Lord Goat: Nie potrzebowałem internetu, żeby być dziwny

Goretex, Gore Elohim, ostatnio Lord Goat - Mitch Manzanilla występował pod wieloma imionami, a pierwsze kroki na nowojorskiej scenie hip-hopowej stawiał już pod koniec lat 80. Podziemie zawsze było mu jednak bliższe niż komercyjne oblicze hip-hopu, a o tym współczesnym mówi wprost, że go nie rozumie, co nie przeszkodziło mu jednak nagrać jednego z najciekawszych tegorocznych albumów - "Coffin Syrup", a lada moment dorzuci jeszcze EP-kę "Final Expenses".

Po wyraźnie inspirowanej metalem okładce (a nawet po samym przydomku Lord Goat) można by się spodziewać muzyki podobnej do Ghostemane czy Scarlxrda, ale w rzeczywistości znajdziecie tutaj brzmienie bliskie oldschoolowym podkładom ze Wschodniego Wybrzeża i świetny, agresywny flow bez upiększania auto-tunem. Lord Goat okazał się także wyjątkowo rozmownym interlokutorem i opowiedział między innymi o fascynacji metalem dorównującej fascynacji hip-hopem, o pracy w fast foodzie, a nawet o tym, że... Paul McCartney nie żyje.

Rozmowa z Soundrive

Nie byłbym muzykiem, gdyby nie... To zależy... Trudno odpowiedzieć na to pytanie, bo zajmuję się muzyką od zawsze, od kiedy byłem dzieckiem. Zacząłem uczyć się muzyki w wieku pięciu lat. Ważnym momentem było znalezienie kolekcji płyt mojego taty, kiedy byłem już trochę starszy, po tym, jak odszedł. Znalazłem sporo fajnych rzeczy, głównie psychodelicznych, na przykład Syda Barretta czy King Crimson albo "Paranoid" Black Sabbath. Moja mama wiedziała, że szaleję za muzyką i wspierała mnie we wszystkim, co robiłem.

 

Zanim zostałem muzykiem, byłem... Zawsze zajmowałem się muzyką, ale oczywiście czasami konieczne było podejmowania różnych gównianych prac. Robiłem wszystko. Pracowałem w supermarkecie i delikatesach, pracowałem w Dunkin' Donuts na nocnej zmianie, od około dwudziestej trzeciej do ósmej rano i jednego wieczoru zostałem obrabowany... Czterech-pięciu gości weszło, kiedy przygotowywałem kanapki z jajkami, odwróciłem się, a oni wyciągnęli spluwę [śmiech]. Powiedziałem: Bierzcie pieniądze, oddam wam nawet całą kasę i tak faktycznie zrobiłem - odłączyłem kasę od zasilania i dałem im ją w całości, po czym uciekli. Szalone czasy.

 

Poznałem tam też kilku naprawdę fajnych ludzi, na przykład jednej nocy wpadł do nas Q-Tip z A Tribe Called Quest. To było super przeżycie, bardzo inspirujące. Powiedziałem mu, że rapuję, że jestem mocno wkręcony w muzykę i zachował się bardzo w porządku. Pytał, jak się nazywam, ale wtedy nie byłem jeszcze do końca pewien, w który pseudonim pójść i powiedziałem, że GoreTex. Zapytałem go, czy powinienem zostawić to imię, stwierdził, że koniecznie, bo brzmi świetnie. Tak też zrobiłem i przez kilka lat nagrywałem i wydawałem pod tą nazwą. Później musiałem to zmienić, bo ktoś na mnie doniósł, ale to bardzo długa historia [śmiech].

 

Moja ulubiona muzyka z dzieciństwa to... Trudne pytanie, ponieważ wychowywałem się jednocześnie na hip-hopie i na heavy metalu. Kiedy byłem bardzo młody, bardzo się wciągnąłem w rzeczy typu Blondie albo nawet Joan Jett i Ramones... Kilka lat później siedziałem już w Judas Priest, Iron Maiden i Black Sabbath. Zawsze słuchałem mnóstwa bardzo różnorodnej muzyki, czego wiele osób nie rozumie. Teraz oczywiście, dzięki internetowi, wszyscy słuchają wielu bardzo dziwnych rzeczy, ale ja nie potrzebowałem internetu, żeby być dziwny, chyba zawsze taki byłem [śmiech]. A jednocześnie byłem dzieciakiem, który prosił mamę o kupienie "Rapper's Delight" The Sugar Hill Gang, które wtedy brzmiało świeżo. Nie było wtedy wielu innych hip-hopowych wydawnictw, które można by ot tak kupić, a zwłaszcza w lokalnym centrum handlowym [śmiech].

 

Moja ulubiona muzyka z ostatnich miesięcy to... Lubię Conway'a [Conway the Machine], lubię Benny'ego [Benny the Butcher] i kilku innych, ale w hip-hopie nie aż tak wielu. Ostatnio często słucham szwedzkiego death metalu.

Moi ulubieni artyści niezwiązani z muzyką to Jodorowsky albo Scorsese, bardzo lubię ich filmy, do tego klimaty giallo i dużo gore. Bardzo lubię artystów psychodelicznych, często dość zagadkowych osób, o których nikt nie słyszał.

We współczesnej muzyce najbardziej lubię...

 

We współczesnej muzyce najbardziej nie lubię... Większość nowej muzyki to śmieci, jest odstraszająca i przypomina raka mózgu. W dużej mierze jest programowana, a ludzie u władzy chcą, żebyśmy byli głupi, nigdy nie będą promować rzeczy, które leczą umysły i serca. To może się tyczyć każdego gatunku, to wcale nie musi być pop. Istnieje dzisiaj bardzo dużo śmieciowej muzyki, zwłaszcza w czymś, co przez wielu nazywane jest hip-hopem, a wcale nim nie jest, to ledwie rapowana muzyka. Naprawdę nie wiem, jak ją nazywać... Masz tych wszystkich kretynów z szesnastoma różnymi kolorami włosów na głowie, naprawdę tego nie rozumiem. Nie rozumiem też, w jakich czasach przyszło mi żyć, to dość dziwne [śmiech].

Najbardziej w koncertach lubię... Brakuje mi koncertów, bo to najlepszy sposób na nawiązanie więzi z ludźmi. Kiedy mówisz do nich z głębi serca, a oni czują z tym więź, to nie ma lepszego uczucia na świecie. Trudno to wyjaśnić. Mieliśmy w planach wiele występów w tym roku, ale wszystko się spierdoliło przez wirusa.

 

Moja muzyka jest porównywana do... Nie jestem pewien, nie przykładam do tego dużej wagi. Jako Non Phixion [grupa współtworzona przez Lord Goata, Ill Billa, Sabac Reda i DJ-a Eclipse] pochodzimy ze Wschodniego Wybrzeża, z Nowego Jorku i na pewno słychać w naszej muzyce wpływy tego miejsca, może Mobb Deep, Wu-Tang Clan albo EPMD... Wszystkie te klasyki miały na nas wpływ i wciąż słucham ich na co dzień. Wiele nowych rzeczy po prostu nie wywołuje takich wrażeń, jak tamte albumy, to były inne czasy. Według mnie nie brzmię jednak podobnie do nikogo innego. Jestem pewien, że mój głos jest wyjątkowy, a sposób, w jaki nadaję rytm jest kompletnie inny od czegokolwiek, co jakikolwiek raper dotąd dokonał. Takie jest moje zdanie.

Gdybym mógł sprawić, że jeden z utworów innego artysty stałby się mój, byłoby to... Trudne pytanie [śmiech]. Może "Reign in Blood" Slayer albo "4th Chamber" GZA.

 

Gdybym mógł zadać mojemu ulubionemu artyście jedno pytanie, zapytałbym... To jest bardzo trudne, ale chciałbym się przekonać, czy Paul McCartney naprawdę nie żyje, chociaż jestem pewien, że tak właśnie jest. Chciałbym poznać prawdziwą relację kogoś, kto był z nim w tamtych czasach. To bardzo ciekawa historia. Jeżeli nie znacie jej jeszcze, naprawdę powinniście to sprawdzić. Niektórzy twierdzą, że to teoria spiskowa, ale to prawda [Lord Goat odnosi się do miejskiej legendy, zgodnie z którą McCartney zmarł w wypadku samochodowym w 1966 roku, a zastąpił go sobowtór]. Może więc zapytałbym Ringo Starra, czy Paul naprawdę nie żyje.

Największa mądrość, jaką w życiu usłyszałem to: Seks jeszcze się nie skończył, dopóki obydwoje nie skończyliście [śmiech].

 

Gdybym w dorosłym życiu wciąż mógł robić coś, co robiłem w dzieciństwie, byłoby to spędzanie czasu z moja mamą, zmarła wiele lat temu.

Gdybym mógł zakończyć jeden spór, który dzieli ludzi, byłoby to... Wszyscy jesteśmy ludźmi, wszyscy krwawimy tak samo... Niestety - i naprawdę nie lubię mieć negatywnego nastawienia - żyjemy w przerażających czasach jako jednostki i jako społeczeństwo. To, co obserwujemy nie jest rzeczywistością, przypomina symulację przeprowadzoną na naszych umysłach i zmysłach, to forma kontroli umysłów... Światem rządzą straszni ludzie i niestety wszystko zmierza ku końcowi. Mam nadzieję, że tak się nie stanie, ale próbowałem zachować pozytywne podejście przez bardzo długi czas i to po prostu nie sprawdza się. Wszyscy powinni dbać bezpieczeństwo i zająć się swoimi rodzinami, tylko to jest ważne.

Polska kojarzy mi się ze świetnym death metalem, który ukazywał się na początku lat 90., chociażby Vader... Kojarzy mi się też z gorącymi kobietami [śmiech].

 


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive