Death or Glory, tom 1. Gdyby Guy Ritchie tworzył komiksy

75%

Wolność od obowiązków człowieka żyjącego w kapitalistycznej rzeczywistości, nielubianej pracy, płacenia podatków, funkcjonowania jako trybik gargantuicznej machiny ma wysoką cenę, chociażby odebranie możliwości, jakie daje (nawet jeżeli często w nieudolnej formie) służba zdrowia i właśnie w takiej sytuacji znalazł się ojciec Glory, a jedyny sposób na ocalenie go, to wstąpienie na drogę występku.

Red ewidentnie naoglądał się "Konwoju" (o co zresztą córka podejrzewa go), "Ponad szczytem" ze Stallonem albo "Easy Ridera". Pewnego dnia zrezygnował z pracy pod krawatem, za wszystkie oszczędności kupił ciężarówkę i ruszył wraz z rodziną w nigdy niekończącą się podróż przez amerykańskie bezdroża. Prawdopodobnie każdy z nas snuł lub będzie snuć podobną, romantyczną wizję o rzuceniu wszystkiego i rozpoczęciu spokojnego życia z dala od zobowiązań, na marginesie społeczeństwa, ale Glory przyszła na świat właśnie w takich realiach, a w konsekwencji nie ma tendencji do idealizowania ich.

 

Wolność albo śmierć - to kredo Reda i nie trzeba dogłębnej analizy, by zdemaskować kryjącą się za nim naiwność. Wolność od zasad obowiązujących we współczesnych społeczeństwach jest oczywiście kusząca, ale istnieje także inny rodzaj wolności - wolność pozytywna, do kształcenia się, do wyboru władz czy wolność do opieki medycznej, a brak tego ostatniego przykuwa cichego rewolucjonistę do łóżka. Jego córka to nieco łagodniejsza wersja Artura z "Tanga" Mrożka, może nie domaga się narzucenia jakichkolwiek reguł we frywolnym świecie rodziców, ale w kryzysowym momencie bez wahania daje się wciągnąć w wir wydarzeń, od których ojciec zawsze chciał ją uchronić.

Nieudany napad najpierw na gotówkę, później na towar należący do handlarzy organami, wikłanie się w coraz dłuższym łańcuchu przyczynowo-skutkowym, sprawnie rozpisane, błyskotliwe dialogi - da się tutaj wyczuć wpływy prozy Cormaca McCarthy'ego czy kryminałów Guy'a Ritchiego albo braci Coen, co sprawia, że prosta, momentami wręcz schematyczna historia kusi perspektywą kolejnych niedorzecznych, zaskakujących zwrotów akcji, zupełnie jak w "Przekręcie" albo "To nie jest kraj dla starych ludzi" (jeden z antagonistów zdaje się być zresztą silnie zainspirowany postacią Antona Chigurha). Innym skojarzeniem może być Quentin Tarantino, Rick Remender ma bardzo podobne zainteresowania - uwielbia sięgać po gatunkowe klisze i konstruować na ich bazie coś nowego. Tak było w przypadku szkoły dla nastoletnich zabójców ("Deadly Class") czy jego space opery ("Fear Agent"), tak jest również tym razem.

 

Jeżeli dla kogoś argument wtórności będzie odstraszający, to autor "Death or Glory" nie będzie miał żadnej kontry, ale gdyby cały czas próbowano wymyślać koło na nowo, zamiast udoskonalać te już istniejące, nadal jeździlibyśmy dorożkami. Kontrolowaną dawkę kiczu czuć w plenerach, które zawsze przypominają słynną Monument Valley; w zachowaniu "rodziny" kierowców, którzy porzucą każde zlecenie, jeżeli inni jej członkowie potrzebują pomocy; czuć ją nawet w dwuznacznym tytule, gdzie Glory oznacza także imię głównej bohaterki, a ona sama najczęściej przypomina bohaterkę "Szybciej koteczku! Zabij! Zabij!". Remender nawet nie puszcza oka w kierunku czytelników, to niemalże nerwowy tik odbijający się na każdej stronie i albo tę konwencję kupujecie, albo szkoda waszego czasu.

Zupełnie niekonwencjonalne są natomiast rysunki Bengala, francuskiego rysownika, który odrobił obowiązkową pracę domową w pojedynczych zeszytach zarówno Marvela ("All-New Wolverine", "Spider-Women" czy "Spider-Gwen"), jak i DC Comics ("Batgirl", "Supergirl"). Jego podejście może z początku razić - ponure sceny z morderstwami dokonywanymi za pomocą narzędzia umożliwiającego zamrażanie ofiar albo z lamentującą Glory przeplata pojedynczymi kadrami z niemalże kreskówkową, kompletnie nierealistyczną mimiką, z czym prawdopodobnie najszybciej pogodzą się odbiorcy mang - w końcu nawet w tak mrocznych tytułach, jak "Tokyo Ghoul" nie brakuje komediowych przerywników. Im jednak dalej, tym ich pozorna nieadekwatność coraz bardziej wzmacnia autoironiczny charakter komiksu i w tym kontekście staje się skutecznym narzędziem narracyjnym.

 

Odbiór "Death or Glory" nie zależy wyłącznie od pracy Remendera i Bengala, w równym stopniu to kwestia nastawienia. Zmęczenie wypełnioną nawiązaniami i nietraktowaniem siebie na poważnie popkulturą jest zrozumiałe, ale jeżeli jeszcze trochę możecie przyjąć, a w dodatku lubicie kino drogi, pościgi i wielowątkowe kryminały, istnieje duże prawdopodobieństwo, że dacie się w tę serię wciągnąć.


Death or Glory

Polska, 2020

Non Stop Comics

Scenariusz: Rick Remender

Rysunki: Bengal



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive