Oliver Tree - "Ugly Is Beautiful"

76%

"Brzydkie jest piękne", a w dodatku "szalone" to nowe "normalne". Tommy Cash, Jazmin Bean, Zheani, Ashnikko - barwnych, ekscentrycznych postaci zajmujących się nie tylko muzyką, ale również modą, tworzeniem teledysków czy nawet memów pojawia się coraz więcej i niemal wszystkie funkcjonują na wąskim pograniczu pomiędzy muzyką głównego nurtu a podziemiem. Oliver Tree to jedna z takich osób, a jego debiutancki album rzekomo będzie również ostatnim.

Pierwsze utwory, jeszcze pod szyldem Tree, kalifornijski producent publikował już w 2013 roku. Pomysły i materiał na "Ugly Is Beautiful" zbierał przez lata, po drodze dzieląc się kolejnymi zapowiedziami (ostatecznie z samym albumem związanych jest aż sześć singli). W międzyczasie z rozmachem, na jaki mógł pozwolić skromny budżet, kręcił kolejne niedorzeczne teledyski - do jednego z nich poświęcił pięć miesięcy na naukę prowadzenia Monster Trucka, do innego wybrał się w podróż na Ukrainę, a środki przeznaczone na nakręcenie jeszcze innego wycenił na sześć dolarów... Do tego przez te wszystkie lata Tree konsekwentnie pokazywał się niemal wyłącznie w swoim uniformie - klapki, najszersze dzwony na świecie, dresowa bluza i okulary w różowych oprawkach.

 

Poświęcenie, pasja i precyzyjnie wytyczony cel godne podziwu, nic więc dziwnego, że brak należytego wsparcia wytwórni wywołał frustrację i w końcu deklarację rezygnacji z muzyki. Tree głośno tych słów nie wypowiedział, ale można odnieść wrażenie, że liczył na duży sukces komercyjny, a brak wiary wydawcy całkowicie odebrał mu motywację do dalszego działania. Czy nadzieje były słuszne? To najtrudniej rozstrzygnąć.

 

Muzyka Olivera Tree jest podobna do jego fryzury - prosta, ale przykuwająca uwagę; zła, ale intrygująca; wyciągnięta z przeszłości, ale w ironiczny i prześmiewczy sposób aktualna również dzisiaj. Moment w historii, który jest Kalifornijczykowi najbliższy to bez wątpienia początek XXI wieku, a zwłaszcza schematy i trendy popularne w drugiej połowie pierwszej dekady. Słychać to zarówno w pop-punkowych riffach, jak i w pop-rapowym bicie z utworu tytułowego - "Me, Myself & I"; w emo-popowym, połączonym z obowiązkową rapowaną zwrotką "Joke's On You!", w pobrzmiewającym echem Green Day "Introspective" albo w bliskim Blink-182 "Let Me Down" (ukazała się zresztą także wersja z gościnnym udziałem muzyków Blink).

 

Dla przypadkowej, niezaznajomionej z kontekstem osoby Tree może wydawać się szarlatanem, który wyciska nostalgiczne wspomnienia ludzi urodzonych na przełomie lat 80. i 90. do ostatniej kropli, zebranego ekstraktu nie przelewa przez filtr zatrzymujący składniki, o których po latach wiemy, że są szkodliwe, a na domiar złego okleił swoją miksturę krzykliwą metką i próbuje sprzedać jako rewolucyjny wynalazek. Faktycznie jednak postawienie takich zarzutów nie jest możliwe, bo wszystkiego tego dowiedzieliście się nie w wyniku wnikliwego śledztwa, a od samego autora albumu. To on wytyka poczynione przez siebie zapożyczenia i to on bez skrępowania dekonspiruje inspiracje stojące o krok od plagiatu.

 

Samoświadomością nie można tłumaczyć wszystkiego, co odtwórcze, ale jeżeli w ogóle puszczanie oczka do słuchaczy/słuchaczek może tłumaczyć tworzenie wtórnej muzyki, to nikomu nie wyszło to lepiej niż Oliverowi Tree. Zawdzięcza to wyróżniającemu go atutowi - ogromnemu talentowi do pisania chwytliwych refrenów. Każda z tych czternastu piosenek ma momenty, które na długo zapadają w pamięć. Nawet jeżeli zwrotka okaże się emo-pop-hip-hop-rockową papką, refren za każdym razem odbija się w pamięci długo powracającym echem. Przewrotnie natomiast najmocniejszy moment albumu to ten jedyny, który brzmi bardzo współcześnie, niewiele ma wspólnego z tytułem "1993" (czyli rokiem urodzenia Olivera Tree). Groove jest tutaj do tego stopnia zniewalający, że powinniśmy mieć do czynienia z parkietowym hymnem, czymś na miarę najlepszego albumu Calvina Harrisa - debiutanckiego "I Created Disco".

 

Zarzuty wytaczane pod adresem Olivera Tree są zrozumiałe, nawet on sam nie próbuje ich odpierać, więc tym bardziej ja nie będę szukał usprawiedliwienia dla wielkiego żarcia przy stole zastawionym sentymentalnymi frykasami. Jeżeli "Ugly Is Beautiful" poruszy w was nostalgiczną strunę, pokochacie ten album od pierwszego przesłuchania, a jeżeli nie dacie się złapać na te sztuczki, odrzucicie go z obrzydzeniem. Może nawet tak należy interpretować tytuł...


Atlantic/2020



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive