Perramus. W płaszczu zapomnienia

96%

Każde spotkanie z Alberto Breccią to spotkanie w galerii sztuki, gdzie nie sposób stwierdzić, jakiego koloru są ściany, tak gęsto usłane są pokaźną kolekcją arcydzieł. Z trzech dotąd wydanych w Polsce komiksów urugwajsko-argentyńskiego twórcy "Perramus" wyróżnia się jednak tym, że scenariusz (autorstwa pisarza, Juana Sasturaina) w najmniejszym stopniu nie ustępuje oprawie graficznej.

Nie oznacza to bynajmniej, że stworzone na podstawie prozy H.P. Lovecrafta "Mity Cthulhu" albo detektywistyczny horror "Mort Cinder", którym inspirowali się między innymi Mike Mignola i Frank Miller, cierpiały na brak treści. To raczej kwestia połączenia politycznego dramatu z pogranicza absurdu i surrealizmu (w stylu przywodzącym na myśl filmy Luisa Buñuela czy prozę Franza Kafki) z odpowiednim momentem historii, kiedy krąg znowu został zatoczony i po blisko czterdziestu latach od napisania "Perramusa", po drugiej stronie globu, w samym środku Europy cała ta paranoja, nienawiść i nadużywanie władzy znowu są aktualne... Z drugiej strony, może wcale nie dochodzi do cykliczności, a zmieniają się jedyne szerokości geograficzne, bo trudno wskazać na moment w historii ludzkości, kiedy była całkowicie wolna od autokratycznych fanatyków.

Innym skojarzeniem, które może pojawiać się w trakcie lektury jest niewiele starszy od komiksu film "Golem" Piotra Szulkina, polskiego mistrza postapokalipsy. W świecie bez internetu natrafienie na tak niszowe kino z kraju odległego o ponad dwanaście tysięcy kilometrów było właściwie niemożliwe, więc należy to uznać za przypadek, a nie za świadomą inspirację, niemniej pod obydwoma tytułami kryją się przerysowane totalitaryzmy i zbuntowany główny bohater pozbawiony pamięci (u Brecci z własnej woli, u Szulkina z braku wyboru), a nawet w imionach Perramus i Pernat da się zauważyć podobieństwo.

 

Perramus po uzyskaniu upragnionego zapomnienia krąży niemal po całym globie w towarzystwie kilku równie barwnych przyjaciół, a po drodze trafia do rzeczywistych miejsc i napotyka rzeczywiste postacie (chociażby Franka Sinatrę w Las Vegas), a także do przedziwnych enklaw absurdu, na przykład do studia filmowego zlokalizowanego na pustyni, które zajmuje się kręceniem wyłącznie zwiastunów. Im jednak dalej, tym imię, które i tak nigdy do niego nie należało coraz rzadziej pada, wskazanie głównego bohatera staje się trudniejsze, a istotniejsze są konteksty, ukryte znaczenia, sytuacje i metafory.

W Księdze II protagonistą zostaje miasto, a walka o jego tlącą się w garstce charyzmatycznych mieszkańców duszę to główne zadanie. W dodatku zadanie, które może przypominać "questy" z gry komputerowej, bo Perramus i reszta działają według schematu nakazującego odlezienie kogoś, porozmawianie z nim, powrót do bazy i tak kilkukrotnie, co mogłoby znudzić, gdyby nie realia, w jakich rozgrywa się akcja. Nachalna propaganda przypominająca kadry z "Oni żyją" Johna Carpentera, sprzedawanie godła narodowego w celach komercyjnych, walka zwolenników Kafki ze zwolennikami Edgara Allana Poe, wyraziste i dosadne symbole, zgrabne dialogi - Breccia i Sasturain tak sprawnie konstruują swoją satyrę, że niemal co kilka stron konieczne jest zatrzymanie się, chwila na przetwarzanie i oddanie niemego hołdu dla dwóch wielkich umysłów.

 

Wyraźnie słabiej wypada ostatnia Księga, co zresztą Sasturain sam zauważył i na co wskazał we wstępie do niej w słowach: Jest w niej trochę za dużo niewłaściwego humoru. Aż roi się tutaj od "sucharów" (te związane z czaszką momentami grawitują w kierunku "Czy leci z nami pilot?") i rubasznych żartów związanych z seksem, a w dodatku historię napędza dokładnie ten sam "questowy" schemat, co dwa rozdziały wcześniej. Nie jest to na pewno na tyle nieznośne, żeby zniechęcić do dotarcia do finału, ale wyraźnie brakuje tutaj błyskotliwości poprzednich Ksiąg.

Dzisiejszego czytelnika niektóre sceny mogą odrzucić (zwłaszcza te, w których kobiety traktowane są przedmiotowo), ale udawanie, że realia lat 80. były inne ani nie cofnie czasu, ani nie naprawi wyrządzonych wówczas szkód i krzywd, więc zamiast zaklinać przeszłość, lepiej sprowadzić ją do roli przestrogi i już samo to, że tak bardzo rażące wydają się te fragmenty jest znakiem, że choć współczesność wydaje się ponura i schyłkowa, mentalność ludzi zmieniła się na lepsze. Poza tym niechlubnym znakiem czasów, wartość literacka "Perramusa" stoi na bardzo wysokim poziomie, nie trudno sobie wyobrazić, jak ta licząca blisko pięćset stron kniga przemienia się w równie fascynującą powieść, tyle że wtedy nie moglibyśmy podziwiać niebywałego talentu Alberto Brecci, jego autorskich technik i "obrazów", które można analizować godzinami. Dorzućmy do tego imponujące wydanie Non Stop Comics, a rezultatem jest jeden z najciekawszych komiksów, jakie w mijającym roku ukazały się w Polsce.


Perramus. W płaszczu zapomnienia
Tytuł oryginalny: Perramus. El alma de la ciudad
Polska, 2020
Non Stop Comics
Scenariusz: Juan Sasturain
Rysunki: Alberto Breccia



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive