Shygirl - "Alias"

81%

Zakaz nagrywania ekstremalnie tanecznych albumów powinien być jednym z obowiązujących obostrzeń w 2020 roku, ale skoro już Shygirl - wbrew scenicznemu pseudonimowi - bezwstydnie wyrwała się przed szereg i nagrała EP-kę, która powinna hulać w klubach na całym globie, to potańczcie do niej przynajmniej na Zoomie.

Shygirl ma za sobą pracowity rok - wystąpiła gościnnie na albumach tak prominentnych postaci, jak Arca, Zebra Katz i Georgia, a w dodatku za każdym razem kawałki z jej udziałem okazywały się jednymi z najmocniejszych punktów tych wydawnictw, co można było uznać za zapowiedź godnego uwagi materiału solowego w rychłej przyszłości... Przyszłość nastała i rzeczywiście warto było czekać - londyńska artystka jest w szczytowej formie.

 

Na poprzedniej EP-ce ("Cruel Practice" sprzed dwóch lat) oddaliła się wraz z Segą Bodegą w mrocznym kierunku, czasami graniczącym z EBM, często bardziej hałaśliwym niż tanecznym. Na "Alias" składniki są podobne, ale proporcje odmierzone według nowego klucza, na co towarzyszący jej od zawsze producent i wydawca musiał mieć wpływ - w końcu sam, po wielu latach działalności, dopiero niedawno wydał debiutancki krążek ("Salvador") i pokazał swoje najbardziej przebojowe, popowe i romantyczne oblicze, a dwa pierwsze z tych elementów okazały się zaraźliwe.

 

Chociaż Bodega pracował przy pięciu z siedmiu nowych kawałków Shygirl, samodzielnie wyprodukował tylko dwa, co nie pozostało bez wpływu na większą różnorodność nowej EP-ki w porównaniu do jej poprzedniczki. Do szkockiego producenta należy parkietowy hit numer jeden - grime'owe "Freak" z dropem tak potężnym, że wyrywa z siedzenia ze skutecznością porównywalną do "Bonkers" Dizzeego Rascala - ale na przykład Sophie wprowadziła w "Slime" subtelne wpływy hyperpopu, a kilka zloopowanych dźwięków i przywoływanych od czasu do czasu ozdobników idealnie odzwierciedla tytuł - zdają się powolnie wyciekać z głośników. Nawet tak wolne tempo nie odbiera im jednak potencjału do zdominowania klubów.

 

Najbardziej nieoczywistym i nieco odstającym od reszty momentem jest z kolei finałowe "Siren", które stopniowo przeradza się w eurodance'owy kicz z kolorowych lat 90., a jeżeli dołożyć do tego wersy o dziewczynie, która chce imprezować, jeździć szybkim samochodem i oddawać się pożądaniu przez cała noc, w myślach natychmiast pojawiają się skojarzenia ze słusznie zapomnianymi koszmarkami pokroju E-Rotic. Shygirl, Bodega i Happa we właściwy dla siebie sposób nawet tak tandetną, broniącą się tylko sentymentem inspirację potrafią jednak przeobrazić w coś ciekawego i świeżego.

 

Nieprzypadkowo kilka akapitów wyżej wykreśliłem romantyczność z listy ewentualnych wpływów, jakie ukształtowały tę EP-kę - każdy jeden z siedmiu tekstów jest jej odwrotnością. To osobiste, bezpruderyjne i związane wyłącznie z fizycznością erotyczne wyznania, ale akurat w tym przypadku w ogóle nie kojarzące się z "Help Me Dr. Dick". Shygirl otwiera się przed słuchaczami/słuchaczkami na podobnej zasadzie, na jakiej o życiu erotycznym można opowiadać powierniczce największych życiowych tajemnic, co zdaje się być nie tyle popisem wulgarności, a raczej podkreśleniem, że kobiety nie muszą czuć się ograniczone do nomenklatury wtłaczanej im w głowy przez babki, matki i zakonnice.

 

"Alias" trwa zaledwie dziewiętnaście minut, zsumowane przypominają zwrotkę z bridgem, kumulują napięcie do niemalże nieznośnych rozmiarów, ale przynoszące ulgę uderzenie będzie można usłyszeć dopiero w ciągu dalszym i to wcale nie dzięki dodatkowym kawałkom, a dzięki zmianie otoczenia na ciemną, rozdzieraną przez kolorowe strumienie światła salę klubową. W takich warunkach to świetne wydawnictwo zyska dodatkową siłę.


Because Music/2020



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive