Public Enemy - "What You Gonna Do When The Grid Goes Down?"

83%

Pamiętacie jak na początku roku Flavor Flav niby wyleciał z Public Enemy, bo nie chciał wspierać Berniego Sandersa, a później okazało się, że był to cringe'owy żart panów po sześćdziesiątce? Wiele osób wkurzyło się wówczas na ekipę z Long Island, ale gwarantuję, że kiedy usłyszycie "Grid", pierwszy kawałek na nowym albumie nagrany wespół z Cypress Hill i Georgem Clintonem, natychmiast wam przejdzie. To Public Enemy w najlepszej formie.

"Fear Of A Black Planet" jest jednym z najważniejszych wydawnictw w historii hip-hopu - wiadomo. Public Enemy to jedna z jego najważniejszych grup - wiadomo. W latach 80. mało kto z porównywalną wściekłością sprzeciwiał się rasizmowi, elitom i społecznym niesprawiedliwościom - wiadomo. W ostatnich latach trudno jednak było nie odnieść wrażenia, że działalność Wrogów Publicznych da się podciągnąć pod tę sama kategorię, co Deep Purple - niby nadal koncertują, niby nadal wydają niezłe albumy ("Nothing Is Quick In The Desert" z 2017 było całkiem znośne), a jednak grzęzną w nostalgii i grają wciąż dla tej samej publiczności.

 

Najwyraźniej dało się to odczuć po połączeniu sił z członkami Rage Against The Machine i stworzeniu Prophets Of Rage, które z początku (chociażby na występie podczas Open'er Festival 2017) przypominało cover band wynajęty na prywatkę. Na bardzo wysokim poziomie i piekielnie rozrywkowy, ale jednak cover band. Ostatecznie więc nadzieje na świeży, porywający album były niewielkie, tym bardziej, że w trackliście znalazło się miejsce na "Fight The Power Remix 2020" - nową wersję najpopularniejszego kawałka nowojorczyków, co sugerowało padlinożercze zapędy.

 

Kiedy tak nieprzychylne, pozbawione wiary w dawnych idoli nastawienie zderza się z otwierającym (nie licząc intra) "Grid", wrażenie jest porażające. Może nawoływanie do wyjścia z internetu, porzucenia GPS-u albo obrzydzenie algorytmami kreującymi gusta i tęsknota za latami 80. trącą kaznodziejstwem i oderwaniem od rzeczywistości, ale kiedy za przewodnika robi równie hipnotyczna linia basu, kiedy co rusz pojawiają się scratche żywcem wyjęte właśnie z tamtych czasów, a refren sprawia, że krzesło zaczyna wręcz parzyć i nie sposób na nim usiedzieć, a kończyny zaczynają bezwiednie pląsać, to znak, że trafiliśmy na żyłę złota. Mało tego, dalej są jeszcze gitarowa solówka, kilka świetnych wersów B-Reala i składnik najważniejszy - buntowniczy nastrój tak intensywnie wtłaczany, że po czwartej minucie ma się ochotę samodzielnie doprowadzić do zagłady tytułowej "sieci" i zamieszkać w powolnej, spokojniejszej (a przynajmniej w ten sposób po latach idealizowanej) przeszłości.

 

Lepiej się temu afektowi nie poddawać, bo ostatecznie te same demoniczne telefony, które rzekomo obniżają ludzką inteligencję i których jesteśmy niewolnikami odgrywają ważną rolę chociażby w odwiecznej krucjacie Public Enemy i pomagają dokumentować, a także pokazywać całemu światu brutalność policji czy przejawy rasizmu w życiu codziennym. Przewrotnie to właśnie w "Fight The Power Remix 2020" okazuje się najbardziej aktualne, a to za sprawą szeregu gości wywodzących się z różnych pokoleń - Nas, Rapsody, Black Thought, Jahi, YG i Questlove. Rapsody rzuca na przykład takim wersem: Uwielbiacie Czarną Panterę, ale nie Freda Hamptona, krytykując tych, którzy za symbol obierają fikcyjnego superbohatera, zamiast aktywisty zamordowanego z rąk policji. To jeden z najbardziej dosadnych momentów "What You Gonna Do When The Grid Goes Down?".

 

Gdzie tekst zdaje się niewystarczająco pogłębiony, tam z pomocą przychodzą podkłady. Niby również mocno osadzone w przeszłości, ale wyprodukowane tak wyraziście, że nie dałoby się ich pomylić z brzmieniem na przykład "It Takes A Nation Of Millions To Hold Us Back". DJ Lord pielęgnuje samplowe korzenie hip-hopu i bynajmniej nie jest bohaterem dlatego, bo przeciwstawia się trapowemu standardowi, który w 2020 roku nadal ma dominujący charakter, ale dlatego, bo nie używa decków do wywoływania sukkubów uwodzących słuchaczy po trzydziestce, którzy w miłosnym uniesieniu mogliby westchnąć: Kiedyś to było. Potrafi za to krótkimi, zapętlonymi hookami roztoczyć zaskakujący nastrój, jak w nieco upiornym "State Of The Union" albo niepokojącym, znakomicie kontrastującym potężne uderzenie basu z szelestem wysłużonego winyla "Toxic". Świetnego partnera znajduje zresztą w najmłodszym w grupie Kharim Wynnie, który w "Yesterday Man" popisuje się gitarowymi solówkami na poziomie Bucketheada.

 

Aktualność przekazu Public Enemy - który wybrzmiewa od trzydziestu pięciu lat - w ogóle nie jest zaskakująca, a jeżeli zmiany społeczne wciąż będą zachodzić w tak powolnym tempie, to prawdopodobnie nawet za kolejne trzy dekady każdy z tych tekstów będzie rezonował z identyczną mocą. Zaskakujące jest to, jak umiejętnie członkowie Public Enemy odnaleźli się we współczesności bez udawania kogoś innego. Wyraźnie słychać, że to album nagrany przez starszych panów, ale starszych panów w doskonałej formie. Zresztą dlaczego starsi panowie mieliby milczeć albo bojaźliwie wycofywać się z dyskusji o kondycji dzisiejszego świata? Zwłaszcza, że zajmują się tym przez całe życia, a kiedy tak długo zaciskasz pięć, to trudno ot tak któregoś dnia rozluźnić palce.


Def Jam/2020



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive