Obsidian Kingdom - "Meat Machine"

89%

Obsidian Kingdom od początku szukali własnej drogi, eksperymentując z różnymi gatunkami, zręcznie balansując pomiędzy black metalowym mrokiem, art-rockową ekspresją i melodyjnymi riffami. Prężnie działają od piętnastu lat, od 2012 roku wydają albumy regularnie co cztery lata i właśnie nadszedł czas na ich trzecie dzieło.

"Meat Machine" to nieco ponad trzy kwadranse nieoczywistej, trudnej do opisania w jednoznaczny sposób muzyki. Potrzeba co najmniej kilku podejść, by w pełni ją docenić. Dzieje się tutaj mnóstwo - zmiany tempa i zwroty akcji są na porządku dziennym, ale chociaż z początku wydaje się to niemożliwe, ostatecznie jest to materiał spójny. "Meat Machine" to pełna emocji i energii opowieść o tych zakamarkach świadomości, którymi zwykle nie chcemy się dzielić i mrocznych stronach współczesnego świata, przepełnionego pragnieniami, frustracjami i fantazjami. Dominują kontrasty zarówno w warstwie słownej jak i muzycznej - emocjonalna jazda bez trzymanki.

 

Muzycy Obsidian Kingdom postanowili pobawić się brzmieniem. Materiał zmiksował Magnus Lindberg z Cult Of Luna, nadając mu metalowego sznytu, ale nie pozbawiając przebojowego potencjału. Ich rodzima Barcelona to miasto tętniące życiem, niezwykle kolorowe i taka jest też ta płyta. Dzięki temu wciąga całkowicie i zmusza do ponownego wciśnięcia "play", gdy wybrzmi ostatnia nuta melancholijnego, refleksyjnego "Foe". Utwór z minuty na minutę staje się jednak coraz bardziej mroczny i tajemniczy, wwiercając się w umysł słuchacza hipnotyzującym motywem klawiszy.

 

Są na "Meat Machine" refreny nadające się do nucenia, ale są też odjechane, metalowe galopady, wokalne damsko-męskie dialogi i wykręcone partie syntezatorów. Złowrogie krzyki przeplatają się z czystym śpiewem, punkowa energia toczy pojedynki raz ze zgrzytami, innym razem z urokliwymi melodiami, a czasami także z elektronicznymi eksperymentami, jak w "Womb of Wire", czy "Mr. Pan".

 

Początek płyty to dobra zapowiedź kolejnych utworów - angażujący wokal Ridera G Omegi i wariacka partia gitary po chwili ustępują miejsca kobiecej delikatności. Wokal grającej na drugiej gitarze Eaten Roll I nabiera stopniowo mocy i agresywności, prowadząc kompozycję do energetycznego finału. Tak jest właściwie na całym albumie - lekkość i mrok przeplatają się, raz za razem zmieniają się proporcje wokali. Całość wciąga niepokojącym klimatem, bez końca można się też wsłuchiwać w gitarowe pojedynki, które nie męczą, lecz budują atmosferę płyty.

 

W dźwiękach przeważają niewesołe emocje - niepokój, mrok, tajemniczość, złość i frustracja, a wszystko to prowadzi do totalnego szaleństwa, które może się udzielić słuchaczowi i wyrazić w postaci niekontrolowanych wybuchów ekscytacji czy energetycznych zrywów. "Meat Machine" to tykająca bomba, której niewiele brakuje do wybuchu. Bardzo możliwe, że nastąpi on w sprzyjających warunkach, na przykład w koncertowej odsłonie, mieniąc się paletą muzycznych barw. Jest tu coś dla fanów Tool, Black Sabbath, post-metalowego budowania napięcia, dobrego alternatywnego rocka, a nawet gitarowego mroku spod znaku Esben And The Witch. Krótko pisząc, ta płyta trafi w gusta każdego otwartego słuchacza.


Season Of Mist/2020



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive