5 płyt: XDZVØNX

Czego artyści i artystki słuchają w domowym zaciszu? Jakie są ich ulubione pozycje w domowej płytotece? Na te pytania odpowiadamy w cyklu 5 płyt, a po swoich inspiracjach oprowadza nas tym razem Snufkin, połowa duetu XDZVØNX, który opublikował w tym roku świetny album - "Everything We Dreamt About".

The Fresh Detail - "The Fresh Detail"

Chyba pierwszy naprawdę ważny dla mnie album, a na pewno pierwszy, który odciągnął mnie od muzyki gitarowej. Niesamowita koncepcja, która wtedy wydawała się czymś totalnie nowatorskim; powolne, muzyczne pejzaże, długie i dopracowane w każdym detalu wstępy. Album, który uświadomił mi, że utwór nie musi opierać się o schemat zwrotka-refren-zwrotka-refren. Wciągająca atmosfera i - co chyba najważniejsze - niezbity dowód na to, że piękne albumy nie muszą być pisane przez wirtuozów, mistrzów instrumentu, geniuszy kompozycji tworzących niesłychanie, niepowtarzalne progresje akordów. Muzyka jest muzyką, przede wszystkim musi dać się słuchać i dopiero na tym gruncie może przekazywać kolejne wartości, których wydźwięk oczywiście też jest bardzo istotny.

Komp'jutery (компьютеры) - "Moskva eto Computer"

Radzieckie złoto wykopane na wyjątkowo ciężkim gruncie. Znaleźliśmy jakąś półlegalną edycję CD (pewnie twórcy nawet nie mają pojęcia, że w Polsce wydano taką wersję) na wrocławskim targowisku na dworcu świebodzkim. Gdyby nie ta płytka, pewnie nie powstałby XDZVØNX, a na pewno nie brzmiałby tak, jak brzmi dzisiaj.
 

Zapis występu grupy, która mogła stać się wschodnim Kraftwerkiem, ale niestety los zadecydował inaczej i dzisiaj znajduje się na śmietniku muzycznej historii. W tych nagraniach czuć powiew świeżości dla tamtych czasów. Są dość kiepskiej jakości, ale bardzo wyraźnie czuć unoszącą się w powietrzu "partyzancką", zabronioną zajebistość, nowatorstwo i - nie da się ukryć - alkohol wysokoprocentowy. Zawsze wracam do tej płyty, kiedy wydaje mi się, że brakuje mi inspiracji - to takie budujące, kiedy myślisz sobie, że w sumie zespoły nie miały wtedy dostępu do żadnych nowości, wiedzy o jakichś nurtach albo tym, co dzieje się w ogóle w muzyce i jakoś wszystko po prostu z nich wypływało. Szkoda, że nie udało im się zrobić większej kariery. To takie małe okno, przez które można zajrzeć do innego, nieistniejącego już świata.

Gaspard Brunett - "FFF"

Wakacje na rok przed założeniem XDZVØNX spędziliśmy na różnych bibkach na otwartym powietrzu, czasami grając z naszym poprzednim projektem, czasami po prostu jako publika, żeby się pobawić. Niektóre z tych imprez wspominam bardzo dobrze, inne - ujmując to eufemistycznie - nie do końca wspominam. Jedną z nierozwikłanych zagadek tamtego czasu jest dla mnie właśnie "FFF". Pamiętam, że ktoś dał mi tę płytę, że miało być w niej coś istotnego, może rozmawialiśmy o ważnych dla nas albumach, może o wpływie artystów z przeszłości na muzykę współczesną - nie jestem w stanie powiedzieć. Wiem natomiast, że Brunett nigdy wcześniej mnie nie interesował, ale "FFF" to coś, co w fajny sposób łączy teatralny noise i ogólnie ciemniejsze rewiry muzyczne z ciekawym, "świdrującym" głosem Gasparda (który na późniejszych albumach jakby stracił swoją barwę, a szkoda), że bardzo często wracam do tej płytki. Jak to czytasz, to dzięki za płytę, fajna muza i przy okazji sroga rozkmina.

Das Teppich - "Das Teppich, Das Teppich, Das Teppich"

Pierwsze zetknięcie z muzyką Das Teppich było dla mnie nieprzyjemnym przeżyciem. Jakieś blipnięcia, przestery, nikt nie wie, o co chodzi. Dopiero potem, po oswojeniu się z innymi muzycznymi "wynalazcami", zaczęła mi się wydawać coraz bliższa, w końcu jakby potrzebna – i ostatecznie dołączyła do kolekcji na mojej półce. Chyba żeby zrozumieć niektóre albumy, trzeba posłuchać wcześniej zespołów, które się nimi inspirują. Nie wiem, dlaczego akurat ich druga płyta, mogłaby być równie dobrze "Wir sind die Helden" albo "Einreisig", po prostu chłopaki robią muzykę tak, jak się powinno robić muzykę - z wkurwem, luźno, bez ograniczeń, ale mimo wszystko tak, że jakoś potrafią zakorzenić się w pamięci. Chyba najmocniejsza grupa w Niemczech.

Subject Subject - "Sad Screen"

Idealny przykład, jak robić coś, co robi masa grup, ale zachować przy tym tyle świeżości i oryginalności ile to tylko możliwe. Cold wave zawsze wydawał mi się kapitalnym gatunkiem, ale jednocześnie zamkniętym zbiorem patentów, pomysłów, które są do siebie łudząco podobne. Pełno podgatunków muzycznych upadło przez właśnie coś takiego, zbytnie upodobnienie się utworów do siebie, totalne ujednolicenie. Jako przykład można podać dubstep, post-rock albo - nieuchronnie - trap. Cold wave wypala się moim zdaniem wolniej.


W tym przypadku patenty, które przywodzą na myśl ten gatunek przeplecione są smaczkami z totalnie różnych muzycznych gatunków, ale przede wszystkim jest dużo zabaw z niszczeniem konwencji, atonalnymi melodiami, nagłymi zmianami metrum, tempa - taka wczesna dekonstrukcja. Nie oni jedyni mieli takie pomysły, ale w wykonaniu Subjectów taka mieszanka podchodzi mi wyjątkowo dobrze.


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive