The Goon, tom 4. Łom na superbohaterów

90%

Po trzech tomach Zbir to już nasz kumpel. Towarzyszyliśmy mu w monotonnym, codziennym eliminowaniu żywych trupów z ulicy Samotnej; byliśmy przy nim, kiedy złamano mu serce w Chinatown; znamy dzieciństwo spędzone w cyrku; krótką karierę w drużynie Puszkarzy; a nawet doświadczyliśmy czegoś na wzór ostatecznego starcia z niemal wszystkim dotychczasowymi wrogami. Wydarzyło się tak wiele, że kolejnym krokiem mógł być tylko "powrót do korzeni".

Zalatuje sztampą, ale Erica Powella też już dobrze znacie i wiecie, że żywi się schematami, a później wydala je w postaci dziwacznych, autoironicznych, przyprawionych popkulturowymi nawiązaniami kolaży. Kiedy w dodatku nie dźwiga brzemienia długiej, rozciągniętej na wiele rozdziałów fabuły, ze szczególnym rodzajem szaleństwa popuszcza wodze fantazji i taki właśnie jest tom czwarty - krótkie, zwarte historie, z których niewiele więcej dowiecie się o Zbirze (w części z nich nawet nie występuje albo gra rolę drugoplanową), za to będziecie bawić się wyśmienicie, o ile czarny jak smoła i niepoprawny politycznie humor to coś, w czym gustujecie.

 

Powell doskonale zresztą wie, że niewyparzony język może przysporzyć mu problemów - już raz skasowano z tego powodu jeden z jego pomysłów ("Sodomickie dziecko szatana"). Odniósł się do tego w połowie pierwszego rozdziału, gdzie pojawił się osobiście, a w dodatku w towarzystwie Franka Darabonta przypominającego o swoim najpopularniejszym dziele - "Skazanych na Shawshank", tyle że w bardzo... przewrotnej postaci. Silenie się na cytowanie tego czy któregokolwiek innego żartu musi być jednak skazane na taką samą porażkę, jak próba opowiedzenia snu - dla śniącego może fascynującego, dla słuchającego pozbawionego sensu bełkotu. Niech pozostanie więc tylko wskazówka, na co musicie się nastawić (dla uściślenia - coś pomiędzy "Martwym złem" a "Rickiem i Mortym"), a resztę trzeba zobaczyć na własne oczy.

Zdarza się humor lżejszej wagi (chociażby nabijanie się z "diamentowych" wampirów ze "Zmierzchu" - łatwy cel, ale wykonanie znakomite - albo tak drobne smaczki, jak wymienienie wśród cyrkowych atrakcji... najwyższego karła świata) i zdarza się przybieranie znacznie poważniejszego tonu, na przykład dalsze losy skazanego na wieczną, samotną tułaczkę Sępa (swoistej odwrotności zombie) albo utrzymana w duchu pulpowych horrorów opowieść o tragicznych losach wyzyskiwanych szwaczek i zemście jednej z nich. Umiejętność błyskawicznego przechodzenia od żartów pokroju: Patrz, odpadła mi wagina do snucia dramatu o życiu kobiety, która w wyniku niefortunnych okoliczności stała się matką Zbira to niebywały talent, jakim Powell miał okazję popisywać się już kilkukrotnie, ale dopiero w luźno powiązanym zbiorze epizodów, może nadać tej żonglerce tak zawrotne tempo, że ledwo otrzecie łzy wzruszenia, a już napłyną do oczu łzy napędzane suchymi żartami.

Na szczególne wyróżnienie zasłużył jeden z ostatni rozdziałów - "Śmierć Zbira", czyli brutalne i bezwzględnie celne wypunktowanie wszelkich klisz powielanych w komiksach superbohaterskich. Znacie to uczucie, kiedy ktoś dopiecze lubianej przez was osobie tak, że szczęka opada i z jednej strony chcecie jakoś pocieszyć kumpla, a z drugiej sami z trudem powstrzymujecie śmiech? Po przeczytaniu tego fragmentu poczujecie podobne pomieszanie empatii z szyderstwem w stosunku do włodarzy Marvela oraz DC Comics. Są niedorzeczne nazwy własne i ekstremalnie niewygodne przebrania, jest origin story, który kilka stron dalej zostaje poddany retconowi, są szczegółowe tła przerysowane w grafice wektorowej; jest ciemny zaułek z uzbrojonymi zakapiorami; wrogowie w różnych wariantach kolorystycznych i wreszcie niespodziewana przemiana bohaterów w osoby homoseksualne z pobudek czysto koniunkturalnych... To grillowanie tak intensywne, że można się przy nim spocić, a z drugiej strony warto pamiętać, że wciąż zdarzają się bardziej oryginalne pomysły w tej kategorii, chociażby niedawno wydany w Polsce "Superman. Amerykański Obcy", "X-O Manowar" z uniwersum Valiant czy wszystko sygnowane tytułem "Czarny Młot".

 

Podkreślam to przy recenzji każdego kolejnego tomu i wciąż będę powtarzał - to nie jest humor dla każdego, ale jeżeli trafia akurat do was, to "The Goon" będziecie traktować jak biblię, a ostateczną zachętą niech będzie ten cytat z jednego z przeciwników Zbira: Pewnego dnia pięćsetletnia zakonnica, jednooka cyganka, świnia opętana przez tysiąc diabłów i indiański szaman wpadli do kotła z roztopionym woskiem i z wosku tego odlano podwójny album koncertowy Supertramp. A kiedy odsłuchałem rzeczony album na gramofonie z 1975, którego igła nakłuła wcześniej palec dziewicy i krew skapnęła na wosk, uzyskałem moc potężnego Fog Hata... Czego więcej chcieć? Jeżeli powrotu do dłuższych wątków fabularnych, to nie musicie się martwić - koniec tomu przynosi ich zapowiedź przy następnym spotkaniu.


The Goon, tom 4

Tytuł oryginalny: The Goon Library Vol. 4

Polska, 2020

Non Stop Comics

Scenariusz: Eric Powell

Rysunki: Eric Powell


The Goon, tom 1. Zbir, którego potrzebujemy

The Goon, tom 2. Od zera po Nagrodę Eisnera

The Goon, tom 3. Mroczne oblicze Zbira


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive