Tribulation - "When The Gloom Becomes Sound"

80%

Młodsi słuchacze metalu często narzekają, że urodzili się w złej dekadzie i jest to w jakiś sposób zrozumiałe. Sam chciałbym na parę dni przenieść się do Stanów Zjednoczonych z połowy lat 80. i być świadkiem tych wszystkich przełomowych dla nurtu premier. Ot, chociażby "Reign in Blood" Slayera - możliwość odsłuchania tego krążka od razu po jego premierze byłaby czymś naprawdę ciekawym.

Mimo wszystko, teraźniejszość jest fajniejsza, poważnie. Wystarczy zobaczyć, ile złych rzeczy nas ominęło - swetry w romby, polska hiperinflacja z lat 90. i szczyty popularności metalu gotyckiego. Masa kapel, które w zły sposób zinterpretowały twórczość Bauhaus, The Cure czy Fields of the Nephilim i na ich bazie tworzyły para-mroczne piosenki słusznie wylądowała na śmietniku historii. Dzisiaj ta szufladka w muzyce ekstremalnej właściwie nie istnieje, ale ma paru dobrych reprezentantów, a jednym z nich jest Tribulation, które znowu udowadnia, że w kategorii posępnych hitów rodem z cmentarzyska nie ma sobie równych.

 

Jak oni to właściwie robią, skoro wielu przed nimi poległo z kretesem? Najprawdopodobniej wszystko bierze się z filozofii komponowania, której bliżej do Dissection i heavy metalu niż do wackenowych potworków z syntezatorami. Ci Szwedzi mają świadomość, że nawet przy intensywnym epatowaniu mrokiem, należy ów mrok dawkować i nie uciekać w groteskę. Dzięki temu, na tegorocznym materiale wciąż podążają drogą wytyczoną przez "The Children of the Night", a skutecznego przepisu na sukces nie modyfikują. Skoro kura znosi złote jaja, po co cokolwiek zmieniać? Wystarczy jedynie stale szlifować umiejętności w zakresie tworzenia dobrych piosenek, a tych jest tutaj co niemiara.

 

Bardzo dobrze wypada na przykład otwierające "In Remembrance" ze świetnym dialogiem gitary prowadzącej i rytmicznej. Dodajmy do tego różnorodność instrumentalnych wątków - taką, że do głowy momentalnie przychodzą skojarzenia z najbardziej eklektycznym w dyskografii formacji "The Formulas of Death". Sprawnie prezentują się singlowe "Leviathans" i "Hour of the Wolf" - te kawałki to właściwie Tribulation w pigułce, zagrane z polotem, jest w nich miejsce i na swobodę rock'n'rolla, i na zawodzące melodie, i na echa black metalu. Wszystko ze smakiem i umiarem, dodatkowo przy zachowaniu odpowiedniego poziomu przebojowości.

 

Jest to tym przyjemniejsze, ponieważ "Down Below" sprzed trzech lat miewał poważne mielizny, a tutaj o takowych nie ma mowy. Atmosfera usilnie upiększana bardziej od muzyki poszła w odstawkę. Liczy się przede wszystkim chwytliwość stanowiąca o ponadprzeciętnym poziomie tych utworów. Nawet miniaturowe "Lethe" przykuwa uwagę transowością, nie zapycha albumu, jak to w przypadku wielu takich dodatków na płytach metalowych bywa.

 

"When The Gloom Becomes Sound" jest piątym albumem Tribulation, a przy intensywnym koncertowaniu i relatywnie regularnym tempie wydawniczym łatwo można popaść w rutynę i nagrywać półprodukty. Tutaj ten problem nie występuje. Zespół sukcesywnie udoskonala swoje rzemiosło, nie ucieka w przestrzelone eksperymenty i bardzo dobrze funkcjonuje we własnej niszy. Siedzenie w takim wygodnym gniazdku może nie być najbardziej rewolucyjne, ale jeśli przynosi efekty, to niekoniecznie trzeba z niego wychodzić. Bohaterowie tego tekstu są tego wzorowym dowodem.


Century Media/2021



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive