Bone Cult: Przełamując schemat nijakiego zespołu rockowego

Duet z Nottingham powstał w 2013 roku z inicjatywy Richarda Watte'a i Sama Hartilla, a poza zbliżonymi preferencjami muzycznymi (z pogranicza agresywnej i rytmicznej elektroniki oraz metalu), połączyło ich pragnienie stworzenia wyrazistej alternatywy dla "zwyczajnego wyglądu kilku kolesi w t-shirtach i jeansach". Ponura, tajemnicza oprawa wizualna jest dla Bone Cult tak samo ważna jak dźwięk.

Debiutancki album Bone Cult nosi tytuł "Death Electronica", co doskonale oddaje jego charakter. Można odnaleźć na nim wpływy między innymi industrialnego rocka czy EBM, ale także ekstremalnie chwytliwe, przeznaczone na parkiety, taneczne bity. Fani i fanki Nine Inch Nails, Filter, Stabbing Westward, Ministry z okresu "Dark Side of the Spoon" czy nawet Pendulum, The Prodigy albo Nitzer Ebb powinni być zadowoleni.

Rozmowa z Soundrive (Richard Watte - gitara, wokal, produkcja)

Nie byłbym muzykiem, gdyby nie przyglądanie się innym zespołom, kiedy byłem na studiach i gdyby nie pragnienie przełamania schematu typowego, nijakiego zespołu rockowego.

 

Zanim zostałem muzykiem, byłem DJ-em na zamkniętych wydarzeniach, a jednocześnie studiowałem muzykę oraz technologię.

 

Moja ulubiona muzyka z dzieciństwa to Slipknot, Deftones, Machine Head, głównie metal z początku XXI wieku.

 

Moja ulubiona muzyka z ostatnich miesięcy to "Bladerunners", najnowsza EP-ka Bobby'ego Tanka. Od czasu "After Burn" jestem zagorzałym fanem jego muzyki i nieustannie zachwycają mnie jego techniki produkcji.


Moi ulubieni artyści niezwiązani z muzyką to Aaron Pinto, jego prace są naprawdę wyjątkowe i łączą mocno skontrastowane style futurystyczny i gotycki z jasnymi plamami kolorów. A poza tym zawsze dobrze jest popatrzeć na tatuatorskie prace Anrijsa Straume'a i Niorkza.

 

We współczesnej muzyce najbardziej lubię to, jak szybko można wydać album. Nigdy dotąd nie było aż tak łatwo nagrać i wydać własny materiał bez wsparcia wielkich wytwórni. To się tyczy wszystkiego, od tworzenia i produkcji po promocję w internecie oraz dystrybucję.

 

We współczesnej muzyce najbardziej nie lubię komercyjnych wpływów EDM rozciągających się na niemal wszystkie gatunki muzyczne, od popu po rap. Łowcy przebojów i soundcloud raperzy też zostawiają kwaśny posmak, a do tego te tiktokowe tańce.

Najbardziej w koncertach lubię doświadczanie rozgrywającego się na własnych oczach spektaklu, który pozwala na chwilę opuścić zwyczajny świat. Nic nie może zastąpić energii publiczności zebranej w klubie i tej atmosfery.

 

Nasza muzyka jest porównywana do odprężających vibów Daft Punk kochających się z rytmami The Prodigy, skąpanymi w neonach i wielu, wielu tatuażach. Jeżeli macie dobrą wyobraźnię, to połączenie pewnie brzmi cholernie złowrogo, a jeżeli tak nie brzmi, to wasza opinia nie ma znaczenia i możecie się odpierdolić.

 

Gdybym mógł sprawić, że jeden z utworów innego artysty stałby się mój, byłoby to "Slam" Pendulum. To jedno z najwcześniejszych wspomnień o muzyce, która pokazała mi, że nie tylko metal może być ciężki i agresywny.

 

Gdybym mógł zadać mojemu ulubionemu artyście jedno pytanie, zapytałbym Daft Punk, kto wykonał ich maski.


Największa mądrość, jaką w życiu usłyszałem to: Nie możesz wszystkich zawsze zadowalać.

 

Gdybym w dorosłym życiu wciąż mógł robić coś, co robiłem w dzieciństwie, nie podcierałbym samodzielnie swojego tyłka.

 

Gdybym mógł zakończyć jeden spór, który dzieli ludzi, dotyczyłby wyboru pomiędzy Colą a Pepsi. Cola bez dwóch zdań jest zwycięzcą.

 

Polska kojarzy mi się z Krakowem w Lutym 2020 roku. Polska kojarzy mi się z późnymi godzinami nocnymi spędzanymi z przyjaznymi ludźmi i z możliwością palenia w zamkniętym pomieszczeniu.

 

fot. Alice Mills


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive