

 

fot. (1) Małgorzata Maina; (2) mat. własne; (3) Maciej Buszman


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive