Lastman, tomy 2 i 3. Gdzieś pomiędzy Dragon Ballem a Mad Maxem

80%

Pierwsze spotkanie z "Lastman" wskazywało na europejską wariację na temat stereotypowego shounen ze sztukami walki (ze szczególnym naciskiem na zawiązania do "Dragon Ball"), ale jeżeli przed lekturą kolejnych tomów sprawdziliście animowany prequel o tym samym tytule, z miejsca musiało pojawić się mnóstwo znaków zapytania, na które kolejne dwa tomy częściowo odpowiadają.

Bohaterem animacji jest Richard Aldana, a tematem jego pierwsze starcia i nauka posługiwania się pięściami. Wbrew temu, czego można by się spodziewać po początku komiksu, za mentora nie ma jednak brodatego pustelnika, a jego miejscem zamieszkania nie jest lepianka w maleńkiej wiosce. Okazuje się, że w tym świecie istnieją wieżowce, samochody, istnieje technologia i zdecydowanie bliżej mu do współczesności niż do prymitywnych czasów ukazanych we wstępie. Serial jest znakomity, z każdym kolejnym odcinek zapuszcza się w coraz dziwniejsze rejony (od science-fiction po horror) i zdaje się, że papierowa kontynuacja również w tym kierunku podąża.

Ziarno wątpliwości zostaje zasiane na pięćdziesiątej piątej stronie drugiego tomu, gdzie na jednym z kadrów - jeszcze bez jakichkolwiek wyjaśnień - umieszczono motocykl. Niemalże cała reszta to ponownie dzika bestia Aldana oraz jego małoletni partner Adrian Velba w kolejnych starciach podczas turnieju, ale myśl, że stoi za tym wszystkim coś więcej powoli zaczyna kiełkować. Pojedynki ponownie wyglądają fenomenalnie, choreografie dopracowano w najdrobniejszym szczególe, każdy wojownik i każda wojowniczka mają własny styl, a uwiarygodnienie ich jako mistrzów swoich dziedzin zajmuje tak wiele miejsca, że więcej jest w tym tomie do oglądania niż do czytania, czego absolutnie nie można uznać za wadę.

 

Walka służy zresztą za narzędzie narracyjne, umacnia wizerunek Aldany jako nieokiełznanej siły, która brutalnymi ciosami rozbija finezję artystów przekonanych, że krzyżowanie pięści to naprawdę sztuka. Zdarzają się wprawdzie nieco mniej przekonujące momenty, jak pałająca gwałtownym pożądaniem i z jego powodu odnosząca klęskę Alyssa (co fanom wrestlingu natychmiast musi się skojarzyć z niedorzecznymi, pseudo-erotycznym pomysłami wykorzystywanymi od dekad przez Vince'a McMahona w WWE), ale w komiksie, gdzie możliwości ukazania ruchu są ograniczone, opowiadanie historii właśnie w taki sposób udaje się bardzo rzadko.

Zaskakująca zmiana nastroju przychodzi wraz z tomem trzecim. Żeby nie zdradzać zbyt wiele - Marianne Velba (dotąd niepozorna mama Adriana) przemienia się w Sarę Connor, Aldana niemalże zupełnie znika, a otoczenie traci sielankowy charakter na rzecz postapokaliptycznej surowości, brutalnej policji i stających do walki z nią strażaków, rozpraw sądowych, które mogłyby stanowić sceny z "Idiokracji" Mike'a Judge'a albo wysłużonego archetypu prostytutki o złotym sercu, która śmiało staje do walki z przeciwnościami losu. Momentalnie maleńki mikroświat z pierwszych dwóch tomów zostaje wchłonięty przez ogromne uniwersum barwnych postaci i dziwacznych relacji, a to dopiero jedna wysepka...

 

Nie sposób odgadnąć, dokąd "Lastman" zmierza, co sprawia, że z każdym kolejnym rozdziałem coraz trudniej oderwać się od lektury. Nawet jeżeli styl rysunków na początku może wydawać się aż nazbyt prosty, to ich dynamika oraz nieobliczalny scenariusz stanowią satysfakcjonując rekompensatę. O ile po pierwszym spotkaniu z komiksem tria Bastien Vivès, Balak, Michaël Sanlaville zastanawiałem się, jakim cudem zdołali wyśrubować sprzedaż na poziomie stu tysięcy egzemplarzy, o tyle teraz wydaje się to całkowicie zrozumiałe.


Lastman

Polska, 2020

Non Stop Comics

Scenariusz: Bastien Vivès, Balak

Rysunki: Bastien Vivès, Michaël Sanlaville



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive