Polowanie. Poprawność polityczna do odstrzału

81%

W 1932 roku hrabia Zarow postanowił urządzić polowanie na ludzi, to był pierwszy raz w historii kina, ale bynajmniej nie ostatni. "Uciekinier" ze Schwarzeneggerem, "Nieuchwytny cel" z Van Dammem, "Battle Royale" z Takeshim Kitano, nawet klasyka kina B, "Deadly Prey" - ten schemat powraca w każdej dekadzie, a jak przystało na rok 2020, tym razem powrócił z przymrużeniem oka i pełną świadomością klisz, z jakimi musi się zmierzyć.

Świadome posługiwanie się schematami stało się schematem samo w sobie i jak każdy inny, w nadmiarze zaczyna nudzić. Po pierwszych scenach "Polowania" można odnieść wrażenie, że tak właśnie jest tym razem, a w dodatku dość nieporadne cyfrowe efekty specjalne (zwłaszcza krew, którą umiejętnie animowano chyba tylko w "Johnie Wicku") zniechęcają do angażowania się w coś, co - wydawać by się mogło - widzieliście już dziesiątki razy.

 

Gdzieś po drodze zasiane zostają jednak ziarna wątpliwości. Postać Emmy Roberts - świetnej aktorki znanej ze "Zła we mnie", "Królowych krzyku" czy ostatnio "Rajskich wzgórz" - ginie w kilka minut po pierwszym pojawieniu się na ekranie, zaczyna się żonglowanie nominacją do miana głównego bohatera/bohaterki, co chwila ktoś zostaje pozbawiony życia, a fabuła staje się coraz bardziej chaotyczna. Przełom następuje w okolicach dwudziestej minuty, w scenie w sklepie. To wtedy Craig Zobel (wcześniej reżyser serialowy, pracował "Westworld" czy "Amerykańskich bogów") dokonuje wolty i zrzuca na widzów potężną dawkę czarnego, skrajnie niepoprawnego politycznie humoru.

To odważna decyzja, na pewno znajdą się osoby, które będą nią oburzone, a jednocześnie przypomina wydech po zdecydowanie zbyt długo wstrzymywanym powietrzu. W przestrzeni publicznej każdemu należy się szacunek, bez względu na płeć, orientację seksualną czy rasę - co do tego nie ma wątpliwości. Jeżeli jednak utracimy zdolność do śmiania się z samych siebie, ze swoich przywar i problemów świat stanie się jeszcze smutniejszym miejscem. Zobel nie ma skrupułów, wytacza działa tak potężne, że jeżeli nie skruszą wszystkich murów indoktrynacji, to przynajmniej wiele z nich, a wystrzela z nich na oślep, w każdym kierunku.

 

Jedna z ofiar zostaje wybrana na "zwierzynę" dlatego, bo używała obraźliwego słowa na literę N i to na Twitterze, co polujące małżeństwo emerytów doprowadza do kłótni pomiędzy sobą w zakresie lingwistycznym; ktoś przed śmiercią słyszy gniewnie syknięte: Zmiany klimatyczne są prawdziwe; eleganckiemu mężczyźnie w kimonie zostaje zwrócona uwaga, że to niepoprawny kulturowo strój; kobieta z pistoletem wycelowanym w głowę zostaje zapytana: Czy powinnam okazać ci łaskę tylko dlatego, bo jesteś kobietą?, a kiedy odpowiada przecząco, zostaje zabita... Jest tego mnóstwo, ale zawsze z klasą, zawsze z wrażeniem, że "smażymy" samych siebie po to, by w niezbyt poważny, ogromnie rozrywkowy sposób nakreślić istotniejszy problem, w czym kino klasy B zawsze było przecież wyjątkowo sprawne, wystarczy wspomnieć antywojenny przekaz "Planu dziewięć z kosmosu" albo antykonsumpcyjny "Substancji".

Zobel, a także scenarzyści Nick Cuse i Damon Lindelof (ostatnio pracowali przy serialowym "Watchmen"), zadbali o to, żebyśmy nie doszli do jednoznacznej konkluzji, ostatecznie trudno zidentyfikować czarny charakter. "Kultura unieważniania" ściera się z wolnością słowa; ktoś żartuje w niewyszukany sposób, ktoś inny nagłaśnia to, a w konsekwencji prywatna rozmowa przemienia się w prywatną tragedię. Druga warstwa filmu nie jest szczególnie głęboka, nie prowokuje do refleksji czy debat i nawet sami scenarzyści w jednym z wywiadów podkreślali, że zależy im przede wszystkim na uchwyceniu współczesności, rozdartego społeczeństwa pochłoniętego światopoglądową wojną i umieszczenia krwawego, ludycznego obrazu w tym kontekście. Być może nie udałoby się im zresztą uzyskać aż tak dobrego rezultatu, gdyby nie postać odgrywana przez znaną także jako Dzwon Wolności z serialu "Glow" Betty Gilpin.

 

Gilpin jest fenomenalna. Gra niby banalną twardzielkę z obowiązkową przeszłości w armii, a jednak jej bohaterka cały czas wywołuje dziwne wrażenie jakby trawiła ją rozpacz. W pewnym momencie roni nawet łzę, próbuje coś wyjaśnić, wspomina o pracy, za którą nie przepada, ale nie potrafi nazwać swoich uczuć, pokazuje je wyłącznie poprzez przerysowaną mimikę. Niewiele więcej dowiadujemy się o Crystal, pozostaje zagadkowa i intrygująca, a wygłoszony przez nią monolog o zającu na każdym musi zrobić duże wrażenie.

"Polowanie" nie dyskryminuje nikogo w swoich szyderczych zapędach, więc w mocno spolaryzowanym świecie, w którym często wymaga się deklaracji, co do zajmowanego stanowiska może rozwścieczyć wiele osób. Gniew może wzbudzać także intencjonalna powierzchowność - istnieje przecież wiele organizacji pozarządowych i aktywistów/aktywistek, dla których frywolnie poruszane tutaj tematy są elementami codziennej walki z rzeczywistością. Naprawdę krytycznie Zobel odnosi się jednak tylko i wyłącznie do skrajności, a fanatyzm zawsze jest krzywdzący, niezależnie od poglądów. Jeżeli natomiast pominąć całe to społeczno-polityczne tło (a tak pewnie będzie się "Polowanie" oglądało na dwadzieścia-trzydzieści lat), pozostaje solidny, rozrywkowy film nakręcony na blisko stuletnim schemacie.


Polowanie

Tytuł oryginalny: The Hunt

USA, 2020

Blumhouse Productions

Reżyseria: Craig Zobel

Obsada: Betty Gilpin, Hilary Swank, Ike Barinholtz



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive