Nanga: Działalność człowieka prowadzi do smutnego końca, cała nadzieja w młodych

Zawieszenie działalności Lao Che bynajmniej nie oznaczało zawieszenia działalności muzycznej poszczególnych członków zespołu - Maciej Dzierżanowski i Filip Różański już rok temu pracowali nad nowym materiałem, początkowo z planem zaproszenia różnych wokalistów i wokalistek, ostatecznie z Magdą Dubrowską (Utrata Skład, Gang Śródmieście) jako trzecim fundamentem zespołu.

Jarosław Kowal: Poznałaś Filipa i Maćka przez Messangera, mieliście nagrać razem jeden utwór, a ostatecznie wyszła z tego cała płyta - jak to się stało?
Magda Dubrowska: Któregoś dnia dostałam wiadomość od Maćka, o którym wiedziałam w zasadzie tylko tyle, że gra w Lao Che, z pytaniem, czy chciałabym wziąć udział w nowym projekcie. Pierwotnie miała to być EP-ka z kilkoma różnymi stylistycznie utworami, a w każdym z nich śpiewałaby inna wokalistka czy inny wokalista. Miałam napisać tekst i nagrać wokal do jednego z tych utworów. Oczywiście się zgodziłam, a chwilę później dostałam na maila kawałek. To był "Profet", nasz pierwszy singiel. Jeszcze tego samego dnia zaczęłam rozkminiać tekst.

 

Początek, pierwszy wers siedział we mnie od dawna, przypomniał mi się, kiedy usłyszałam tę muzykę. Dograłam wokal i odesłałam plik, a niedługo później dostałam odpowiedź, że chłopakom się podoba i nagrywamy. Pojechałam do Włocławka, do studia Filipa - Wieża Studio - i dopiero tam tak naprawdę się poznaliśmy. Od razu złapaliśmy kontakt, dobrze się nam gadało, podobnie czujemy muzykę i mamy podobne poczucie humoru. Nagraliśmy "Profeta", a po paru dniach Filip zadzwonił z pytaniem, czy nie chciałabym zrobić z nimi całej płyty. I tak przez kolejny rok wymyślałam teksty i linie melodyczne, co jakiś czas przyjeżdżałam do Włocławka na nagranie. Ale na płycie pojawia się też piękny utwór z Basią Wrońską - "To nic", który wynikał z pierwotnej koncepcji i wspaniale dopełnia album.

Zastanawia mnie geneza "Smutnego lata" - czy najpierw Filip i Maciek napisali utwór z pogranicza reggae, a później dodałaś do niego tekst nadający mu bardziej autoironiczny charakter, czy najpierw był pomysł na kawałek o tym, że dziś już nikt nie słucha reggae i wspólnymi siłami doszliście do rezultatu?

Dostałam gotowy utwór i zastanawiałam się, jak go ugryźć. Miałam z tym trochę problemów, bo wydaje mi się, że reggae to dzisiaj gatunek raczej passé. Sama w ogóle już do niego nie sięgam, wyczerpał się dla mnie. Znam jednak pasjonatów i kolekcjonerów, którzy mają setki płyt winylowych reggae, dub i tak dalej. Kiedyś rozmawiałam z jednym takim zapaleńcem i jednocześnie DJ-em, Łukaszem "Junglemanem" Włostowskim, który opowiadał mi o tym, co pojawia się w tekście "Smutnego lata" - że nie gra już imprez, bo reggae jest w defensywie, ludzie nie chcą się przy tym bawić. To mnie zainspirowało.

 

Czyli dostałaś właściwie cały album z gotową muzyką, ale bez żadnych dodatkowych wskazówek?

Tak, miałam wolną rękę. To było dla mnie zupełnie nowe doświadczenie, nigdy wcześniej w taki sposób nie pisałam.

 

Takich gatunkowych smaczków jest na "Ciszy w bloku" bardzo dużo, chociażby "Parawanizm", który ma coś z dance'u z przełomu wieków. Taneczny bit, ale też twój głos, tym razem bardzo zniekształcony.

Nie jestem Edytą Górniak, nie mam siedmiu oktaw, a w dodatku mój wokal ma bardzo specyficzną barwę. Zaczęłam się więc zastanawiać, co zrobić, żeby uniknąć monotonii, przełamać te moje typowe melorecytacyjne czy rapowe klimaty. A że akurat sprawiłam sobie taki instrumencik, który ma wbudowany między innymi vocoder, spróbowałam potraktować swój głos jak instrument, który można modyfikować. W "Parawanizmie" najbardziej mi to pasowało, ale w innych utworach, gdzieś w chórkach albo w refrenach, też się ten dodatkowy aspekt pojawia.

 

Pierwsze skojarzenie, jakie miałem po przesłuchaniu tego albumu - głównie ze względu właśnie na twój głos z pogranicza melorecytacji i rapu czy niejednorodność stylistyczną - to solowe albumy Kazika z ubiegłego wieku.
Z inspiracjami tak to już jest, że siedzą w nas i się kumulują, a w pewnym momencie znajdują ujście we własnej twórczości. Kazika rzeczywiście słuchałam kiedyś często, cenię zwłaszcza wczesne płyty Kultu, na przykład "Kasetę" czy "Posłuchaj to do ciebie". Świadomie do niczego jednak nie próbowałam nawiązywać. Zazwyczaj za cel bierze się oryginalność, choć te wszystkie naleciałości skumulowane w podświadomości pewnie też się ujawniają.

Zestawiam raj utracony, którym jest dzieciństwo, z nieuniknionym końcem świata, majaczącym gdzieś na horyzoncie

 

Z premedytacją sięgasz natomiast po bardzo dużo nawiązań pozamuzycznych, zwłaszcza w utworze "Jak dinozaury", gdzie pojawiają się Rambo, Super Mario Bros. albo Mortal Kombat.
Odwoływałam się w tym utworze do mojego pokolenia i tego, co razem przeżywaliśmy - te wszystkie gry na Pegasusa czy Nintendo, filmy na VHS-ach. To elementy dzieciństwa z lat 80. i 90., coś, czego młodszy odbiorca czy odbiorczyni mogą w ogóle nie zrozumieć. Piszę teksty w oparciu o własne doświadczenia, ale chciałam w tym utworze porozumieć się z moimi rówieśnikami. To miała być też pewnego rodzaju anty-nostalgia, bo zestawiam raj utracony, którym jest dzieciństwo, z nieuniknionym końcem świata, majaczącym gdzieś na horyzoncie. To tym bardziej dotkliwe, że lubimy wracać na przykład do estetyki lat 90., co widać we współczesnej modzie albo w teledyskach tworzonych z pomocą specjalnych nakładek imitujących VHS.

 

Niby to wszystko są symbole lat 80., ale z drugiej strony ostatni film z Rambo wyszedł w ubiegłym roku, niedawno pojawiła się nowa seria klocków Lego z Super Mario Bros., ostatnia część gry Mortal Kombat ma zaledwie rok i właśnie powstaje nowy film - to chyba wciąż są symbole znane młodym ludziom, ale w innych wersjach. Trochę ta nasza popkultura straciła na produktywności i przerabiamy w kółko to samo.

Nie patrzyłam na to w ten sposób, ale chyba faktycznie tak jest. Być może stąd w moich tekstach sporo nawiązań i cytatów, bo trudno dzisiaj pisać w ramach muzyki rozrywkowej i nie odwoływać się do tego, co było wcześniej. Tak dużo się już wydarzyło, tak bardzo tym nasiąkliśmy, że te wszystkie nawiązania same wypływają z głowy. Zresztą w ogóle mamy w kulturze od wieków do czynienia z jakimiś toposami, symbolami, archetypami, które ciągle wracają i każda epoka przerabia je po swojemu. Dla mnie najważniejsze jest, żeby robić to w twórczy sposób.


Masz własny "panteon popkultury", kilka postaci albo tytułów, które mają dla ciebie szczególnie istotne znaczenie?

Na pewno to, co wymieniam w "Jak dinozaury".

 

Ale też w innych utworach pojawiają się takie odniesienia, chociażby do Tekkena w "Zanim".

[śmiech] Rzeczywiście. Tekken wziął się akurat nie z czasów dzieciństwa, całkiem niedawno umawialiśmy się ze znajomymi na imprezy z tą grą w tle. Na pewno komiks miał też na mnie duży wpływ, wychowałam się na "Kajko i Kokoszu", "Tytusie, Romku i A'Tomku" i na "Thorgalu". Uwielbiam tę serię i bardzo żałuję, że kiedy byłam w liceum, zrobiłam się strasznie pretensjonalna i postanowiłam czytać tylko "poważne" książki, Tomasz Mann i tak dalej, a "Thorgale" sprzedałam do antykwariatu. Jakiś czas temu udało mi się porozmawiać z Grzegorzem Rosińskim w ramach wywiadu dotyczącego jego ilustracji wspierających między innymi prawa kobiet, na których byli właśnie bohaterowie i bohaterki "Thorgala".

To ciekawe, że wspominasz same polskie komiksy. Te na przykład o superbohaterach to nie twoja bajka?
Zupełnie nie. Miałam ze dwa komiksy z Punisherem, ale Superman albo Batman jakoś mnie ominęli.

Jako odbiorczyni kultury dobrze czujesz się z tym, że niemal każdy jej aspekt jest dostępny online? Filmy, muzyka, książki - właściwie wszystko można znaleźć w internecie, co oczywiście jest korzystne, ale czasami bez wersji fizycznej traci urok. Ja nie potrafię chociażby czytać komiksów w innej wersji niż papierowa.
Jestem przeszczęśliwa, że to wszystko jest dostępne w sieci. Pamiętam czasy, kiedy trzeba było szperać po bibliotekach czy korzystać z wypożyczalni kaset video. Chodziłam nawet do tak zwanej fonoteki, gdzie można było posłuchać płyt winylowych na słuchawkach. Często to, co się chciało zobaczyć czy przeczytać nie było dostępne, więc możliwość docierania do filmów czy muzyki bez większego wysiłku to dla mnie zbawienie. Ale zgadzam się, że to nie zastąpi "artefaktu". Nie potrafię czytać książek na Kindle'u, muszę mieć książkę w dłoniach, jestem pod tym względem niereformowalna. Ale ważne jest też, żeby w całym tym dobrobycie umieć się odnaleźć. Często kiedy zaczyna się czegoś szukać, można odpłynąć w przedziwnych kierunkach, co może być zarówno fascynujące, jak i zgubne.

 

Pytam o to, bo za chwilę wydajecie album, a obecnie niewiele jest możliwości promowania go poza siecią. Prawdopodobnie do później wiosny koncerty będą zdarzać się rzadko, a z drugiej strony koncerty w streamingu chyba już się przejadły. Masz pomysł, co dalej z "Ciszą w bloku"?

Nie mam żadnego, szczerze mówiąc [śmiech]. Czekamy aż będzie można grać koncerty, bo streamingi to jednak nie jest to samo. Myślę, że przejadły się, bo nie wzbudzają podobnych emocji. To przypomina bardziej teledysk niż koncert i nie chodzi tylko o spotkanie z drugim człowiekiem, ale też o fizyczny aspekt muzyki, dźwięku. Siedząc w domu na kanapie, nie poczujesz tego dudnienia basu w trzewiach, jak podczas koncertu na żywo. Nie wyobrażam sobie życia bez koncertów, ale teraz jest taki czas, że wszyscy stoimy w obliczu wielkiej niewiadomej.

 

Ale myślisz o przyszłości koncertów z optymizmem?
Z natury jestem pesymistką, uważam, że i tak nie zmierzamy do szczęśliwego zakończenia. Cała działalność człowieka na Ziemi przez te wszystkie stulecia prowadzi do smutnego końca. Pokładam jednak duże nadzieje w młodych ludziach, w pokoleniu Grety Thunberg, bo wydaje mi się, że to jest pokolenie, które bardziej ceni sobie dobro planety niż własną karierę, wygodę, pełną lodówkę i nowe seriale na Netflixie. Liczę na to!

fot. Marcin Klinger


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive