Stardust, czyli jak nie kręcić filmu biograficznego

Filmy biograficzne rzadko kręci się z miłości do swojego idola, ważniejszymi czynnikami są pieniądze (ze sprzedaży biletów, ale także reedycji płyt) i przede wszystkim polowanie na nagrody, bo chociażby Oscar tego rodzaju dramatyczne, poparte faktycznymi wydarzeniami historie promuje niemal od zawsze (pierwszy zwycięski film biograficzny to "Życie Emila Zoli" z 1937 roku). Nawet wyrachowanie trzeba jednak potrafić opanować, a dla twórców "Stardust" okazało się to zbyt dużym wyzwaniem.

To przypadek tym boleśniejszy, że bohaterem filmu jest David Bowie (nie, niestety nie zagrała go Tilda Swinton), człowiek o bogatym, fascynującym życiorysie, a jednak został ukazany w sztampowy, do bólu nudny i wtórny sposób. Nie usłyszycie tutaj nawet jego muzyki (nie udało się pozyskać do niej praw) i można odnieść wrażenie, że jedyny powód, dla którego "Stardust" istnieje to sprawienie, że "Bohemian Rhapsody" będzie się wydawało znacznie lepszym obrazem niż w rzeczywistości było.

 

W sto dwudziestym ósmym odcinku podcastu Soundrive Live rozmawiamy o tym koszmarku, ale nie po to, by się nad nim pastwić, a przede wszystkim dlatego, by przestrzec przed tanimi sztuczkami manipulantów, którzy w cudzych żywotach upatrują własnej szansy na sławę. Jeżeli natomiast chcecie zobaczyć udany film prawie o Davidzie Bowiem, to warto sięgnąć po "Velvet Goldmine" Todda Haynesa.

 


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive