Lacittàdolente - "Salespeople"

84%

Ach, Mediolan, cudowne miasto! Zawsze kojarzyło mi się z renesansowymi zabytkami oraz pewnym długowłosym szwedem (również w zabytkowym, jak na piłkarza, wieku), który od lat bezlitośnie umieszcza piłki w bramkach przeciwników. Jednocześnie w zakresie muzyki chyba jedynym skojarzeniem, jakie mam z tym pięknym miastem jest Bulldozer, ale za sprawą Hidden Beauty Records do listy skojarzeń dopisuję kolejną pozycję - Lacittàdolente.

Założona trzy lata temu grupa właśnie wypuściła debiutancki album, który okazał się mieszanką wybuchową. Postawmy sprawę jasno od samego początku - "Salespeople" jest płytą wyjątkowo trudną w odbiorze i wymagającą od słuchacza bardzo dużo skupienia i uwagi, a jednocześnie dającą od siebie bardzo dużo w zamian.

 

Zespół łączy elementy hardcore'u i metalu, jednocześnie osadzając każdy z utworów na dziwacznych, matematycznych łamańcach (przy czym całościowo to zdecydowanie bardziej Converge niż The Dillinger Escape Plan) i nie bojąc się eksperymentów czy dziwnych rozwiązań. Jednocześnie Lacittàdolente skutecznie unika elementów stanowiących częstą bolączkę metalcore'u i mathcore'u - nie ma tutaj bezsensownego dociążania utworów przez granie nieprzemyślanych breakdownów, które opierają się na kuriozalnie niskich strojeniach, zamiast na przemyśleniu kompozycji. Brak również cukierkowo słodkich, czystych wokali, które wsadzone w refreny skutecznie zniesmaczałyby odbiór.

 

Jest tutaj za to ogromny ładunek wściekłości i agresji. "Salespeople" nie okazuje litości, jest przepełniony gniewem w równym stopniu, co niejedno crustowe wydawnictwo. Utwory pędzą bez litości i nawet liczne kombinacje czy łamańce sekcji rytmicznej nie odbierają materiałowi mocy. To właśnie stanowi największą siłę albumu - przy całej swojej złożoności i skomplikowaniu, Lacittàdolente w ogóle nie wytraca na agresji. Złożoność formy w żaden sposób nie prowadzi do zubożenia treści.

Świetna produkcja płyty potęguje wrażenie - gitary pomimo niskiego strojenia, nie wpadają w nowoczesny, sztucznie wyczyszczony bulgot, zioną piachem i gruzem. Każde uderzenie w perkusję ma ciężar i wagę, przesterowany bas dodaje trzy grosze, a gardłowy wokal unosi się nad tym wszystkim. Produkcja nie ujmuje czytelności materiału - wyraźny jest każdy dźwięk, da się uchwycić każdy patent i żaden z naprawdę wielu smaczków nie rozbija się i nie niknie w brudzie brzmienia.

 

Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to do samego wydania - tym razem nie powala, co w przypadku Hidden Beauty Records raczej się nie zdarza. Zwykły digipack bez książeczki i z nie do końca czytelnymi tekstami (a szkoda, bo te bardzo dobrze dopełniają całokształt wydawnictwa) - niby nie jest to poważny zarzut, ale zważywszy na siłę i złożoność muzyki, mimowolnie odczułem rozdźwięk. Potencjał wizualny bardzo dobrej okładki został zmarnowany. Sam materiał mógłby również być odrobinę dłuższy - wiem, że przy skomplikowanej muzyce nie powinno się przesadzać, bo można łatwo przekroczyć próg zmęczenia słuchacza, ale debiut Lacittàdolente pozostawia niedosyt.

 

Całościowo mamy jednak do czynienia ze świetnym albumem. Lacittàdolente osiągnęło wspaniałą syntezę agresji ze złożonością muzyki, żaden z tych elementów nie jest okrojony na rzecz drugiego, wzajemnie się uzupełniają. "Salespeople" to wyrazista płyta z charakterem i mimo że wymaga dużo skupienia i uwagi, jest jednym z ciekawszych materiałów tego roku. Wszystko tutaj ze sobą współgra i wszystkie części składowe tworzą synergię, a nie kompromisy.


Hidden Beauty/2020



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive