Rope Sect - "The Great Flood"

80%

Czy w muzyce gitarowej da się wymyślić koło na nowo? Czy można zrobić coś, o czym wcześniej nie słyszał nikt? Najpewniej wielu odpowie przecząco. Trudno tego dokonać, bazując na klasycznym rockowym instrumentarium i układaniu piosenek według standardowych schematów, ale czy to źle? Wiele osób wytyka rockowi wtórność czy powielanie patentów i nie sposób się z tym nie zgodzić, a jednak sednem zabawy w robienie piosenek pozostają po prostu dobre piosenki.

Przepis na sukces w wykonaniu Rope Sect jest prosty, opatentowany lata temu przez inne zespoły. Panowie bazują na dosyć oczywistych źródłach, ale ich umiejętne połączenie i kompozytorski dryg robią swoje. Znajdziecie tutaj coś na wzór rozmarzonej aury Fields of the Nephilim, pojawiają się wpływy heavymetalowe (z jednej strony melodyjna solówka albo rycerskie zagrywki w unisono z drugiej), a pomiędzy wierszami łatwo o wyczucie romantyzmu The Cult i erotycznego napięcia w typie Beastmilk. Wszystko to już znamy, szkopuł jednak w tym, że stężenie przebojowości na "The Great Flood" rekompensuje natrętne déjà vu.

 

Najciekawsze jest nieoczywiste podejście do wokalu. Inmesher nie sili się na nieświadome parodiowanie Andrew Eldrichta, do znerwicowanego zawodzenia (powszechnego w tym nurcie) również mu daleko. Jego partie świetnie współgrają z gitarami, bez niepotrzebnego zaznaczania dominacji na tle reszty zespołu. No właśnie, gitary - te riffy momentalnie porwą was do tańca. Otwierający "Divide Et Impera" ukazuje wszystkie mocne strony Rope Sect. Jest tu szczypta młodzieńczej naiwności, poniekąd tupetu, ale przełamana siarczystym rock'n'rollem i smykałką do tworzenia melodii.

 

Swoje robią również "Prison Of You" i "Flood Flower", obydwa z charyzmatycznym Kvohstem (Grave Pleasures, Hexvessel) na wokalu. Jego ekspresyjna barwa nadaje tym i tak świetnym numerom dodatkowego smaczku, zwłaszcza gdy lawiruje pomiędzy rejestrami na tle blastów w pierwszym z nich. Przy całym tym natłoku zalet, początkowo gryzłem się z produkcją materiału. Uznałem irytująco garażowe brzmienie za znaczący szkopuł albumu, bo jak cieszyć się z albumu, skoro wszystko sprawia wrażenie nagranego w studni? Po czasie doszło do mnie jednak, że właśnie ten element dodaje "The Great Flood" niezwykle istotnej surowości, bez której krążek mógłby zwyczajnie przepaść w tłumie.

 

Usłyszałem od kolegi, że Rope Sect to nic innego, jak zajęcia wyrównawcze z post-punka, wytykał tej płycie wtórność i brak charakteru. Z tym pierwszym jak najbardziej zgodzę się - nie ma tutaj ambicji na wymyślenie czegoś niespotykanego, a jednak najważniejsza składowa tego materiału to charakter. Zespół nie kopiuje klasyków dla samego kopiowania, a po to, by przemienić inspiracje w dobre piosenki, a tych jest na "The Great Flood" zatrzęsienie.


Iron Bonehead/2020



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive