Dr. Stone, tomy 3-4. Królestwo Nauki nie odrzuca nikogo

88%

Jako że "Dr. Stone" został niemalże zrebootowany pod koniec drugiego tomu, powrót do prymitywnego świata przyszłości jest właściwie nowym rozdaniem z tylko jedną powracającą postacią i aż czterdziestoma nowymi. Zabieg dziwny, świadczący o tym, że pomysł na mangę kształtował się już w trakcie jej wydawania, ale jednocześnie była to decyzja słuszna, bo "Dr. Stone" stał się dzięki temu ciekawszy.

Zasługi Riichiro Inagakiego w zakresie popularyzacji nauki są ogromne (poza opisywaniem eksperymentów w "Dr. Stone", pokazu je również na YouTubie). Ma talent do wygłaszania płomiennych laudacji (chociażby na początku trzeciego tomu, słowami: Cywilizacja oparta na nauce zawsze znajdzie drogę!) i potrafi sprawić, że opis działania czy tworzenia antybiotyku, żelaza, szkła, a nawet ramen albo napoju energetycznego wygląda równie fascynująco, co opis działania technik walki w "Mieczu zabójcy demonów".

 

Królestwo Nauki, jakie Senku wraz z nowymi towarzyszami i towarzyszkami pragnie stworzyć, zwłaszcza w dzisiejszych czasach wygląda na wymarzoną utopię, bo o ile można zrozumieć ludzi cofniętych do epoki kamienia łupanego i nieufność wobec technologii wyprzedzających ich możliwości o kilka tysięcy lat, o tyle snucie popartych jedynie przeczuciem teorii na temat leczniczego wpływu wybielacza przez prezydenta potężnego państwa i ufanie właśnie jemu, a nie badaniom fachowców jest nieodpowiedzialne i niedorzeczne. Mieszkańców małej wioski z "Dr. Stone" nie można obwiniać o głupotę na podobnej zasadzie, na jakiej nie można wytoczyć podobnego zarzutu pod adresem rocznego dziecka, a Inagaki te niuanse doskonale rozumie. Jak na Japończyka przystało, jest przy tym do tego stopnia taktowny, że trudno jednoznacznie rozszyfrować, czy faktycznie krytykuje dzisiejsze elity, ale przed porównanie samo się nasuwa (a więcej o tym, dlaczego warto niektóre tematy pozostawić specjalistom możecie przeczytać w naszym wywiadzie z wirusologiem na temat... muzyki - TUTAJ).

Zasługi Riichiro Inagakiego w zakresie popularyzacji nauki są ogromne, ale jeszcze bardziej imponująca jest jego powściągliwość i wyjątkowa samokontrola. Ziarna kolejnych elementów fabuły kiełkują w bardzo powolnym tempie, w trzecim i czwartym tomie przykładami mogą być dosłownie dwa zdania sugerujące, że jedna z postaci wie coś o świecie sprzed "apokalipsy" albo powrót do Taiju oraz Yuzurihy (poprzednio również głównych postaci) w zaledwie jednej rozmowie. Mało tego, Tsukasa Shishio, który zapowiadał się na dominujący czarny charakter (i być może nadal nim jest) w ogóle nie powraca, a jedynie przysyła szpiega. Dzięki takim zabiegom i subtelnemu posuwaniu fabuły naprzód, dzięki interesującym wątkom pobocznym i ciekawym postaciom drugoplanowym napięcie rośnie powoli, wprost proporcjonalnie do zaangażowania czytelników i czytelniczek.

 

Po czterech tomach da się już rozszyfrować ukryty program realizowany przez Inagakiego - lubi przeciwstawiać sobie naukę i magię czy ludowe wierzenia, podkreślać, że wszystko jest do zbadania, tylko nie zawsze mamy gotowe metody badawcze, a jednocześnie lubuje się w równościowych hasłach pokroju: Królestwo Nauki nie odrzuca nikogo. Jest przy tym tak bardzo zaangażowany w "wyższe dobro", że sam przypomina szalonego naukowca, a w dodatku z premedytacją nie pogłębia żadnych wątków miłosnych, które zawsze stanowią prosty sposób na długoterminowe wciągnięcie odbiorców. Najlepszy tego wyraz to świetna scena, w której Senku zostaje zapytany, jakie lubi dziewczyny, a w odpowiedzi pada: Takie, które mogą napompować dużo tlenu przy mojej produkcji żelaza.

Żeby nie było jednak zbyt nudno, w czwartym tomie da się odnaleźć kilka nowych refleksji - zło i machinacje, które muszą wystąpić w każdym społeczeństwie przechodzącym na etap hierarchizacji; docenienie nie tylko naukowców, ale również rzemieślników, którzy realizują ich wizje czy dekodowanie mechanizmu sprawiającego, że prymitywni ludzie częściej "widywali" demony i inne tylko pozornie nadprzyrodzone zjawiska. Otwartość umysłu autora, jego wyzwolenie od mangowych schematów, pokazywanie wątków uczuciowych bez erotycznego fanserwisu i zdolność do prowadzenia bezkonfliktowej fabuły są imponujące, a gdyby ktoś poprosił mnie o polecenie tytułu idealnego zarówno dla dziesięciolatka, osiemnastolatka, a nawet dla trzydziestolatka, to lepszej pozycji nie znalazłbym.


Dr. Stone

Polska, 2020

Waneko

Scenariusz: Riichiro Inagaki

Rysunki: Boichi



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive