Patrick The Pan: Muzyk Podsiadły wydaje album - dobre hasło, ale nie chcę na nim polegać

15 stycznia ukazał się pierwszy singiel z czwartego albumu Patrick The Pan - tym razem wydawcą nie będzie Kayax, a w dodatku to pierwszy materiał nagrany po dołączeniu do zespołu Dawida Podsiadły, ale czy faktycznie coś się zmieniło? O tym opowiada Piotr Madej.

Jarosław Kowal: "Trochę mniej" promowałeś między innymi poprzez sondę uliczną, podczas której pytałeś przechodniów, czego chcieliby trochę mniej w 2021 roku, zacznijmy więc od pytania o to, czego ty chciałbyś mniej w nadchodzących dwunastu miesiącach?

Piotr Madej: Odpowiem mało oryginalnie - mniej ograniczeń w swobodzie przemieszczania się, w tym także w przebywaniu w różnych miejscach, chociażby w klubach czy restauracjach. Mniej ograniczeń w możliwościach spotykania się z innymi ludźmi.

 

Wygląda na to, że na tym etapie pandemii coraz więcej osób myśli przede wszystkim o zmniejszeniu liczby ograniczeń, a nie liczby zakażeń.

Wydaje mi się, że jako względnie młody człowiek, koronawirusa samego w sobie aż tak bardzo nie bałem się, nawet pomimo tego że jestem astmatykiem. Cały czas miewam jeszcze złudne poczucie, że choroby czy śmierć nie dotyczą mnie, a z kolei te wszystkie ograniczenia doskwierają mi bardzo mocno. Tęsknię za ludźmi, miejscami... Naprawdę marzę o tym, pójść do pełnej knajpy, zamówić pizzę i czekać na nią czterdzieści pięć minut.

W informacji prasowej związanej z "Trochę mniej" padło zdanie: Jest to swego rodzaju odpowiedź na 2020 rok, podczas którego miało miejsce wiele negatywnych zdarzeń w Polsce i na świecie. Od razu nastawiłem się więc na utwór o ściśle politycznym charakterze, ale zdaje się, że to raczej utwór o eskapizmie.

Dokładnie tak. Raczej nigdy nie szarpnę się na piosenkę w stylu Kazika, gdzie w dosadny i oczywisty sposób komentowałbym sytuację polityczną. Nawet jeżeli przemycam w notce prasowej informację o tym, że piosenka jest odpowiedzią na sytuację w kraju, to nie chcę brać udziału w politycznych dyskusjach czy dosadnie komentować wydarzenia. To stanowisko przedstawione z perspektywy zwykłego, szarego człowieka. Opowiadam o tym, co dzieje się w moich własnych czterech ścianach z powodu tego, co dzieje się na świecie i właśnie ta ingerencja w moją codziennością interesuje mnie najbardziej.

 

Pandemia odcisnęła piętno na zawartości całego albumu?

Za punkt honoru obrałem sobie to, żeby nie śpiewać na tej płycie o wirusie czy o pandemii. "Trochę mniej" jako jedyne ociera się o ten temat, natomiast reszta płyty jest tak zrobiona, jakby 2020 wszystkie nigdy się nie wydarzył.

 

To może być pułapką, kiedy w bezpośredni sposób śpiewasz o czymś bardzo aktualnym, bo z jednej strony chwilowo odzew będzie duży, z drugiej za pięć czy dziesięć lat wiele osób może już nie wiedzieć, o co ci właściwie chodziło.

Dokładnie. Czy dzisiaj ludzie sięgają po piosenki wojenne? Pewnie tylko przy imprezach okolicznościowych związanych z tymi wydarzeniami, ale nie dla własnej przyjemności. Słowo pułapka na pewno jest tutaj bardzo trafne.

 

A dlaczego zdecydowałeś się wydać album samodzielnie?

Na to złożyło się bardzo wiele okoliczności. Miałem kontrakt na trzy płyty z wytwórnią Kayax, który po wydaniu ostatniej dobiegł końca, a gdzieś po drodze doszedłem do dojrzałej decyzji - chociaż to się jeszcze okaże [śmiech] - że nie chcę już dużej wytwórni, że chcę albo mniejszą, albo działać sam. Najpierw próbowałem z mniejszymi, ale rozmowy przypadły na trzeci kwartał zeszłego roku, więc niezbyt fortunny czas na podejmowanie jakichkolwiek decyzji biznesowych, a już na pewno nie w branży muzycznej. Szybko doszedłem do wniosku, że w takim razie wydaję sam i nie było mi to straszne, bo tak zaczynałem. Wprawdzie osiem lat temu, więc w zupełnie innej rzeczywistości, ale utarte szlaki i świadomość, że nie startuję od zera pozwalały nie odczuwać strachu. Może nie będę miał takich zasięgów, jakie miałbym z dużą wytwórnią, ale nie boję się o to, że mógłbym sobie nie poradzić. Nie jestem zresztą sam, mam mały zespół, który pomaga mi w tym wszystkich i wiemy do kogo pisać, jak załatwiać niektóre rzeczy. Mamy większą kontrolę, a to wiąże się z mniejszą ilością frustracji, bo kiedy pracujesz z wytwórnią, często musisz na pewne decyzje, odpowiedzi czy po prostu maile długo czekać. Jestem z natury człowiekiem bardzo niecierpliwym, więc trochę mnie to dojeżdżało.

Zastanawiam się, czy czas który spędziłeś w zespole Dawida Podsiadły i poznawanie show-businessu na najwyższym w Polsce poziomie wpłynęły na decyzje o tym, że solo chcesz działać w prostszy, bardziej przyziemny sposób?

Paradoksalnie nie poznałem tego naszego show-businessu jakoś szczególnie, bo sprowadzało się to wszystko do tego, że po prostu grałem z Dawidem koncerty. Wiadomo, że poznałem parę nowych osób, ale śmiem twierdzić, że niewiele bardziej znam polski rynek muzyczny teraz niż znałem go wcześniej. Patrick zawsze był odskocznią od wszystkiego w moim życiu, nie tylko od branży czy od występów z Dawidem.

 

O ile się nie mylę, do Dawida dołączyłeś już po wydaniu poprzedniego albumu, "trzy.zero", więc może się zdarzyć tak, że jakiś portal opublikuje informację zatytułowaną: Muzyk Dawida Podsiadły wydaje solowy album i przyciągnie to do ciebie zupełnie nową - nie chcę powiedzieć, że przypadkową, ale może mainstreamową - publiczność. Masz to gdzieś z tyłu głowy i myślisz, że ten album może okazać się przełomowy?

Życzę sobie tego, ale nie mam na to ciśnienia. Nawet jeśli anonsuję swój nowy album jako najprostszy w karierze, wciąż chyba mówimy o alternatywie, której przeciętny słuchacz dużych radiostacji nie skuma. Co do muzyka Podsiadły wydającego płytę, myślę, że brzmi to dobrze i na pewno będzie to jakiegoś rodzaju clickbait, ale robię wszystko, co w mojej mocy, żeby był to clickbait zasłużony. Marketingowo na pewno takie hasło będzie dobrze działać, ale nie chcę polegać tylko na tym. Zajmuję się muzyką od ośmiu lat, to moja kolejna płyta, a w międzyczasie po prostu zyskałem nowy tytuł, jakim jest muzyk Dawida Podsiadły.

 

Masz poczucie, że działasz trochę jak jazzman, który doskonali się poprzez nieustanne nawiązywanie współprac z kolejnymi osobami? Bo przecież poza zespołem Dawida, współpracowałeś też z Misią Furtak, Kaśką Sochacką, zespołem Lor, Pauliną Przybysz, ostatnio z Kamilem Kowalskim i podejrzewam, że nie tylko dodałeś coś do ich muzyki, ale również coś innego wziąłeś do swojej.

Wszystkie wymienione przez ciebie osoby związane są z moją działalnością producencką, którą od paru lat sukcesywnie rozwijam. Pierwotnie bałem się takich spotkań, bo przez długi czas leczyłem się - i poniekąd nadal leczę się - z kompleksów związanych z tym, że nie jestem wykształconym muzykiem, co przy uprawianej przeze mnie muzyce jest bzdurą. Z czasem zrozumiałem, że to, czym się zajmuję nie jest pracą dla kogoś, tylko współpracą. Nawet jeżeli pracuję nad czyjąś piosenką, to wszyscy się czegoś od siebie uczymy i faktycznie od każdej z tych osób coś podkradam, coś u nich zauważam, coś zostaje ze mną. To rozwija.

Masz jakieś szczególne wspomnienie ze współpracy z którąś z tych osób, które z miejsca zmieniło twoje spojrzenie na muzykę?

Przez długi czas pracowałem nad płytą Kaśki Sochackiej i to był w pewnym sensie przełom. To była jedna z pierwszych moich współprac w roli producenta, ale przede wszystkim po raz pierwszy pracowałem nad muzyką zdecydowanie prostszą od mojej. Taką, której nie ośmieliłbym się napisać - proste formy piosenek, ale z dobrymi melodiami. To była muzyka, przy której nie trzeba było kombinować, a na tamtym etapie kochałem kombinowanie i nagle musiałem zmierzyć się z prostotą. Uświadomiło mi to, że w niej siła. Później dołączyłem do Dawida i znowu mnie olśniło, że to wszystko jest takie dobre, a takie proste. Mam teraz zajawkę na takie granie - pracuje się przyjemniej i szybciej.

 

Wiem, że to pytanie, z którego trudno wybrnąć, ale będę miał do niego kolejne, doprecyzowujące - czy nowy album uznajesz za swój najlepszy?

Tak.

 

To czy w takim razie trudne warunki - pandemia, ale też aktualna sytuacja polityczna - pozwalają na tworzenie lepszej muzyki? Czy sprawdza się przekonanie, że im artysta jest bardziej strudzony, tym więcej ma do przekazania?

Tak i nie. Płyta powstawała w całości w trakcie pandemii i nadal powstaje, ale najbardziej intensywny proces twórczy trwał od marca do lipca-sierpnia i mimo tego, czułem się świetnie. Bardziej mi doskwierały sytuacje krajowe niż ta światowa. Przerażało mnie to, co dzieje się na ulicach, a nie to, co działo się z wirusem. Mimo wszystko, zaliczam ten czas do dobrego - byłem w zeszłym roku szczęśliwy i dalej jestem, co oczywiście wynika z kwestii prywatnych. Nagrywałem tę płytę z uśmiechem na twarzy. Wracałem do domu, puszczałem te piosenki sobie i swojej ukochanej, tańczyłem do nich i po raz pierwszy od dawna mam poczucie, że odczuwam radość w czystej postaci podczas tworzenia płyty. Nie znaczy to jednak, że całość będzie super wesoła. Zawsze podkreślam, że mój projekt stoi na melancholii i nawet jeżeli mam się dobrze, to w mojej muzyce - szczególnie w tekstach - zawsze będzie wątek nostalgii czy melancholii.

 

Zdaje się, że nie podzieliłeś się jeszcze tytułem nowego albumu.

"Miło wszystko". Czyli sam tytuł pokazuje, jaki będzie nastrój.

 

Co jeszcze możesz zdradzić?

Płyta ukaże się w pierwszej połowie roku, na pewno do tego czasu będzie można usłyszeć jeszcze sporo jej fragmentów, nad którymi cały czas pracuję. Są w planach goście, ale nad tym też jeszcze pracuję. A do tego piszę ją sam, nagrywam ją sam, produkuję ją sam, miksuję ją sam i wydaję ją sam. Planów koncertowych na razie nie ma, ale mam potwierdzone występy na paru festiwalach w lato.

 

fot. Izabela Olczyk


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive