Rico Nasty - "Nightmare Vacation"

79%

Dzisiaj premiera debiutanckiego albumu nie jest tak spektakularnym i upragnionym wydarzeniem, jak w ubiegłym stuleci, co da się odczuć przede wszystkim w hip-hopie, a najlepszy przykład to Chance the Rapper - pierwszy długogrający materiał wydał po ośmiu latach działalności, jako już rozpoznawalna postać z ogromną rzeszą fanów i fanek na całym globie. Rico Nasty znalazła się w podobnej sytuacji - "Nightmare Vacation" w ogóle nie było jej potrzebne, więc po co się wysilać?

Nie było jej potrzebne, bo przecież dzisiaj cyfrowy singiel ma znacznie większą siłę rażenia niż wytłoczona płyta albo nawet jej zawartość umieszczona na Spotify czy innej platformie streamingowej. W odróżnieniu od Chance'a, Nasty nie poszła jednak na łatwiznę i nie potraktowała nagrania debiutu jak odhaczenia kolejnego obowiązkowego punktu. "Nightmare Vacation" to najciekawsze i najbardziej różnorodne wydawnictwo w jej katalogu, a przede wszystkim dokumentacja artystycznego rozwoju.

 

"Candy" jako wstęp sprawdza się idealnie, podsumowuje wszystko, co dotąd mogło się kojarzyć z twórczością raperki z Maryland - wyrazisty, trapowy beat; uderzania basu, od których subwoofer zaczyna tańczyć; agresywnie wypluwane wersy i dosadne teksty. To połączenie jej najbardziej zadziornej twórczości (z okresu "Sugar Trap 2") z najbardziej przebojową (z nagranego wraz z Kennym Beatsem "Anger Management"). Następny etap to odsłanianie kolejnych stadiów ewolucji i zaczyna się od falstartu - "Don't Like Me" z futurystycznym, syntezatorowym podkładem, nadużywanym auto-tunem i gościnnym udziałem Gucci Mane'a oraz Dona Tolivera wypada nudno, monotonnie i nijako. Im jednak dalej, tym coraz bardziej oczywiste staje się to, że cichymi bohaterami tego wydawnictwa są Dylan Brady i Laura Les, czyli 100 Gecs.

 

Sięgnięcie po hyperpopową estetykę to odważny ruch. Wpisane w jej charakterystykę tendencje do potęgowania muzycznych trendów do przerysowanych rozmiarów jednoczą nawet te osoby, które na co dzień toczą bój o wyższość oldschoolu nad trapem albo trapu nad oldschoolem. Obydwie strony równie często wyrażają niechęć do ekstremalnie wysokich dźwięków zniekształconych wokali skontrastowanych z ekstremalnie niskim dudnieniem basu i radosnymi, lukrowanymi rytmami. To przesłodzone brzmienie z gorzkawą niespodzianką we wnętrzu doskonale pasuje jednak do wizerunku Nasty i każdy z czterech kawałków, pod którym podpisało się to trio okazuje się najbardziej charakterystycznym i godnym uwagi momentem "Nightmare Vacation". 

 

"Pussy Poppin" to bezdyskusyjnie numer jeden - uzależnia dosłownie po dziesięciu sekundach, w których mieszczą się nerwowo odgrywana, krótka melodia, klasyczny baby scratch i dwa bezpruderyjne wersy o erotycznym zabarwieniu. Aura lat 80. jest tutaj wyraźnie wyczuwalna i wyraźna jest także perspektywa na objęcia funkcji parkietowego hitu. Do tego miana pretenduje także "OHFR?", bliskie materiałowi z "Sugar Trap 2", ale poddane subtelnej transformacji. "Let It Out" grawituje z kolei w kierunku trap metalu spod znaku Scarlxrda, a "iPhone" to hyperpop w najczystszej postaci.

 

Jak przystało na album dokumentujący poszukiwania, zdarzają się pomysły chybione, chociażby wyczekiwany duet z Trippie Reddem. Próba odtworzenia emo trapowej melancholii zakończyła się fiaskiem, zabrakło wyczucia i w zakresie tekstu (niezbyt przekonujące wyznania o próbach znalezienia miejsca na świecie w ustach osoby, która przez cała resztę albumu udowadnia, że bierze ze świata wszystko, na co tylko ma ochotę), i w zakresie podkładu (samplowana gitara brzmi jak wygenerowana przez komputer, do którego wprowadzono szereg emo trapowych utworów i opracowano na ich bazie algorytm), ale już sama odwaga do wychodzenia poza strefę komfortu jest godna pochwały.

 

"Nightmare Vacation" to album z rodzaju tych, które na chwilę zatrzymują pędzącą artystkę, pozwalają podejrzeć jej pomysły i inspiracje, ale prawdopodobnie już teraz, kilka dni po premierze, Nasty znajduje się w zupełnie innym miejscu. Oby tylko w swoich poszukiwaniach jak najczęściej napotykała 100 Gecs, bo nie sposób nie odnieść wrażenia, że gdyby kolejny dłuższy materiał nagrali we troje, miałby jeszcze większa moc.


Sugar Trap/2020



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive