Dziki ląd. Wampiry na indyjskiej ziemi

96%

Polski rynek komiksowy nigdy nie miał się lepiej, ukazuje się u nas coraz więcej tytułów i powstaje coraz więcej wydawnictw, ale czy jest jeszcze coś do wykrojenia z tego tortu? Lost in Time udowodniło, że owszem, zwłaszcza jeżeli czujecie przesyt superbohaterami i głośnymi nazwiskami, a science-fiction, horror i fantasy są bliskie waszym sercom. Polski wydawca za cel obrał tytuły z katalogu niewiele starszego Vault Comics.

Z początku mogłoby się wydawać, że "Dziki ląd" to po prostu kolejny horror o eleganckich wampirach z osiemnastowiecznej Anglii, ale szybko okazuje się, że postać, którą poznajemy po przyłapaniu in flagranti na morderczych skłonnościach musi uciekać do Indii, co może przywodzić na myśl "Wywiad z wampirem" i ucieczkę Louisa z Nowego Orleanu do Paryża. O ile jednak zmiana tła z amerykańskiej plantacji na europejską stolicę kultury nie jest zmianą drastyczną, a dla człowieka Zachodu na pewno nie zaskakującą nowy plenerami albo lokalnymi zwyczajami, o tyle Alain Pierrefont trafia do Indii, kraju kulturowo oddalonego od Wielkiej Brytanii o kilka galaktyk.

Tutejsze powietrze ma osobliwy zapach, zupełnie jakby było tchnieniem żyjącego lądu - wyznaje jedna z postaci na początku drugiego rozdziału, a ów zapach zdaje się unosić również z kart komiksu. Sumit Kumar (ma na koncie współpracę z DC Comics przy kilku pomniejszych tytułach) wykonał fenomenalna pracę w oddaniu upalnej, dusznej atmosfery indyjskich prowincji. Flora i fauna na jego ilustracjach zdaje się niemal poruszać, dzięki czemu tytułowy dziki, pierwotny ląd staje się bardziej namacalny.

 

Atmosfera odgrywa kluczową rolę, pozwala wyzwolić się ze schematu ciasnych, mrocznych miast, gdzie wampiry zazwyczaj są sytuowane, ale scenariusz Ramnarayana Venkatesana (podpisującego się jako Ram V i także współpracownika DC Comics) skrywa jeszcze większe zaskoczenie - w tym świecie krwiopijcy nie są na szczycie łańcucha pokarmowego. Podczas pierwszy łowów na nowej ziemi Pierrefont musi zmierzyć się z rakszasem - demonem-ludojadem z indyjskiej mitologii - i odnosi sromotną klęskę. Starcie nieśmiertelnych w najmniejszym stopniu nie emanuje jednak kiczem, jaki zazwyczaj cechuje spotkania monstrów (dość wspomnieć "Dom Draculi" z 1945 czy japońskie "Vampire Girl vs. Frankenstein Girl"), Ram V na tyle sprawnie kieruje fabułą, że wszystkie wydarzenia wydają się całkiem prawdopodobne.

Do pewnego stopnia zadanie ułatwia mu egzotyka - niewiele osób będzie w stanie stwierdzić, czy charakter rakszasa została odwzorowana zgodnie z kanonem, czy nie - ale równie skuteczne jest osadzenie akcji w ściśle określonym czasie i miejscu, dobarwienie jej faktami historycznymi z okresu początku buntu przeciwko brytyjskim rządom w Indiach. Żeby nie zamęczać jednak czytelników encyklopedycznymi hasłami, Ram V postawił na epistolarną narrację i naświetlanie konfliktu z kilku osobistych perspektyw. Efekt to ciasny splot wątków związanych z nadludźmi, ich starciem i rozważaniem, czy to rzeczywiście oni są potworami, czy może jednak ludzie, wątków politycznych i wojennych, wątków związanych z romantyczną miłością, z bliska przyjaźnią czy z klanową hierarchią i żaden z nich nie został potraktowany po macoszemu.

 

Nie warto, aby potwory biły się o ten świat - stwierdzam przed finałowym starciem Biszan, rakszas szukający zemsty na londyńskiej ziemi. W obliczu liczącego kilka wieków lidera wampirów przypomina doświadczonego mędrca udzielającego porady nastolatkowi, ale zdaje się, że tymi słowami nie umniejsza wartości świata, a raczej podkreśla, jak bardzo wiecznie żywe istoty oderwane są od jego tempa, szybkich przemian i stosunkowo krótkich żywotów ludzi. Znamy te dylematy chociażby z "Nieśmiertelnego" Russella Mulcahy'ego, a jednak Ram V potrafi je nakreślić nie tylko w oryginalny sposób, ale również dodając im wiarygodność i sprawiając, że mitologicznemu demonowi z odległego kraju można autentycznie współczuć.

"Dziki ląd" to jeden z tych komiksów, które trzeba czytać w całości, nie ma ani chwili na złapanie oddechu i odłożenie lektury na później. Nie bez przyczyny okazał się przełomem dla Vault, zgarnął przytłaczająco pozytywne recenzje i zainteresował czytelników oraz czytelniczki resztą katalogu wydawnictwa. Oby z podobnym przyjęciem spotkał się w Polsce, bo Lost in Time już wydało kolejny znakomity tytuł ("Posiadłość") i dla każdego, komu pulpowe klasyki rodem z magazynu Weird Tales są bliskie, powinny być to pozycje obowiązkowe.


Dziki ląd

Tytuł oryginalny: These Savage Shores

Polska, 2020

Lost in Time

Scenariusz: Ram V

Rysunki: Sumit Kumar



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive