Celeste - "Not Your Muse"

79%

Debiutancki album to dla Celeste formalność, ostateczne przypieczętowanie jej pozycji jako przyszłej gwiazdy oraz jednej z najbardziej prominentnych postaci współczesnego R'n'B (tego spod znaku Ruth Brown, a nie Janet Jackson). Formalność nie oznacza jednak, że "Not Your Muse" to wydawnictwo wybrakowane - wręcz przeciwnie, pochodząca z Kalifornii, zamieszkująca Londyn wokalistka włożyła w nie całe serce.

Billie Holiday, Nina Simone i Amy Winehouse - do nich Celeste najczęściej bywa porównana. Dorzucić można jeszcze Cécile McLorin Salvant albo Poppy Ajudhę i wyłania się przybliżony obraz muzyki, z jaką na "Not Your Muse" będziecie mieć do czynienia. Klasyfikacja gatunkowa przychodzi łatwo (co w trzeciej dekadzie XXI wieku jest coraz rzadsze), a nawet można wyczuć charakterystyczne dla tej estetyki klisze, niemniej nie odbiera to Celeste ani krzty wiarygodności. Wręcz przeciwnie, jest w tej tęsknej, nieco archaicznej twórczości coś odświeżającego czy nawet pierwotnego, bo nierzadko muzycy trzymają się drugiego planu, pozostawiając na pierwszym ten jeden instrument, z którym rodzimy się wszyscy - głos.

 

W otwierającym album "Ideal Woman" usłyszycie gitarę, gitarę basową, perkusję, fortepian i wibrafon - każde z nich odgrywa dosłownie garstkę nut. Można by wręcz uznać, że to cisza jest najważniejszym elementem tego utworu, a te momenty, kiedy Celeste towarzyszy skromne tło akustyczne albo pozostaje osamotniona mają największą siłę oddziaływania. Podobnie jest w utworze tytułowym, wspartym wyłącznie przez gitarę akustyczną i fortepian, w "Some Goodbyes Come With Hellos" czy w bonusowym (pierwotnie wydanym w 2019 roku) "Strange".

 

W takim środowisku dźwiękowym przesłanie Celeste jest niezbywalne, dobitnie formułuje je już w refrenie "Ideal Woman": May not be your ideal woman / The freedom that you'd get / Please don't mistake me for a woman who cares. Tak spokojny, powoli sączący się z głośników utwór okazuje się twardą deklaracją przeciwko męskim oczekiwaniom, przeciwko robieniu z kobiety swojej pielęgniarki czy też ujętej w tytule albumu muzy. Niech wam nawet do głowy nie przychodzi jednak upatrywanie w tym zabiegu sprzeczności - to raczej przekreślenie popkulturowego stereotypu, zgodnie z którym jeżeli kobieta chce manifestować swoją siłę, to powinna przywdziać moro i wymachiwać pięścią niczym Destiny's Child w "Survivor".

 

Jeszcze jedną postacią, z którą Celeste bywa zestawiana jest Adele, ale akurat to porównanie dotyczy przede wszystkim sposobu konstruowania repertuaru. W obydwu przypadkach niemalże akustyczne ballady zajmują najistotniejsze miejsce, ale co jakiś czas ustępują miejsca przebojowi stworzonemu z myślą o wspólnym odśpiewywaniu przez tłumy. "Stop This Flame" to na "Not Your Muse" najlepszy przykład - potężny popowy hicior ze sterylną produkcją i ekstremalnie chwytliwym refrenem. Najwyraźniej słychać tutaj rękę Jamiego Hartmana, producenta, który pracował z wieloma gwiazdami (chociażby z Christiną Aguilerą czy Backstreet Boys), ale niewielu się przysłużył (może poza Rag'n'Bone Manem). Z Celeste zdołał odnaleźć wspólny język... Tyle że ta wpadająca w ucho, ale nieco zbyt banalna piosenka kompletnie tutaj nie pasuje.

 

Można to zrzucić na karb wydania - na winylu "Not Your Muse" zawiera osiem dobrze wyselekcjonowanych utworów tworzących spójna atmosferę i nawet równie szybko zapadające w pamięć, ale od strony instrumentalnej ciekawiej zaaranżowane "Tell Me Something I Don't Know" nie wybija z nastroju. Wersja deluxe (jedyna dostępna na Spotify) rozrosła się z kolei do dwunastu ścieżek oraz bonusowych dziewięciu, co ostatecznie przypomina nieskładny mixtape i zbiór wszystkich istotnych singli, jakie Celeste dotąd nagrała ułożonych w przypadkowej kolejności.

 

Jeżeli będziecie mieli okazję, nie ulegajcie pokusie wiele obiecującego słowa "deluxe", bo gdzie jak gdzie, ale w muzyce więcej prawie nigdy nie oznacza lepiej. Wystarczy zresztą, że dodacie debiut Celeste do playlisty w kolejności: "Ideal Woman", "Tell Me Something I Don't Know", "Not Your Muse", "Beloved", "The Promise", "Love Is Back", "A Kiss", "Some Goodbyes Come With Hellos", a doznania choć krótsze, staną się znacznie intensywniejsze i intymniejsze. Dopiero wtedy będziecie mieli do czynienia z albumem o wyrazistej dramaturgii, z zaznaczonym początkiem, rozwinięciem i zakończeniem. Dopiero wtedy zaklęcie działa zniewalająco i trudno sobie odmówić wielokrotnego powracania do "Not Your Muse".


Both Sides/2021



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive