Coda, tom 2. I żyli długi i nieszczęśliwie

87%

Po pierwszym "Mad Maxie" (i jego niezliczonych włoskich kopiach) postapokaliptyczne krajobrazy stały się jednymi z ulubionych plenerów popkultury, ale Simon Spurrier i Matias Bergara przemienili te niemalże pocztówkowe i wtórne plenery w coś świeżego, sprowadzając armagedon na świat fantasy.

Po lekturze pierwszego tomu nie ma wątpliwości, że "Coda" ma do zaoferowania nie tylko interesujące, oryginalne realia, ale również spojrzenie na fantasy jako gatunek z dystansu i z przymrużeniem oka. Nie tyle z ironią czy żonglowaniem kliszami, co z przekonaniem, że ani czytelnicy/czytelniczki, ani postacie z kart komiksu po zagładzie ich feerycznego świata nie mogą już spoglądać na te wszystkie artefakty albo wymyślne zaklęcia bez poczucia, że są skrajnie oderwane od rzeczywistości.

 

Kiedy mniej więcej w środku tomu nasz bohater słyszy o Berle Wieczornej Posoki, odpowiada zirytowany: Zapomniałem już, jak kretyńskie są te nazwy z dawnych czasów... Można wręcz odnieść wrażenie, że poprzednią epokę traktuje mniej więcej tak samo, jak w naszym świecie traktowane są lata 80., a imiona czy nazwy pokroju Posępny Czerep, Mon-star, T-Bob, Doc Terror, Ultra Magnus albo Spiral Zone trącą kiczem i tandetą (choć nierzadko również nutką uwodzicielskiego sentymentu). To o tyle ciekawa perspektywa, że fikcyjne uniwersa mają tendencje do technologicznej stagnacji. Wystarczy zlustrować wydarzenia z ksiąg J.R.R. Tolkiena, by przekonać się, że po setkach lat żadna z ras nie poczyniła znaczących postępów, a w "Codzie" właśnie rozpoczęła się nowa epoka.

Przy drugim tomie przez dłuższą chwilę można się natomiast zastanawiać, jaki komunikat tym razem nadaje Spurrier, bo nie ma wątpliwości, że skłanianie do refleksji leży w zakresie jego ambicji. Z początku może się wydawać, że nawiąże do wcześniejszego wątku egzystencjalnego, kiedy już na pierwszej stronie podejmuje próbę zdefiniowania człowieczeństwa i podsuwa sugestię, jakoby decydowała o nim zdolność do abstrakcyjnego myślenia. Ten wątek szybko się jednak rozrzedza w natężonej akcji i odkrywaniu kolejnych zasad, jakimi rządzi się mobilne miasto ciągnięte przez gargantuicznego Goga. Dopiero w końcówce scenarzysta wyraźnie formułuje myśl i tym razem skłania się ku tematyce znacznie bardziej osobistej.

 

Pierwszy trop to cel, jego istota i trud mobilizowania się do podejmowania jakichkolwiek działań, jeżeli nie przyświeca im żadne dodatkowe znaczenie. Pamiętny wykład na ten temat swojego czasu wygłosił Agent Smith w "Matriksie", w "Codzie" z kolei ujęty został dodatkowy element - konflikt celów. Serka (urkenka, czyli odpowiednik ogra) całe życie zbudowała na żądzy zemsty, myśli o niej niemalże bez przerwy, ale dla Huma (jej męża i człowieka) priorytet to "wyleczenie" partnerki, złagodzenie naturalnej dla jej rasy porywczości. Z ich niezgodności wynika trop drugi - walka o czyjeś dobro wbrew jego woli, z przekonaniem, że własny kompas moralny musi być bezbłędny. Spurrier rozgrywa to znakomicie, w finałowych scenach przenosi akcję do wnętrza czerwonej, piaskowej burzy (nawiązanie do "Mad Maxa" w pierwszym akapicie nie było całkiem na wyrost) i być może sam używa jakiegoś tajnego zaklęcia, bo nagle w tak nietypowych okolicznościach i z tak nietypowymi postaciami na pierwszym planie wywołuje wyjątkowo intensywne emocje.

"Coda" początkowo przykuwa uwagę niecodziennym połączeniem postapokalipsy z fantasy, ale im głębiej zanurzycie się w przedstawione w niej wydarzenia, tym wyraźniej odczujecie, że najważniejsze jest tutaj inne nieoczywiste połączenie - fantastyki z solidnie napisanym dramatem. Nie jesteśmy poruszeni dlatego, bo umiera postać, o której czytaliśmy przez trzysta stron albo dlatego, bo okoliczności przedstawione są w poetycki sposób (a to dość powszechne zabiegi, wystarczy ponownie przywołać Tolkiena). Poruszenie wynika wprost z relacji pomiędzy poszczególnymi postaciami, a dzięki temu nie wyparowuje po kilku kolejnych stronach, a nawet może się utrzymywać już po zakończeniu lektury.


Coda

Polska, 2020

Non Stop Comics

Scenariusz: Simon Spurrier

Rysunki: Matias Bergara



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive