Polska 2020 Top 100 (część trzecia)

 

Żeby tradycji stało się za dość, w styczniu musimy wybrać sto subiektywnie najciekawszych albumów i EP-ek minionego roku i również zgodnie z tradycją, wycinamy wszystko to, co uważamy za wystarczająco znane i rozpoznawalne, by podobne podsumowania na nic nie były mu potrzebne (dlatego nie znajdziecie tutaj między innymi Julii Marcell, Artura Rojka, Vader czy zespołu Skalpel). Kolejność alfabetyczna.

M-P

Morderca - "I"

Gdynię i Sztokholm dzieli pięćset trzydzieści sześć kilometrów, mniejszy dystans niż Gdynię i Ustrzyki Dolne, ale pochodzący z niej Morderca na debiutanckim albumie zmniejszył go jeszcze bardziej - wyraźnie czuć tutaj wpływu szwedzkiego połączenia crustu z death metalem. Może nie jest to oryginalne, ale przecież oryginalność nie zawsze musi być najwyższą wartością w muzyce. Bez dwóch zdań jest natomiast brutalne, gniewne i tak rytmiczne, że trudno usiedzieć w miejscu w trakcie odsłuchiwania.

Polska 2020 Top 100 (część pierwsza)
Polska 2020 Top 100 (część druga)

 

Naked - "Killed By Roses"

Lingua Ignota i Pharmakon to pierwsze skojarzenia, jakie muszą pojawiać się po przesłuchaniu EP-ki projektu Agnes Gryczkowskiej. W każdym z tych trzech przypadków na pierwszy plan wysuwają się osobiste teksty wykrzykiwane z taką zawziętością, jakby od tego zależała przyszłość świata oraz hałaśliwa, ponura elektronika. Naked częściej zwraca się jednak w kierunku EBM czy industrialu, wpuszczając do swojej muzyki śladowe ilości regularnych melodii.

Nanga - "Cisza w bloku"

Maciej Dzierżanowski i Filip Różański z Lao Che połączyli siły z Magdą Dubrowską (Utrata Skład, Gang Śródmieście), a rezultat to wiwisekcja współczesnej Polski - proste, chwytliwe podkłady sparowane z dosadnymi, bezpośrednimi, ale na swój sposób także poetyckimi tekstami (w języku polskim w 2020 roku nikt nie napisał lepszych). Dubrowska ma wyjątkowy zmysł obserwatorski i potrafi zadawać celne ciosy, co może kojarzyć się z wczesnymi albumami Kazika, ale w nieco mroczniejszym wydaniu.

Nath - "Nathing"
Gdyby niniejsze zestawienie nie było sporządzane w kolejności alfabetycznej, Nath znalazłaby się w jego ścisłej czołówce. Zadebiutowała rewelacyjnym, nastrojowym albumem, który udowodnił, że lo-fi hip-hop w Polsce nie tylko jest możliwy, ale można też tworzyć go na światowym poziomie. Pewnie za dziesięć-piętnaście lat znajdą się osoby, które będą opowiadać o tym, jak to zaczęły eksplorować ten kierunek właśnie po przesłuchaniu "Nathing".

Nuda. - "Nuda."

Nuda oznacza brak zaangażowania, swego rodzaju wykluczenie, stan, gdy nic nas nie cieszy, nic nie pociąga, nic nie jest dla nas istotne - tak o nudzie napisał profesor Philip Zimbardo, ale to definicja, która nie pasuje do zespołu Nuda, a przynajmniej nie będzie pasowała tym osobom, które lubują się w jazzowej improwizacji, tyle że nie tej widowiskowej i wypełnionej popisowymi solówkami, a nastrojowej, często graniczącej z ciszą.

Odraza - "Rzeczom"

"Polski black metal" to obecnie znak jakości wart równie wiele, co "brytyjski jazz" albo "niemieckie techno", ale znacznie trudniejszy do podrobienia, a zespoły pokroju Odrazy dbają o utrzymanie wyśrubowanego poziomu. "Rzeczom" jest natomiast mocno ukorzenione w skandynawskim brzmieniu, ale wyrasta w nieoczywistym kierunku, śmiało czerpie z innych gatunków i nie będzie przesadą dodanie, że to po prostu jeden z najlepszych black metalowych albumów ostatnich lat.

Ols - "Widma"

Folk to zdradliwa muzyka dla każdego, kto nie dorastał w jej otoczeniu, a próbuje nią operować. Łatwo można popaść w niezdrową ludomanię albo w kicz, gdy próbuje się uwspółcześniać tradycje. Anna Maria Oskierko pod szyldem Ols eksploruje najbardziej ponure rewiry folku i robi to z taką szczerością, wiarygodnością i w takim nastroju, że słuchanie "Widm" staje się również doświadczeniem pozamuzycznym, jakby otwierała portal do tajemniczej, nieco romantyzowanej przeszłości pełnej legend, pogańskich wierzeń i bliskich relacji z naturą.

Paszka - "Gluon"

Na okładce "Gluon" zdaje się widnieć dziwaczne, hybrydowe stworzenie zbudowane z kamienia, laptopa, kul do bilarda i muszli klozetowej, a w dodatku żyjące na terenach przypominających irlandzką prowincję i poniekąd takie też jest brzmienie tego albumu - eklektyczne, zespajające elementy, które nie powinny do siebie pasować, a jednocześnie w całym tym dziwactwie urokliwe czy wręcz bajkowe (zwłaszcza w znakomitym "Cauliflower" z udziałem Kachy Kowalczyk z Coals).

Pimpono Ensemble - "Survival Kit"

Międzynarodowy zespół Szymona "Pimpona" Gąsiorka specjalizuje się we free jazzie, który wolny jest nie tylko z nazwy i nie tylko w ramach ściśle określonej stylistyki, a "Survival Kit" to "zestaw przetrwania" dla osób spragnionych odważnej twórczości, która nie próbuje unieważnić całej dotychczasowej historii muzyki, a raczej wykorzystuje jej bogactwo do wygenerowania czegoś nowego.

Pin Park - "Doppelganger"

Album nagrany z miłości do syntezatorów, ale bynajmniej nie z miłości ślepej, a jednocześnie rozwinięcie krautrockowej formuły przyjętej przez duet na debiucie sprzed trzech lat. Tym razem improwizację zastąpił pieczołowicie przygotowany koncept, a rezultat to muzyka hipnotyczna, choć często także nerwowa i hałaśliwa.

Próchno - "Niż"

Próchno powstaje w wyniku rozkładu drewna, z kolei twórczość zespołu Próchno może doprowadzić do rozkładu waszych uszu, a w dodatku nie zrobicie nic, by się przed nią obronić, bo jest w tym brutalnym, noise'owym brzmieniu coś na tyle fascynującego, że potrafi obudzić w słuchaczu/słuchaczce uśpionych masochistów.


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive