Imperial Triumphant: Mroczny folklor wielkiego miasta

"Metropolis" Fritza Langa i "Oczy szeroko zamknięte" Stanley'a Kubricka to inspiracje, które w oczywisty sposób wpłynęły na to, jak nowojorskie Imperial Triumphant wygląda, ale poza fascynującymi maskami i oprawą graficzną, tworzą równie fascynujący, awangardowy metal, czego dobitnym dowodem będzie ich czwarty album, "Alphaville" (premiera 31 lipca).

Jarosław Kowal: Ponad sto lat temu ludzie z Europy przypływali do Stanów, słuchali jazzu, ale nie mogli zabrać go z powrotem do swoich krajów, bo nie było ani nut, ani nagrań. Próbowali więc tworzyć własne wersje jazzu na podstawie tego, co zapamiętali i tak postrzegam związek Imperial Triumphant z metalem - wy jesteście Europejczykami, a metal to jazz. Ale czy tak naprawdę słuchacie metalu?

Zachary Ilya Ezrin: Świetna analogia. Słuchamy bardzo dużo metalu, od Portal po Priest, ale bardzo ważne jest zachowanie otwartego umysłu na inne gatunki muzyczne niż tylko heavy metal. To właśnie w braku zachowawczości ukrywają się wszystkie świeże pomysły.

Po pierwszym zetknięciu z waszą muzyką miałem wrażenie, że jest skomponowana w bardzo szczegółowy sposób, a z drugiej strony wiele osób postrzega to raczej jako improwizację - jak to jest w rzeczywistości?
Nie chodzi o to, czy coś piszemy, czy improwizujemy, a raczej o to, jak odgrywamy poszczególne partie. Wtedy obydwa te elementy, improwizacja i kompozycja, spotykają się. Możemy na przykład zrobić trzy-cztery podejścia do jednego utworu i każde z nich będzie trochę inne, każde na swój sposób interesujące.

 

Proporcje zmieniają się podczas występów na żywo?
To podejście w takim samym stopniu dotyczy także koncertów. Kompozycje nabierają nowego życia i ewoluują występ za występem. To podejście jest dla nas ważne i ekscytujące, bo słuchacze mają dzięki temu możliwość doświadczania tego samego utworu przedstawionego na wiele różnych sposobów.

 

Myślisz, że muzyka sama w sobie - nie opinie czy wygląd jej autorów - może prowokować do dyskusji w podobny sposób, jak chociażby na początku XX wieku, kiedy ludzie potrafili zajadle kłócić się o "Salome" Straussa albo "Święto wiosny" Strawińskiego?

Myślę, że tak, aczkolwiek te dyskusje czy wzburzenia prawdopodobnie nie będą aż tak drastyczne, jak w przypadku premiery "Święta wiosny". Z całą pewnością próbujemy prowokować naszych słuchaczy i skłaniać ich do wchodzenia w takie stany umysłu, które mogą sprawić, że poczują się niekomfortowo, ale ich cierpliwość zawsze jest wynagradzana.

Chociażby Strawiński był pod dużym wpływem muzyki ludowej i w pewnym sensie można znaleźć coś podobnego w metalu, na przykład u zespołów ze Stanów Zjednoczonych, które nawiązują do skandynawskiego folku. Rezultat jest wprawdzie znacznie mniej udany, ale skąd w ogóle bierze się to poszukiwanie czegoś pierwotnego i czy miast może mieć własny "folklor"?

Ludzie w odruchowy sposób piszą o tym, co znają najlepiej. Jeżeli więc mają korzenie sięgające wsi i chcą opowiadać o swoim otoczeniu, natura oraz folklor sprawdzą się idealnie. Dla mnie bardziej pociągające jest miasto. To "folklor" znacznie bardziej uwspółcześniony, ale równie tajemniczy, a czasami nawet mroczny. Miejskie życie, to jedyne życie, jakie znam.

 

Masz jakieś magiczne, mało znane miejsca w swoim mieście?
Mam, ale wciąż się zmieniają.


Nowy Jork był dużą inspiracją dla "Alphaville", ale czy miała na was wpływ także sytuacja związana z pandemią, która akurat w to miejsce dotarła z wyjątkowo dużą siłą?

Powiedziałbym, że to nasza muzyka niemalże zainspirowała obecną sytuację. Całość napisaliśmy jeszcze zanim ktokolwiek w Stanach słyszał o COVID-19, a jednak zdecydowanie da się odczuć, że ten ogólnoświatowy chaos idealnie pasuje do naszej muzyki.

 

Zdarza się, że twoja wyobraźnia nie działa w satysfakcjonujący sposób czy zawsze potrafisz być na tyle kreatywny, żeby wpaść na nowe pomysły?

Współpracowanie z innymi jest kluczowe. Jeśli będziesz pracował z jak największą liczbą osób o podobnych umysłach, nigdy nie zabraknie ci świeżych pomysłów.

 

Na "Alphaville" można usłyszeć kwartet rewelersów czy bębny taiko, za każdym razem dodajecie coś nowego do swojej muzyki. Nie obawiasz się, że słuchacze do tego stopnia przywykną do tych wszystkich udziwnień, że zaczną wywierać na was presję, by z każdym kolejnym albumem zawieszać poprzeczkę jeszcze wyżej?
Nie obawiamy się presji ze strony fanów, sami wywieramy ją na siebie bardzo często i ze wszystkich sił staramy się utrzymać naszą muzykę na bardzo wysokim poziomie. Zawsze skupialiśmy się na zmierzaniu naprzód i przesuwaniu wszelkich granic, na jakie natrafimy.

Większość metalowych zespołów wybiera brzydotę ponad piękno, ale wasze maski, oprawa graficzna, wszystkie te symetrie, ostre kąty i złoto wyglądają bardzo wytwornie.

W naszym odczuciu to doskonale oddaje oblicze Nowego Jorku. Piękne, szpiczaste wieżowce to maska skrywająca mroczną i prawdziwie paskudną naturę najwspanialszego miasta na Ziemi.

 

Nie zaczynaliście od masek i tej bardzo charakterystycznej estetyki, ale czy wasz wizja na wygląd zespołu jest już w pełni ukształtowana, czy możliwa jest ewolucja w innym kierunku?

Estetyka od strony wizualnej oraz produkcja koncertów zawsze będą ewoluowały. Maski reprezentują muzykę i będziemy je zmieniać wraz z przemianami zachodzącymi w naszym brzmieniu. Ludzie potrzebują bodźca wizualnego - świetne zespoły zawsze dają świetne, widowiskowe koncerty.


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive