Them Pulp Criminals

Mogłoby się wydawać, że polski zespół grający country nie może brzmieć szczerzej od grupy podpitych Teksańczyków próbujących sił w kaszubskim folklorze wygrywanym na diabelskich skrzypcach.

Jestem jednak pewien, że każdy z was bez podejrzeń usytuowałby krakowskie Them Pulp Criminals bliżej potomków kowboi niż spadkobierców kultury góralskiej.

 

„Kwestie rejonów i inspiracji potraktujmy stwierdzeniem, że i ja, i Igor zawsze chcieliśmy nagrać płytę country, tylko nie mieliśmy do tej pory z kim. Zaważyła wspólna admiracja dla Johnny'ego Casha” - odpowiada na pytanie o fascynację muzyką Stanów Zjednoczonych Tymoteusz Jędrzejczyk, wokalista zespołu. Idąc za ciosem, poprosiłem o wyjaśnienie, dlaczego brzmienie albumu „Love is Lucifer” bardziej pasuje do Off Festivalu niż do Pikniku Country & Folk w Mrągowie. „Ciekawe pytanie, zwłaszcza, że nie jest powiedziane, że w Mrągowie mielibyśmy się nie odnaleźć - twierdzi Tymoteusz. - Myślę jednak, że idzie tutaj o odwieczne różnice w podejściu do country, jakie prezentowały sobą scena Nashville i rozsiani po południu artyści nurtu Outlaw, który z czasem wyewoluował w całkiem pokaźną scenę alt country/alt folk. Nasza wizja country czerpie po części z muzyki banitów, jak Willie Nelson, Waylon Jennings czy David Allan Coe, a z drugiej ma o wiele bardziej »miejski« i »współczesny«, że tak to ujmę, rdzeń. Dlatego też w mrągowskim kółku rekonstrukcji amerykańskich wieśniaków z Nashville moglibyśmy faktycznie nieco odstawać, a na Offie nawet Brutal Truth bez obciachu wjechali, toteż myślę, ze na rojkowym festiwalu nie odstawalibyśmy tak bardzo”. Igor Herzyk odpowiedzialny za wszystkie partie instrumentalne Them Pulp Criminals dodaje natomiast: „Myślę, że łączymy w naszej muzyce różne wpływy i te klimaty country łączą się z post-punkiem, rockabilly i innymi gatunkami. Nawet robiąc numer w stylu country, nie mamy problemu z włączeniem do niego elementów zupełnie z innego świata, nie bardzo widzę takie połączenie w jakiejś knajpie w Nashville. Dlatego też chyba bardziej pasowalibyśmy do Off Festivalu, choć Mrągowem bym nie pogardził”.

 

 

Rzeczywiście określenie brzmienia Them Pulp Criminals jako country bez dodania przymiotnika czy dostawienia kolejnej gatunkowej łaty po przecinku byłoby niesprawiedliwe. Otwierające debiutancki materiał „Lucifer is Love” mogłoby wprawdzie doskonale wpisać się w ścieżkę dźwiękową do „Dobrego, złego i brzydkiego”, jednak już w kolejnym „The 130” pojawiają się wyraźne odniesienia do klasycznego rock'n'rolla - od wokalu zbliżonego do stylu młodego Elvisa po pojękiwania gitary elektrycznej charakterystyczne dla początków kariery tego instrumentu. Pamiętacie scenę z filmu „Blues Brothers”, kiedy zespół wpada na koncert do typowo południowej knajpy i w ramach walki z gwizdami oraz latającymi butelkami przez całą noc grają motyw z serialu „Rawhide”? Zamiast tego równie dobrze mogliby zagrać „Ballad of a Highway Spirit” z repertuaru Them Pulp Criminals, które z jednej strony faktycznie jest balladą, a z drugiej buja tak intensywnie, że trudno usiedzieć na miejscu. W „Love in a Void” głos Tymoteusza momentami wibruje w sposób przywodzący na myśl Jello Biafrę, z kolei w „(Don't Bury Me in) Sacred Ground” nagle staje się szorstki i budzi skojarzenia z Tomem Waitsem na ciężkim kacu. Porównań można odnaleźć wiele (i wiele już odnaleziono, chociażby do King Dude czy The Coffinshakers), ale każde z nich jest zaledwie skrawkiem muzycznej osobowości Them Pulp Criminals, która w całości jest wytworem oryginalnym, zwłaszcza jeżeli chodzi o rodzimy rynek muzyczny.

 

Trzeba by się bardzo natrudzić, żeby odnaleźć w Polsce zespół o zbliżonym brzmieniu. Bardzo luźnym skojarzeniem są Komety, ale postanowiłem zrzucić ciężar odnajdywania porównań na barki zespołu i zapytałem, z kim w Polsce mogliby wyruszyć na trasę koncertową. „W Polsce na trasę chciałbym pojechać z Księżycem, Za Siódmą Górą albo Świetlickim, o ile mnie nie będzie wkurwiał, jak się nawali - odpowiada Tymoteusz. - Komety oczywiście też wchodzą jak najbardziej w grę, ale głównie ze względu na pamięć o najwspanialszej Partii świata... A poważnie, to nigdy nie zastanawiałem się nad tym, czy jesteśmy w naszej muzyce sami, czy nie. Być może gdzieś tam dojrzewa w garażu jakiś Bob Dylan na skalę wojewódzką, sam byłbym ciekaw posłuchać”. Igor dodaje z kolei: „Ja bym chętnie pojechał na trasę z jakimś składem, w którym gra Macio Moretti - lubię jego zespoły i na pewno na trasie nie byłoby nudno”. W obecnym składzie odtworzenie muzyki Them Pulp Criminals na żywo nie jest jednak możliwe. Igor zarejestrował ścieżki kilku instrumentów w domowym studiu, do tego pojawiają się chórki i jedyną możliwością odegrania tego materiału w duecie byłoby skorzystanie z pomocy laptopa, a przecież przy takim repertuarze liczy się energia, której poziom elektronika potrafi na scenie znacznie obniżyć. „Chcemy bardzo koncertować, robiliśmy już jakieś próby w składzie szerszym niż nasza dwójka, ale wciąż poszukujemy odpowiednich ludzi - opowiada Igor. - Myślę że najpierw wyjdzie płyta na CD, a potem będziemy rozkręcać się koncertowo. Studyjna praca jest pod tym względem fajna, że można sobie siedzieć i doprowadzać brzmienie i kompozycje do perfekcji, szukać pomysłów i eksperymentować. Jednak na żywo są emocje, jest głośno, i właśnie dlatego chcemy stanąć też za jakiś czas na scenie”.

 

Okazuje się, że „Lucifer is Love” zaskakująco szybko znalazło wydawcę, więc być może i na koncertowe oblicze zespołu nie trzeba będzie długo czekać. „Na początku po prostu wpuściliśmy płytę w sieć i pochwaliliśmy się na Facebooku - Tymoteusz opowiada o publicznym debiucie materiału. - Mniej więcej czterdzieści pięć minut po tym wiekopomnym wydarzeniu napisał do mnie Radek z wytwórni Malignant Voices (między innymi Mgła, Cultes des Ghoules, Licho) i oznajmił, że siedzi, konsumuje alkohol i coraz mocniej rozważa wydanie. Z tych rozważań wynikło, że dograliśmy właśnie do materiału podstawowego dwa nowe numery, ustaliliśmy szczegóły szaty graficznej, a materiał wyjdzie pod ponurą banderą Malignant Voices późną jesienią 2015”. Bez dwóch zdań będzie to jedno z najbardziej zaskakujących i nietypowych wydawnictw bieżącego roku w Polsce, a przy okazji jest to także znakomity oraz silnie uzależniający materiał, który obowiązkowo powinien trafić do playlisty każdego, kto ceni sobie muzyczne poszukiwania.

 

fot. Katarina Nacht


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive