Lastman, tom 4. Niewinność kontra zepsucie

70%

W czwartym tomie "Lastman" Bastien Vivès najpierw zabiera nas w podróż do niemalże cyberpunkowej metropolii, później wraca do sprawdzonego wątku turnieju sztuk walki i chociaż poprzednio zdołał odciąć się od nieustannie powracających porównań do "Dragon Ball", skojarzenie z Goku i ekipą powróciło jak złośliwe widmo.

Po kilku pierwszych stronach po raz pierwszy można poczuć rozżalenie, że Vivès i Michaël Sanlaville nie posługują się pełną paletą kolorów częściej. Barwy wielkiego miasta, w którym wszystko zdaje się kręcić wokół rozrywki (ze szczególnym wskazaniem na muzykę pop i - oczywiście - sztuki walki) mówią o nim więcej niż nawet najbardziej szczegółowy opis. Nie jest to może nic oryginalnego (ot zgnilizna przykryta lukrem, jaką na przestrzeni dekad byliśmy częstowani już wielokrotnie), za to na tyle interesującego, że chciałoby się jeszcze lepiej poznać sekrety i reguły, jakimi kierują się Paxtown oraz jego mieszkańcy, ale zamiast tego, czeka nas kolejny turniej i... wzbudza mieszane uczucia.

 

Na brak fabuły narzekać nie można - poszczególne postacie przystępują do zmagań nie z tak błahego powodu, jak zaledwie chęć wykazania się i zdobycia złota, a w dodatku powraca enigmatyczny, zamaskowany Cristo Canyon, który poprzednim razem okazał się wyjątkowo trudnym przeciwnikiem i chociaż jego motywacji jeszcze nie poznajemy, niewątpliwie skrywa jakąś tajemnicę. Fundament jest solidny, rozwinięcie nieco zbyt przewidywalne.

Marianne Velba i jej syn Adrian - para głównych bohaterów - wpisują się w kliszę pozornie skazanych na porażkę "underdogów". Pochodzą z małej, prymitywnej mieściny i muszą zmierzyć się z zepsutym do szpiku kości miastem pełnym zakapiorów, prostytutek oraz narkotyków. W dodatku chłopiec ma zaledwie dziewięć lat, a matka dotąd trudniła się jako piekarka - trudno o bardziej wyrazisty kontrast pomiędzy niewinnością w krystalicznie czystej postaci a ucieleśnieniem zła. Nie są też zaskoczeniem sceny, w których pierwsi przeciwnicy duetu w walkach kwalifikacyjnych najpierw nie szczędzą mu kąśliwych uwag, a później muszą zbierać zęby z podłogi - utarcie nosa pewnym siebie osiłkom zawsze jest w cenie, co znamy chociażby z "Rocky'ego", niemalże każdego filmu o dziecięcych drużynach sportowych pokroju "Potężnych kaczorów" czy oczywiście z "Dragon Ball".

Akcja w ringu choć wartka, widowiskowa i po raz kolejny skonstruowania na bazie niebanalnych choreografii, toczy się w zbyt zachowawczy sposób, ale na zewnątrz dochodzi do wydarzeń znacznie ciekawszych, głównie za sprawą nowej postaci - Tomie Katana, strudzonej gwiazdy, która dokonała zbyt wielu błędnych decyzji, by wybrnąć z show-businessowego bagna, ale nadal tli się w niej idea dobra i znajduje ujście przy każdej (a nie ma ich wielu) sposobności. Jeżeli dorzucić do tego wyboistą wspólną przeszłość z Richardem Aldaną (antybohaterem serii) oraz ciekawe relacje branżowe, w ramach których dla jednych jest boginią, dla innych przedmiotem służącym do wzbogacania się, powstaje najciekawsza kreacja czwartego tomu i oby w kolejnych nie została zepchnięta na odległy plan.

 

W końcówce autorzy przypominają, że Dolina Królów - miejsce, gdzie pierwotnie toczyły się wydarzenia "Lastman" - nie jest tym, na co zdaje się pozować, a szerzej zakrojona intryga prędzej czy później połączy wszystkie dodatkowe wątki. Tym samym można uznać, że czwarty tom to moment przejściowy i o ile w przyszłości nie czeka nas jeszcze pięć kolejnych turniejów, można na to jedno powtórzenie przymknąć oko. Przez chwilę tempo jest wolniejsze, ale to wciąż świetnie napisana i równie dobrze narysowana, intrygująca historia.


Lastman

Polska, 2020

Non Stop Comics

Scenariusz: Bastien Vivès, Balak

Rysunki: Bastien Vivès, Michaël Sanlaville


Lastman, tom 1. Francuski shounen

Lastman, tomy 2 i 3. Gdzieś pomiędzy Dragon Ballem a Mad Maxem


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive