Tokyo Ghoul, tomy 8-14. Śmiejąca się śmierć

89%

"Śmiejąca się śmierć" - to potoczna nazwa choroby znanej medycynie jako kuru, występującej w niektórych przypadkach po zjedzeniu mózgu człowieka przez inną istotę ludzką, a jednym z jej objawów są napadowe ataki śmiechu. W podobnym, kanibalistycznym obłędzie w drugiej połowie "Tokyo Ghoul" znalazł się Ken Kaneki - jego ciało wprawdzie nie słabnie, ale umysł zostaje niemalże rozszczepiony, co prowadzi do dramatycznego i zarazem spektakularnego zakończenia historii.

"Tokyo Ghoul" można podzielić na pół nie tylko ze względu na liczbę tomów, w samym środku faktycznie dochodzi do wyraźnej zmiany tonu. Nasz główny bohater zostaje ograbiony z niewinności po okrutnych torturach, jego psychika zostaje skrzywiona w niebezpiecznym kierunku, a wzmacnianie sił witalnych poprzez pożeranie pobratymców przemienia go w pół-kakuję, przypominające stonogę monstrum kierujące się instynktem. Mało tego, Kaneki rezygnuje z pracy w kawiarni dla ghuli, Anteiku i porzuca przyjaciół, odtąd w najbliższym otoczeniu trzyma między innymi swojego niedoszłego oprawcę... Zmiany odważne, nie pozwalające na monotonię, ale jednocześnie niepozbawione wad.

 

Tokyo Ghoul, tomy 1-7. Człowiek człowiekowi ghulem

 

Od dziewiątego tomu można mówić o swoistym resecie - w większości został poświęcony przegrupowaniu w szeregach Biura Śledczego do spraw Ghuli, pojawiają się nowe postacie, inne dostają nowe role albo poznajemy ich przeszłość. To prawdopodobnie najbardziej nużące rozdziały całej serii, a postać Hideyoshiego Nagachiki staje się niemalże karykaturalna (umieszczanie podsłuchów na przypadkowych osobach w liczącym blisko czternaście milionów mieszkańców mieście i trafienie na podejrzanego wydaje się niedorzeczne), ale należy potraktować te kadry jak nabieranie kolejnego rozpędu, drugie wprowadzenie, dzięki któremu możemy lepiej poznać niektórych bohaterów i bohaterki, a w rezultacie ich późniejsze, często tragiczne losy mają znacznie większą wagę.

Do rangi głównego wątku urosła rola profesora Kanou - dotąd można by sądzić, że staruszka obdarzonego złotym sercem, w końcu trzeba nie lada odwagi, by bez konsultacji podjąć błyskawiczną decyzję o przeszczepie organów, a że przypadkiem część z nich należała wcześniej do ghula... Tyle że jego działania okazują się w pełni świadome i intencjonalne, a motywacje bynajmniej nie szlachetne. W konsekwencji Kaneki przechodzi błyskawiczną przemianę z nowicjusza wchodzącego w rzeczywistość ghuli w eksperta, to podobna droga do tej, jaką przebył chociażby Neo z pierwszego "Matriksa" w sequelach i ma dokładnie takie same zalety oraz mankamenty.

 

Największy spośród tych drugich to brak tajemnic. Kiedy wchodziliśmy w ten świat razem z Kanekim, wiedzieliśmy tyle samo, co on i razem z nim uczyliśmy się. Teraz przegonił nas, stał się doświadczoną przez los, utrapioną osobą z pogranicza dwóch odmiennych społeczeństw i identyfikowanie się z nim jest bez porównania trudniejsze. Być może właśnie z tego powodu Sui Ishida znacznie częściej pozwala sobie na dygresje, ukazuje dawne i obecne losy innych ghuli oraz ludzi, którzy nadal mają dość przyziemne, dające się przetłumaczyć na nasze własne doświadczenia perypetie. W rezultacie znacznie więcej jest tym razem wątków epizodycznych, a "wielki finał" odraczają kolejne retrospekcje. Czasami może to irytować albo wywoływać zniecierpliwienie, ale dzięki takiemu zabiegowi ostatnie dwa tomy nie są zaledwie zbiorem pustych scena akcji. Buzują od emocji i nie ma nikogo z całkiem obszernej galerii postaci, kogo bez żalu można by poświęcić.

Gdy przejeżdżali koło jakichś ruin, dziewczyna odezwała się do młodzieńca: "O mój panie, chciałabym oddalić się za potrzebą", i królewicz zsadził ją przy ruinach. Gdy nie powracała czas jakiś, a jemu poczęło się dłużyć oczekiwanie, udał się po kryjomu jej śladem. I okazało się, ze była to ghula. Królewicz bowiem posłyszał, jak mówiła do swoich dzieci: "Moje dzieci, przyprowadziłam wam dziś tłustego młodzieńca". A one rzekły: "Przyprowadź go nam, matko, byśmy mogły napełnić nim nasze brzuszki" - to fragment nie z "Tokyo Ghoul", ale z "Księgi tysiąca i jednej nocy" [Wydawnictwo Tower Press, Gdańsk 2001], pierwszej książki w historii literatury, gdzie pojawiają się ghule. Fragment, który pokazuje ich złożona, z czasem zatraconą w popkulturze naturę. W dawnych wierzeniach arabskich były to istoty zdolne do tworzenia rodzin i życia na łonie społeczeństwa, zniewolone przez głód, ale niepozbawione zdolności myślenia, często wzbudzające litość i współczucie, a nie sprowadzone do roli masowego, bezimiennego czarnego charakteru. Ishida w pewnym sensie nie odkrył więc niczego nowego, a raczej cofnął się do samego źródła, tworząc dzieło ważne nie tylko dla osób rozmiłowanych w mandze, lecz dla wszystkich, dla których rozwój kultury przy zachowaniu pamięci o jej źródłach jest ważny.

"Tokyo Ghoul" to niespiesznie budowany, niepowtarzalny świat; to ludzie i ghule rozwijający się na naszych oczach, poddawani coraz to trudniejszym próbom i na nowo definiujący swoje cele; to brutalny, momentami odrażający body horror, który nigdy nie zdradza wszystkich swoich sekretów i nawet wiele dni po zakończeniu lektury, wraca w myślach, podsuwając kolejne interpretacje czy domysły. Krótko pisząc, to wyjątkowo pieczołowicie i sprawnie napisana manga, tytuł bezwzględnie należący do kanonu japońskiego komiksu i jedna z tych pozycje, z którymi obowiązkowo należy się zapoznać.


Tokyo Ghoul

Polska, 2016-2019

Waneko

Scenariusz: Sui Ishida

Rysunki: Sui Ishida



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive