Kult Mogił - "Torn Away the Remains of Dasein"

81%

"Kult Mogił" nie jest po prostu dobrze brzmiącą nazwą, to pojęcie zaczerpnięte z filozofii Martina Heideggera, który z kolei o muzyce pisał rzadko. Bardziej od kompozytorskiego talentu (a żył w czasach aktywności Drugiej Szkoły Wiedeńskiej, więc miał go w najbliższym otoczeniu pod dostatkiem) interesowało go samo zjawisko słuchania muzyki jako sposobu na wchodzenie w relacje ze światem, co do tarnowskiego zespołu pasuje idealnie - tutaj też nie ma miejsca na analizowanie, ważniejsze jest "wczucie się".

Po pięciu latach od premiery debiutanckiego albumu ("Anxiety Never Descending") i trzech od ostatniego wydawnictwa (EP-ki "Portentaque"), Kult Mogił postawił na radykalnie cięższe, szybsze i agresywniejsze brzmienie. O ile wcześniej zdarzały im się wycieczki w sludge'owe rewiry, o tyle tutaj jedynym celem podróży jest Floryda - kolebka death metalu. "Torn Away the Remains of Dasein" w sposób oczywisty nawiązuje do wczesnych nagrań Morbid Angel czy Deicide i chociaż to pierwotne, surowe brzmienie ma już ponad trzydzieści lat, w rękach sprawnych muzyków nadal potrafi zabrzmieć nieszablonowo i szczerze.

 

Kurs na oldschool wiąże się najprawdopodobniej z wymianą połowy składu Kultu Mogił - na gitarze gra teraz Rzulty (członek Totenmesse, w przeszłości grał między innymi w Stillborn), a funkcję wokalisty (i basisty) przejął Deimos, który lada dzień będzie obchodził dopiero dwudzieste pierwsze urodziny, a już wydaje z siebie tak złowieszcze dźwięki, jakby miał za sobą wieloletnie doświadczenie. Druga połowa zespołu (Thisworld Outof i The Rays) w tej nowej/starej koncepcji czuje się świetnie, a najmocniejszy atut całej czwórki to dbanie o różnorodność.

 

Death metal nie jest aż tak plastyczny, jak black (ale nie jest też aż tak wtórny, jak wielu uważa, o czym możecie posłuchać TUTAJ), przez co część zespołów wpada do pułapki powtarzania tych samych pomysłów w nieskończoność, a tym samym zmieniają odsłuch trzydziesto-czterdziestominutowego albumu w katorgę. Nawet jeżeli są wśród nich zręczni rzemieślnicy, to dzieło przepuszczone przez taśmę produkcyjną szybko staje się wtórne. Otwierające album "Hunger of Pride" już jako pojedynczy kawałek broni się jednak przed nudą, bo chociaż pierwsze minuty to agresywny atak na zmysł słuchu i monotonne wystukiwanie rytmu przypominającego serię ciosów prosto w żołądek, w końcówce najpierw obniżone zostaje tempo, później ciężar, a zmienna dynamika pozwala zregenerować się przed ciągiem dalszym.

 

Podobnie jest we wszystkich pozostałych utworach - mocny chwyt za gardło i rozluźnienie, kiedy słuchaczowi zaczyna brakować tchu. Czasami są to subtelne niuanse (na przykład dziwaczne wtrącenia perkusji w "Torment of Dasein"), czasami zaskakujące, dłuższe motywy, jak fragment z mniej więcej połowy "White Death Implosion" (jeżeli mielibyście posłuchać tylko jednego kawałka z tego albumu, to nie niech to będzie ten), gdzie bas bulgocze jak oszalały, hi-hat nadal gniewnie syczy, ale reszta instrumentów gra coś zupełnie innego, cichego i nastrojowego, aż wreszcie ten intrygujący kontrast zostaje przerwany chtonicznym wrzaskiem.

 

Kult Mogił na "Torn Away the Remains of Dasein" jest zespołem zdecydowanie brutalniejszym i mogłoby się wydawać, że w konsekwencji grają prostszą, przewidywalną muzykę, ale przewrotnie właśnie z prymitywniejszej odmiany death metalu wykrzesali najbardziej oryginalne i najbardziej świeże dźwięki w swojej karierze.


Pagan Records/2020



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive