VHS: Miasto żywych trupów. Fulci łączy Romero z Lovecraftem

82%

Historia "żywych trupów" jest długa i zawiła, zaczyna się w 1968 roku, kiedy George A. Romero oraz John Russo napisali scenariusz rewolucyjnej "Nocy żywych trupów", ale później ich drogi się rozeszły. Pierwszy utrzymał poważny ton w dwóch znakomitych sequelach i trzech mniej udanych; drugi wybrał komedię i powołał serię "Powrót żywych trupów", ale to nie wszystko - Włosi specjalizowali się w tamtym czasie we własnych wersjach amerykańskich hitów i w końcu zabrali się za zombie.

Dla wybitnego reżysera niskobudżetowych filmów klasy B, Lucio Fulciego (znanego także z "Hotelu siedmiu bram", "Domu przy cmentarzu" czy "Podboju") pierwszą stycznością ze "spaghetti zombie" był film, który wyrósł bezpośrednio na sukcesie "Świtu żywych trupów", czyli drugiego podejścia Romero do tematu reanimowanych, morderczych zwłok. We Włoszech panował wówczas trend ostentacyjnego podkreślania inspiracji i nawet nie silono się na przerabianie tytułów jak w przypadku współczesnych mockbusterów studia Asylum. Zamiast tego kręcono własne "Martwe zło 2" albo "Obcego 2" albo "Zombi 2" (bo debiut Romero był tutaj znany jako "Zombi"), które do Polski trafiło z kolei pod tytułem "Zombie pożeracze mięsa" i obecnie jest dość kosztowną kasetą na rynku kolekcjonerskim. Film okazał się ogromnym sukcesem, więc już rok później musiał powstać kolejny - "Miasto żywych trupów", które właśnie obchodzi czterdziestolecie.

Fulci był na tym etapie nad wyraz pewien siebie i swoich fatnazji, dodatkowo uskrzydlała go całkowita i powszechna ignorancja w kwestii praw autorskich, więc nową opowieść o trupach powiązał z inną wieloletnią fascynacją - twórczością H.P. Lovecrafta, co przejawia się głównie w wykorzystaniu kilku znanych nazw, z miasteczkiem Dunwich na czele. Co jednak istotniejsze, włoski reżyser wraz z wieloletnim współpracownikiem, scenarzystą Dardano Sacchettim (pisał dla wielu znakomitych twórców z tamtych lat, chociażby Michele Soaviego czy Lamberto Bavy) całkowicie sobie pofolgowali i można odnieść wrażenie, że każdy, nawet najbardziej szalony pomysł od razu po wypowiedzeniu trafiał na papier, bez weryfikowania, czy ma to dla fabuły jakikolwiek sens.

 

Obserwujemy więc seans spirytystyczny zakończony zgonem; zmartwychwstałą (ale nie jako zombie), dręczoną przez wizję tytułowego miasta kobietę; ot tak buchające płomienie przy jakiejś biblioteczce; pojawiającego się i znikającego ducha księdza samobójcy; "prawdziwych mężczyzn" rzucających tekstami pokroju: Widziałem raz film porno, gdzie koleś zajeździł się na śmierć [he he]; plagę latających larw, a do tego wymyślne, wulgarne, widowiskowe gore. No i żywe trupy też tutaj są, ale jakoś dziwnie mało istotne, a w dodatku zamiast gryźć, wolą miażdżyć potylicę wraz z kawałkiem mózgu i rozsypywać swój przysmak na podłogę...

Główny wątek jest wyraźnie nakreślony - Mary (kobieta, która obudziła się w trumnie) oraz błyskotliwy dziennikarz muszą zamknąć bramę piekieł otworzoną po tym, jak kapłan powiesił się na drzewie w Dunwich (czyli mieście żywych trupów, a jednocześnie miejscu wybudowanym na gruzach Salem - które w rzeczywistości nadal istnieje - gdzie dokonano niesławnych wyroków na rzekomych czarownicach...) i mogą to zrobić wyłącznie w Dzień Zmarłych. Twórcy potykają się jednak o wciąż gorącą od burzy mózgów kompilację szalonych pomysłów. Nic tutaj nie trzyma się kupy, ale nie ma w tym cyniczności współczesnych produkcji klasy B. Fulci i Sacchetti ewidentnie wierzą w swój film, a włożone w niego serce i szczerość sprawiają, że każda z wpadek, każda niedorzeczność i każdy popis kiczu jednoznacznie wzbudzają zachwyt... O ile takiej rozrywki poszukujecie.

 

Do zauroczenia się wymagana jest para specjalnie przystosowanych oczu (uszu również, muzyka Fabio Frizziego - kolejnego stałego współpracownika Fulciego, a ostatnio kompozytora odpowiedzialnego za ścieżkę dźwiękową do "Puppet Master: The Littlest Reich" - jest fenomenalna), takich, które nie jedno już widziały, a krwawe i obrzydliwe horrory tworzone za mniejsze pieniądze niż pojedyncze odcinki serialów HBO to dla nich widok wzbudzający radość, ale jednocześnie nieszczególnie niezwykły, stanowiący podstawę filmowej diety. "Miasto żywych trupów" jest więc z jednej strony obrazem hermetycznym, z drugiej gdyby ktoś zechciał wciągnąć się w ten groteskowy, niedorzeczny świat, będzie to jedna z tych pozycji, które potrafią... ekhm... zarazić.


Miasto żywych trupów

Tytuł oryginalny: Paura nella città dei morti viventi

USA, 1980

Dania Film

Reżyseria: Lucio Fulci

Obsada: Christopher George, Catriona MacColl, Carlo De Mejo


Inne recenzje z cyklu VHS:
Mroczny anioł. Dolph Lundgren kontra narkoman z kosmosu
Laleczka Chucky
Kapitan Ameryka. Złe dobrego początki

więcej...


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2021 Soundrive