Tokyo Ghost. Zemsta pokolenia, które nie miało szans na lepsze życie

81%

Jak na niewielką częstotliwość ukazywania się cyberpunkowych tytułów, zaskakująco wiele z nich stanowi jedne z najbardziej prominentnych zdobyczy popkultury. Wystarczy wymienić "Neuromancer" Williama Gibsona, od którego wszystko się zaczęło; "Blade Runner"; "Ghost in the Shell"; "Matrix" czy przykład najnowszy - grę "Cyberpunk 2077". "Tokyo Ghost" aż tak dużego grona fanów wprawdzie nie ma, ale nadrabia oryginalnością.

Należy od razu dodać, że oryginalność w cyberpunku nie jest wartością szczególnie pożądaną. Bez neonów gargantuicznego miasta, zacierania granic pomiędzy człowiekiem a maszyną i mrocznej, schyłkowej aury cyberpunk najzwyczajniej w świecie nie działa i Rick Remender ("Deadly Class", "Fear Agent", "Death or Glory") bynajmniej nie zamierzał z fundamentami gatunku walczyć, a raczej tu i ówdzie umieścić dodatkowe smaczki, sięgnąć po kilka nieoczywistych rozwiązań i nadać swojej historii odrębny charakter.

Pierwsze półtora rozdziału to wyznaczająca ton akcja i wkupywanie się w łaski czytelników/czytelniczek - znajdziecie tutaj potężną dawkę przemocy i wulgaryzmów, gatunkowej nomenklatury, a nawet jedyny wciąż istniejący poza siecią sport, czyli wyścig śmierci, absolutnie niczym nie różniący się od dyscypliny o tej samej nazwie z kultowego filmu Paula Bartela z 1975 roku. Również postacie spełniają obowiązkowe kryteria - na jednym biegunie znajduje się muskularny mężczyzna uzależniony od zgubnych dobrodziejstw przyszłości (głównie oglądania dziesiątek transmisji jednocześnie i narkotyku usprawniającego mięśnie), na drugim jego partnerka, która nigdy do sieci nie była podłączona, gardzi nią i wypowiada samotną wojnę światu w ostatniej fazie degrengolady. Nawet czarny charakter (pierwszy z dwóch) to schematyczna odmiana dążącego do podpalenia całego świata Jokera, ale z każdą kolejną stroną "Tokyo Ghost" odsłania coraz więcej uroków i coraz częściej przemawia własnym językiem.

 

Przede wszystkim jest to język satyry, nierzadko podszytej czarnym humorem przypominającym chociażby pierwszą część "Robocopa", ale w zaktualizowanym wydaniu. Na blisko trzystu stronach aż roi się od tematów, które czyhają na każdego z nas natychmiast po podłączeniu do internetu - dziewięćdziesiąt osiem procent Amerykanów uważa, że globalne ocieplenie to spisek naukowców; nowa, jawnie nazistowska partia polityczna zapewnia, że nie ma nic wspólnego z narodowym socjalizmem z przeszłości; patostreamerzy (tutaj nazywani jebaczami sławy) nie cofają się przed niczym dla pięciu minut sławy; a najważniejsze funkcje państwowe pełnią w żaden sposób do tego nie predysponowani celebryci. To nie jest nawet fantazja o ponurej przyszłości, to spotęgowana teraźniejszość, co z jednej strony potrafi rozbawić łatwymi do odszyfrowania symbolami (na podobnej zasadzie, co "Idiokracja" Mike'a Judge'a), z drugiej przeraża całkiem realną przyszłością, w której przemoc jest bardzo realną rozrywką, a prawda to narzędzie w rękach telewizji (jak między innymi w "Uciekinierze" z Arnoldem Schwarzeneggerem).

Sposób działania mediów to zresztą najciekawszy wątek "Tokyo Ghost", a uosabia go drugi czarny charakter - wiecznie roznegliżowany oportunista, sybaryta i przy całej swojej ignorancji człowiek na tyle sprytny, by podbić cały świat. Flak wykorzystał pustkę w życiu obywateli po zautomatyzowaniu niemal wszystkich stanowisk pracy, a w dodatku zastosował najskuteczniejszą taktykę podboju - wchłanianie, zamiast narzucania. Dla skłóconego i podzielonego społeczeństwa (dokładnie takiego, jakie funkcjonuje dzisiaj w wielu zachodnich krajach, w tym w Polsce) nie powołuje jednej, ideologicznie spójnej stacji telewizyjnej, ale wyzbywa się własnych ideałów i tworzy tyle stacji, ile lud potrzebuje. Każdy znajdziecie miejsce, gdzie usłyszy to, co chce usłyszeć i nawet jeżeli jedni dziennikarze będą prowadzić wojnę z drugimi, wypłatę dostają od tego samego magnata. To koszmarna wizja świata, a w dodatku nietrudno sobie wyobrazić, że we wcale nie tak odległej przyszłości ktoś mógłby wpaść na jej realizację.

 

Fascynującym wątkiem jest także niespotykane spojrzenie na Japonię, która zawsze (za sprawą Gibsona) zajmowała szczególnie istotne miejsce na cyberpunkowej mapie świata, ale w ujęciu Remendera nie jest krajem na najwyższym poziomie rozwoju technologicznego, a wręcz przeciwnie - garstka mieszkańców i mieszkanek Tokio szans na odbudowę cywilizacji upatruje w sięgnięciu do przeszłości i życiu zgodnym z odświeżonym kodeksem bushido. Momenty, w których te dwie rzeczywistości stykają się, kadry przedstawiające upadłą metropolię porośniętą roślinami to jedne z najpiękniejszych stron "Tokyo Ghost", a pochwałę tym razem należy odnotować na koncie Seana Murphy'ego (w Polsce znanego z kilku albumów z Batmanem, "Chrononautów" czy "Amerykańskiego wampira") - jego fenomenalne prace w połączeniu z wydaniem w dużym formacie sprawiają, że już samo lustrowanie kolejnych kartek jest wystarczającym wabikiem, by dać się temu tytułowi porwać.

 

Cyberpunk zawsze jest antykapitalistyczny, pesymistyczny i krytyczny wobec postępującej dehumanizacji, a "Tokyo Ghost" żadnego z tych wątków nie pomija, dodając do tego element zemsty pokolenia, które w całym tym brudzie urodziło się i nigdy nie miało szans na lepsze życie. Oryginalności w pomyśle wyjściowym jest niewiele, ale rozwinięcie i realizacja sprawiają, że trudno sobie odmówić wchłonięcia tej jednotomowej historii za jednym zamachem.


Tokyo Ghost

Polska, 2020

Non Stop Comics

Scenariusz: Rick Remender

Rysunki: Sean Murphy



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive