Molchat Doma - "Monument"

88%

"Sudno (Boris Rižij)" [czy też "Судно (Борис Рижий)"] z poprzedniego albumu Molchat Doma niespodziewanie stało się hitem TikToka. Amerykanie tańczą do niego bez opamiętania, a Rosjanie zastanawiają się, jak można z taką radością szaleć do wersów: "Życie jest trudne i niewygodne, więc wygodnie jest umrzeć". Odpowiedź jest prosta - internet, tutaj wszystko jest przewartościowane.

Molchat Doma nie jest jednak żartem, a raczej zespołem, który z premedytacją korzysta z radzieckiej estetyki (zarówno w muzyce, jak i w każdym elemencie swojego wizerunku), podnosi ją do dziesiątej potęgi, a tym samym błyskawicznie staje się idealnym symbolem zimnowojennej Rosji, co w wielu krajach wydaje się intrygujące czy nawet egzotyczne, ale oczywiście nie w Polsce, a przynajmniej nie jeżeli akt urodzenia otrzymaliście jeszcze w ubiegłym stuleciu.

 

U nas końcówka zimnej wojny zbiegła się z wezbraniem zimnej fali, gwałtownym wzrostem popularności zespołów tego nurtu, które (podobnie jak rodzimy punk rock z tamtego okresu) z zachodnich pierwowzorów czerpały jedynie podstawy, a resztę robiły po swojemu. 1984, Made in Poland, Madame, Pornografia, Bruno Wątpliwy - jeżeli szukać porównań, to właśnie te kapele najbliższe są brzmieniu Molchat Doma. Białorusini wprawdzie częściej sięgają po syntezatory i automat perkusyjny, ale nawet jakość ich nagrań celowo umniejszono, by dorównać temu, co przed trzydziestoma pięcioma laty było koniecznością - nagrywanie w garażu, na żywo podczas nielegalnych koncertów czy na festiwalach pokroju jarocińskiego.

 

Trio doskonale zdaje sobie sprawę, że właśnie to jest ich największym atutem i właśnie to przyciąga publiczność, więc na pierwszym albumie wydanym pod skrzydłami Sacred Bones (wytwórni między innymi Jenny Hval, The Soft Moon czy Johna Carpentera) poszli za ciosem i brzmią jeszcze gorzej... czyli jeszcze lepiej. Już otwierające album "Utonut'" ("Утонуть") zapowiada, że - niczym w sequelu niskobudżetowego horroru - będzie więcej, mocniej i intensywniej (co przy tak minimalistycznej muzyce nie musi oznaczać dużo, mocno i intensywnie). Można przy tym odnieść wrażenie, że to kawałek niemalże skrojony pod wzniecenie popularności w mediach społecznościowych i ponowne obezwładnienie ekstremalnie tanecznym rytmem. Ewentualnie mógłby być także fragmentem ścieżki dźwiękowej do trzeciego sezonu "Stranger Things", gdyby Rosjanie zechcieli opowiedzieć tę historię z własnej perspektywy.

 

Syntezator tak dominującą pozycję zajmuje jeszcze tylko w "Udalil Tvoy Nomer" ("Удалил твой номер") i w zobowiązującym do tego samym tytułem "Discoteque" ("Дискотека"), pozostałe sześć utworów to polska szkoła cold wave'u pełną gębą, a dokładnie te same utwory wyprodukowane na przykład przez Grega Kurstina (i może jeszcze po podmienieniu szeleszczącego, monotonnego bitu automatu na równie szeleszczący i monotonny bit trapowy) z miejsca z fenomenu TikToka przemieniłyby się w przeboje o globalnym zasięgu, bo cała ta do pewnego stopnia ironiczna i wtórna konstrukcja Białorusinów szybko legła by w gruzach, gdyby nie ich niebywały talent do pisania chwytliwych melodii. "Obrechen" ("Обречен") albo "Discoteque" potrzebują zaledwie jednego przesłuchania, by przez kilka kolejnych dni odbijać się w głowie natrętnym echem.

 

Nie da się napisać o zespole z Białorusi, nie wspominając o reżimie, który wpływa na każdy aspekt życia jego członków (jeżeli nie wierzycie, to przeczytajcie, co na ten temat maja do powiedzenie muzycy Molchat Doma w naszym wywiadzie). W tym sensie cała Białoruś to swoisty monument, jedyne miejsce w Europie, które zdaje się opierać upływowi czasu i bez wstydu przed resztą świata pielęgnuje dyktaturę (choć zdaje się, że władzom ich zachodnich sąsiadów nawet to imponuje), a tytuł trzeciego albumu ekipy z Mińska poza słabością do spektakularnej architektury brutalistycznej, zdaje się być również gorzkim żalem, że jeden z ostatnich monumentów Związku Radzieckiego po tych wszystkich latach wciąż nie chce runąć. Niewątpliwie taka muzyka w 2020 roku mogła powstać tylko w tym jednym miejscu na Ziemi i chociaż nie jest szczególnie oryginalna (raczej wzmacnia gatunkowe schematy do niebotycznych rozmiarów), ma wyjątkową siłę przyciągania i trudno sobie odmówić powracania do niej.


Sacred Bones/2020



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive