Zimowa

Na zewnątrz minus piętnaście, podobno chłodniejszego tygodnia tej zimy już nie będzie. Zanim jednak zaczniecie narzekać, warto zatrzymać się i wykorzystać ten moment do wysłuchania ścieżki dźwiękowej z mroźnego, lecz nie zawsze ponurego Wodzisławia Śląskiego. Zimowa otuli was dźwiękami, od których na pewno z tego czy innego powodu dostaniecie dreszczy.

„Prism” wydycha z głośników dream popowe opary, w których powieki naturalnie opadają, pozostawiając pełnię władzy tylko jednemu zmysłowi - słuchowi. Z czasem okaże się, ze to nietypowy utwór. Gitary basowa i w szczególności elektryczna wychodzą na pierwszy plan, przez większość czasu pozostawiając elektronikę w odległym tle. Ujawnia się tu także cecha szczególna Zimowej - Aneta Maciaszczyk właściwie nie śpiewa, szepcze, nuci, mówi, ale zawartych w tym sposobie ekspresji emocji nie da się mierzyć oktawami. Mój ulubiony moment „Cover the Fall” następuje jednak chwilę później, w „You Came Here”. Najprawdopodobniej jest to niepokrywające się z rzeczywistością skojarzenie, ale głos Anety przypomina tu Noah, wokalistkę japońskiego 101A - jednego z najciekawszych shoegaze'owych zespołów tamtejszej sceny. Wszystkie dźwięki zdają się jednak milknąć, kiedy pojawia się prosta, krótka, nastrojowa partia odegrana na syntezatorze. Za każdym razem, gdy wybrzmiewa można się poczuć jakby ktoś ważny szeptał do ucha jakieś od dawna wyczekiwane słowa.

W minionym roku syntetyczna muzyka przyciągała tłumy, a nazwy pokroju The Dumplings czy Rysy stały się powszechnie rozpoznawalnymi markami. Zimowa tylko pozornie wpisuje się w ten nurt, faktycznie - między innymi za sprawą „żywych” instrumentów - wykorzystuje jego elementy do realizowania bardziej oryginalnych pomysłów. „W zasadzie nie zastanawiałem się nad tym w momencie, kiedy powstawał album, ale cieszę się, że odróżniamy się od innych zespołów - opowiada Michał Mentel. - Faktycznie na samym początku plan zakładał stworzenie albumu, gdzie elektronika by zdecydowanie przeważała, natomiast w trakcie prac już nie potrafiłem się powstrzymać przed użyciem »żywych« instrumentów. Byłem w tamtym czasie pod sporym wpływem na przykład My Bloody Valentine i chciałem też trochę pohałasować [śmiech]. Poza tym nie chciałem się ograniczać. W zasadzie nie byłem pewien, czy kiedykolwiek będzie ten materiał grany na żywo, więc się takimi sprawami nie przejmowałem. Przez to powstał album, gdzie elektronika i granie gitarowe znajdują w pewnej równowadze i jest to o tyle dla mnie świetne, że w tej chwili mogę nagrać coś całkowicie gitarowego lub nagrać numer używając samych syntezatorów i w zasadzie żaden z tych kierunków nie powinien być dla nikogo wielkim zaskoczeniem”.

 

Zimową łatwo zaszufladkować jako zespół melancholijny, ale jeżeli dobrze się wsłuchać, okaże się, że nie w każdym kawałku pobrzmiewa smutek. „Inevitable”, gdzie Aneta w pełni demaskuje swój wokalny potencjał, to zadziorne pięć i pół minuty, które raczej mobilizuje do walki niż do chowania się pod kołdrę; „Moments”, z głosem Michała, uderza w bardziej romantyczny ton; z kolei refren „22” jest wręcz radosny. „Jeśli chodzi o warstwę instrumentalną, to stworzyłem ją sam - twierdzi Michał. - Z melodiami wokalu bywało już różnie. Na płycie jest kilka utworów, gdzie melodie układaliśmy razem, na zasadzie improwizacji, łączenia pomysłów”. Nagromadzenie muzycznych koncepcji okazało się tak duże, że odtworzenie go na żywo w dwuosobowym składzie wymagałoby wykorzystania sampli, ale według Michała nie byłoby to uczciwe rozwiązanie. „Gitara i bas w tych utworach mają spore znaczenie, bardzo silnie wpływają na kształt tych piosenek i nie mógłbym ich potraktować trochę marginalnie, odgrywać z sampli. Czułbym wręcz, że gram z playbacku. Tak jest uczciwiej wobec słuchaczy i na pewno wpływa to pozytywnie na jakość samego koncertu”.

 

Czy w takim razie Zimowa powróci do studia jako kwartet? Tego nie wiedzą nawet sami muzycy, a do zarejestrowania kolejnych nagrań wcale im się nie spieszy. „Przyznaję, że od roku nie stworzyłem niczego nowego. Nie miałem do tego głowy, z czasem też było bardzo ciężko. Jest natomiast mnóstwo materiału, który nie zmieścił się na płytę z różnych powodów. Często nie były to utwory gorsze od tych, które znalazły się na płycie ale na przykład nie pasowały klimatem, były za ładne lub za brzydkie [śmiech]. Można by z nich stworzyć całkiem inny album i nie byłby gorszy... Po prostu inny” - przekonuje Michał. Otwartość na brzmienia, brak pośpiechu i granie na emocjach słuchaczy to cechy, dzięki którym Zimowa nie powinna zostać zaledwie sezonową gwiazdą, lecz projektem, który będzie zaskakiwał i zachwycał słuchaczy latami.

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive