Bicep - "Isles"

86%

Nagła popularność Bicep zaskoczyła nawet stojących za nim Andy'ego Fergusona i Matta McBriara, ale nie dali się oszołomić - poszli za ciosem i błyskawicznie wyrośli na headlinerów, którzy zamiast stać na scenie przed laptopami, potrafili przygotować prawdziwe show. Zeszłoroczne lato miało być przełomem, ale dla branży muzycznej zeszłoroczne lato nie istniało. Przyszłe jest pod znakiem zapytania, a na pocieszenie póki co zostaje znakomity drugi album duetu.

Album ewidentnie zresztą nagrany z myślą o dużych scenach jako docelowych miejscach jego prezentacji (choć Ferguson i McBriar odgrażają się, że wersja koncertowa będzie jeszcze bardziej intensywna). Zaadaptowanie debiutu sprzed czterech lat na potrzeby plenerowych festiwali wymagało prężenia... ekhm... bicepsów i wprowadzenia licznych zmian, dzięki którym otwarta przestrzeń i tłum nie okazałyby się przytłaczające; ale tym razem konwersja będzie łatwiejsza. Nie oznacza to jednak, że w dziesięciu czyhających na okazję do porwania do tańca, nowych kawałkach zabrakło najistotniejszego składnika twórczości Bicep - emocji.

 

Dzięki kontrastowi, na "Isles" są wręcz jeszcze bardziej wyraziste i słychać to już w otwierającym album "Atlas". Podrywające z miejsca breakbeaty sparowano z melancholijnymi akordami syntezatorowymi i doprawiono egzotycznym samplem wokalnym zaczerpniętym z "Love Song" Ofry Hazy, co u niektórych słuchaczy/słuchaczek może poskutkować wydobyciem z pamięci wspomnienia o wciąż jednym z najlepszych przykładów "uduchowionego" techno - "Halcyon + On + On" Orbital.

 

To skojarzenie powraca jeszcze wielokrotnie, zarówno przy próbie dookreślenia zasięgu działalności Bicep, których publiczność jest bardzo różnorodna, związana nie tylko z muzyką klubową, ale ze wszelkimi odcieniami "alternatywy" (co Orbital - między innymi za sprawą spektakularnych koncertów - osiągnęło jako jeden z pierwszych elektronicznych projektów), jak i w postaci widmontologicznych śladów umieszczonych w kolejnych utworach. Doskonale słychać to w "Lido", gdzie pobrzmiewają sample z "Exaudi Deus Deprecationem Meam" - zbioru renesansowych motetów, których autor, Carlo Gesualdo, komponował pod przytłaczającym ciężarem depresji oraz nieudanych związków. Kompozycja a capella z XVI wieku doczekała się dzięki temu niespodziewanej aktualizacji, a zawarte w niej emocje okazały się ponadczasowe.

 

"Isles" można by reklamować hasłem "sakralna dyskoteka", ale co istotniejsze, blisko pięćdziesiąt minut muzyki nie układa się w monotonny set skonstruowany na bazie kilku wariantów tego samego pomysłu. "X" skręca w niemalże syntwave'owe, futurystyczne rejony; "Saku" to z kolei podróż w drugim kierunku na osi czasu - do UK garage'u z połowy lat 90.; a "Rever" to fascynujące połączenie elektroniki z instrumentem akustycznym (wiolonczelą, na której gra Julia Kent) oraz bułgarskim chórem samplowanym z albumu "Le Mystère des Voix Bulgares", co momentami może kojarzyć się z tanecznym new-agem spod znaku Enigmy.

 

W końcówce (zwłaszcza w "Sundial" i "Fir") duet z Belfastu wytraca nieco energii, ale nigdy do tego stopnia, by ich muzyka zaczęła nudzić. Na "Isles" zgromadzili wyjątkowo eklektyczną kolekcję sampli, bitów, gości i pomysłów, co nie tylko jest idealnym rozwinięciem pierwszego albumu, ale również jego płynną kontynuacją. Jeżeli chcecie tańczyć i odczuwać przy tym doznania nie tylko fizyczne, lecz również metafizyczne; jeżeli chcecie położyć się i zamknąć oczy, ale nie wchodzić w stan półprzytomności, tylko świadomie chłonąć każdą minutę nostalgicznej, wielowątkowej muzyki, Bicep przygotował dla was album, z którym nieprędko się rozstaniecie.


Ninja Tune/2021



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive