7JK

"Poprzez głos publiczność może się zbliżyć do osoby, co jest istotne przede wszystkim w muzyce popowej. Z drugiej strony, jest bardzo mała nisza eksperymentalnej muzyki, gdzie głos często jest problemem. W pewnej estetyce muzyki elektronicznej głos jest zbyt organiczny i niszczy efekt" - usłyszałem kiedyś od Alessandro Bosettiego, artysty wykorzystującego głos w sposób, jakiego nie usłyszycie w żadnym innym wydaniu.

Od tego czasu słuchając instrumentalnej muzyki, za każdym razem zastanawiam się, jakby to brzmiało z wokalem. Jeden z moich zespołów wszech czasów - Job Karma dostarczył odpowiedzi, jednocząc siły z Mattem Howdenem znany między innymi jako Sieben.

Job Karma oraz Sieben łączyli siły na scenie wielokrotnie począwszy od Wroclaw Industrial Festivalu z 2004 roku. „W grudniu 2010 spotkaliśmy się na festiwalu Darkland Fire w Estonii, w odciętym od świata przez opady śniegu mieście Rakvere - wspomina Maciek Frett. - Spędziliśmy tam wspólnie trzy mroźne dni, a w zasadzie noce polarne. Podczas długich rozmów narodził się pomysł, aby wspólnie nagrać EPkę. Nie myśleliśmy o nowym projekcie, raczej o kolaboracji/splicie na zasadzie Job Karma vs Sieben. Wiosną cztery utwory były gotowe, efekt był naszym zdaniem bardziej interesujący od tego, co początkowo zakładaliśmy, a sam proces tworzenia - wymiana pomysłów, dogrywanie kolejnych partii do kompozycji którejś ze stron, nowa metoda pracy z dźwiękiem - był olbrzymią przyjemnością i nową, pozytywną energią. Pierwszą osobą oprócz mojej żony, która usłyszała tę muzykę i zasugerowała, że powinniśmy koniecznie nagrać pełnowymiarowy album, bo limitowana EPka to trochę starta energii i przysłowiowa »para w gwizdek«, był Albin Julius [znany przede wszystkim z Der Blutharsch]. Tak też się stało. W miarę powstawania kolejnych kompozycji stwierdziliśmy, że w zasadzie narodził się całkowicie nowy twór, z własnym unikalnym brzmieniem, które wykształciło się przez ten czas i nie ma sensu podpisywać go nazwami naszych macierzystych formacji”.

 

Debiut 7JK ukazał się w 2012 roku, a prace nad nim nie należały do łatwych. „Nagrywaliśmy na »gorącej linii« Wrocław-Sheffield. To był w zasadzie ping-pong, pliki fruwały w tę i w tamtą stronę zanim przybrały kształt gotowego utworu. W zasadzie w realu spotykaliśmy się dopiero przed koncertami, aby podczas prób ograć materiał i nadać mu koncertowy charakter - tego raczej nie da się zrobić za pomocą internetu. Na szczęście [śmiech]” - opowiada Maciek. „Anthems Flesh” otwierają ciężkie, industrialne uderzenia oraz motoryczna melodia zbliżona do stylistyki EBM. Wraz z czystym, nastrojowym wokalem Howdena daje to zaskakujący rezultat budzący skojarzenia z VNV Nation czy Rotersand, choć z drugiej strony wystarczająco oryginalny, żeby nie pomylić go z żadnym innym projektem sceny dark independent. Klimat przebojowego „Dirt City” natychmiast zostaje przełamany w „Dear Claire”, które epatuje zarazem romantycznością, jak i melancholią. Można sobie łatwo wyobrazić instrumentalną wersję tego utworu jako część repertuaru Job Karmy, muzycznie dzieje się tu znacznie więcej niż wokalnie, ale melorecytacja Howdena dodaje kompozycji tematu, przez co jej charakter staje się jeszcze bardziej mroczny. Cały materiał to aż trzynaście kompozycji trwających blisko godzinę. Momentami są to rewiry bliskie ambientowi („Krau”), kiedy indziej refreny na długo wrzynają się w pamięć („Wroclaw in the Rain” czy „End of the Year”), a w jeszcze innych fragmentach wyraźnie czuć neofolkowe inspiracje (na przykład „Planning For Zombie Apocalypse”). Wspólny mianownik jest jeden - specyficzna, posępna aura.

 

Dla wielu tego typu dźwięki przywodzą na myśl festiwal Castle Party, jednak 7JK ma znacznie większy potencjał. „Też wydaje mi się, że ta muzyka spodoba się po prostu ludziom o otwartych horyzontach myślowych, wrażliwym - twierdzi Maciek. - Ze sceną dark jesteśmy kojarzeni automatycznie jako goście z Job Karma, która mimo że już od dawna nie gra muzyki industrialnej, takową łatkę ma naklejoną czy Sieben, do którego przyległo określenie neofolk, a z którego notabene też dawno się wyrwał stylistycznie... Tak już jest, że ludzie lubią etykietki, ciężko to zmienić. My jesteśmy otwarci”. Niestety dla zespołu, którego muzycy żyją na co dzień w trzech różnych państwach sceniczne funkcjonowanie jest mocno ograniczone. „Tak naprawdę to bardzo trudno zebrać trzy osoby, które aktualnie mieszkają w trzech różnych miejscach na świecie - Matt we Wielkiej Brytanii, Aurel w Dubaju i ja we Wrocławiu - w dobrym dla wszystkich terminie. Staramy się, aby występy nie miały charakteru przypadkowego, Matt przede wszystkim gra jako Sieben, z którym jest bardzo aktywny zarówno koncertowo, jak i wydawniczo, ponadto ma kilka innych pobocznych projektów. Job Karma przez ostatnie dwa lata też była raczej skupiona na nagraniu nowej płyty i koncertach które jej towarzyszyły”.

 

7JK nie jest jednak zamkniętym rozdziałem. W końcu pojawiły się sprzyjające warunki do rozpoczęcia prac na kontynuacją „Anthems Flesh”. „Zaczęliśmy intensywną rozgrzewkę i prace nad kilkoma kompozycjami, pomysłami, które powstają w zasadzie w trzech oddzielnych domowych studiach. Nie mamy założonego deadline'u, nikt nas nie popędza, sami się też nie poganiamy. Wszystko toczy się swoim rytmem, kiedy będziemy zadowoleni z efektu, wypuścimy to w świat” - zapewnia Maciek. Dodaje także, że choć na tym etapie trudno określić brzmienie nowego albumu, to o powielaniu starego materiału nie ma mowy. Mimo że ani sceniczny, ani wydawniczy powrót 7JK nie jest precyzyjnie określony w czasie, warto go wyczekiwać, ponieważ zarówno na scenie dark independent, jak i elektronicznej w ogóle niewiele jest w Polsce tak nieoczywistych i nastrojowych przedsięwzięć.

fot. Victoria Schweiger


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive