Siła

„Jeżeli ciało zmienia swój pęd z upływem czasu, to jest to skutkiem działania siły” [Wikipedia]. Gwarantuję wam, że słuchając debiutanckiego albumu gorzowskiej Siły, wasze ciała zaczną zmieniać pęd już po kilku sekundach pierwszego kawałka, w okolicach trzydziestej minuty będziecie natomiast zmiażdżeni dziesiątkami niutonów.

„Jeżeli ciało zmienia swój pęd z upływem czasu, to jest to skutkiem działania siły” [Wikipedia]. Gwarantuję wam, że słuchając debiutanckiego albumu gorzowskiej Siły, wasze ciała zaczną zmieniać pęd już po kilku sekundach pierwszego kawałka, w okolicach trzydziestej minuty będziecie natomiast zmiażdżeni dziesiątkami niutonów.

„Strych/Nina” rozpoczyna się od plątaniny dwóch rozbieżnych partii basowych i uderzeń w bębny, których wyliczenie wymaga znajomości wyższej matematyki. Po dołączeniu wokalu niby instynktownie czuć, że do uszu trafia kipiąca od wściekłości hardcore'owa destrukcja, a jednak tak banalne ometkowanie byłoby krzywdzące. W wielu tekstach Siła przyrównywana jest do zespołu Kobong, co od strony czysto muzycznej zdaje się być dość dużym nadużyciem. Sekcje rytmiczne obydwu projektów pracują wprawdzie w zbliżony sposób, niemniej jednym ze znaków firmowych Kobong jest wyjątkowe brzmienie gitary Macieja Miechowicza, które nie ma odpowiednika w twórczości Siły. Chyba, że za taki uznać mastering albumu dokonany właśnie przez Miechowicza. To, co łączy obydwa zespoły ma bardziej metafizyczny charakter, wiąże się nie ze zbieżnościami w obsłudze instrumentów, lecz ze wspólną wizją generowania dźwięków w niestandardowy sposób.

Gdybym koniecznie chciał wypełnić dziennikarską powinność wskazania z nazwy jak najbliższego podobieństwa, wybrałbym włoski zespół Morkobot, który również zaprzęga nuty do dziwacznych fantazji, zamiast poddawać się banalnej rytmizacji, a przy okazji korzysta z identycznego instrumentarium. Łukasz, perkusista Siły podkreśla jednak, że dwa basy i bębny nie były wyborem zaplanowanym: „To nie była decyzja. Dopasowaliśmy się do panujących okoliczności i okazało się, że to działa. Graliśmy na początku z regularnym gitarzystą, nagraliśmy nawet w tej konfiguracji demo - dziś to trochę zapomniane słowo - które na szczęście mało kto usłyszał. Rozumiem, że dla wielu osób takie instrumentarium może wydawać się trochę nietypowe, dla nas jest całkowicie naturalne. Ale to tak naprawdę nic nowego”. Faktycznie trudno pisać o rewolucji, lecz przesłuchując na przykład kawałek „Metoda”, gdzie smaga mnie tak potężna fala basu, że aż subwoofer tańczy pod biurkiem, a chwilę później następuje niemal kompletne wyciszenie i dekonstrukcja wszelkich oczywistych form kompozycyjnych, mam poczucie, że tak wyraźnej świeżości w ciężkiej muzyce z Polski nie było od dawna, a w dodatku całość wzbogacona jest w teksty wykrzyczane w rodzimym języku. „To był świadomy i przytomny wybór, że będziemy posługiwać się polską mową. Nie wydaje mi się, żeby istniał inny język, który tak dobrze korelowałby z naszą muzyką” - zapewnia Łukasz i nie sposób się z tym nie zgodzić.

Dopracowanie debiutu Siły zajęło aż dwa lata, a tak intensywne eksploatowanie zaledwie sześciu utworów niesie za sobą ryzyko znienawidzenia ich. „Na etapie postprodukcji miałem ich dosyć bardzo często, w tej chwili nie odczuwam, już tak wielkiego zmęczenia tym materiałem, bo częściej zdarza nam się go grać niż słuchać - opowiada Łukasz. - Myślę, że ostatecznie czas zainwestowany w powstanie tej płyty bardzo nam się opłacił”. Najgorsze, co mogłoby się wydarzyć już po premierze, to obranie (lub przymus obrania) trybu pracy na wzór na przykład zespołu Tool, czyli kilka lat posuchy. Na szczęście nowy materiał jest już na horyzoncie: „Powstaje on bardzo powoli. Przede wszystkim dlatego, że z jednej strony nie chcemy się powtarzać, z drugiej dlatego, że w tej chwili zaczęliśmy jako twórcy zmagać się z obcą dla nas materią. Zawsze powtarzam, że nie jesteśmy żadnymi muzykami, ale jako ludzie w pewnym wieku i posiadający pewne zobowiązania nie mamy już czasu, żeby zrobić materiał, który nas nie będzie zadowalał. Praca, którą obecnie wkładamy w zespół na tę chwilę przełożyła się na jakość i ogólny obraz koncertów, bo teraz jesteśmy już trochę innym zespołem niż na płycie. Mamy sporo pomysłów na następną płytę, ale jak ona będzie wyglądała, tego nie wie nikt, szczególnie my”.

Półgodzinna „Siła” zaostrzyła apetyt na więcej. Na razie dokarmiać się można wyłącznie podczas koncertów, ale mam nadzieję, że na drugie danie ten nietuzinkowy zespół nie każe nam długo czekać.

foto: M.Zuzanna Perłowska


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive