Dr. Stone, tomy 1-2. W obliczu nauki wszyscy ludzie są równi

84%

Jeden błysk i cała ludzkość zmienia się w kamień na trzy i pół tysiąca lat - to pomysł wyjściowy na mangę "Dr. Stone", w której dorobek samozwańczych władców Ziemi zostaje anulowany, a kilku przebudzonych próbuje "zrestartować" świat. Pomysł sięgający roku 2017, ale w pandemicznej współczesności trochę bardziej przyziemny.

Światowa Organizacja Meteorologiczna wskazuje na zmniejszenie emisji gazu cieplarnianego, w kanałach w Wenecji ponownie pojawiły się meduzy, szum sejsmiczny przycichł - to niektóre z rezultatów pandemii, nie ma wątpliwości, że tymczasowe i prędzej czy później znowu będzie "po staremu", nie ma też wątpliwości, że istnieją rezultaty negatywne (chociażby zwiększenie produkcji śmieci wywołane coraz częstszymi zakupami online i koniecznością używania dodatkowych opakowań czy kopert), ale w mandze Riichiro Inagakiego możemy poznać wizję Ziemi, która na kilka wieków pozbyła się przemysłowego i technologicznego obciążenia, dostała szansę na regenerację.

 

W pierwszych dwóch tomach wątek przyczyn przemienienia ludzi w kamienne posągi właściwie nie zostaje podjęty. Pojawia się dosłownie na jednej stronie pod koniec drugiego tomu w formie humorystycznych domysłów. Przewrotnie unikanie tematu wychodzi mandze na dobre, bo przecież możliwości są bardzo ograniczone (jako prawdopodobne wymienione zostają wirus, broń biologiczna oraz atak kosmitów), więc zamiast powielać schemat, lepiej zostawić niedopowiedzenie i tajemnicę. W rezultacie fabuła skupiona jest raczej wokół walki o przetrwanie i zbudowanie nowej cywilizacji, główni bohaterowie z pasją patrzą na rodzące się możliwości, a nie z rozpaczą na to, co utracili.

Najważniejszym elementem "Dr. Stone" jest nauka i ukazanie jej w taki sposób, że wygląda na jeszcze fajniejszą i bardziej pasjonującą niż w "Ricku i Mortym" czy "Teorii wielkiego podrywu", chociażby dlatego, że oddany zdobywaniu wiedzy i praktykowaniu jej Senku Ishigami nie tylko rzuca anegdotami czy teoriami o popkulturowym potencjale (jak dzisiaj już słynny Kot Schrödingera), potrafi żywo zaintrygować opisami destylacji czy zastosowania węglanu wapnia. Inagaki jest zresztą do tego stopnia pochłonięty propagowaniem nauki, że w pierwszym tomie przedstawia nawet własną definicję: Powoli szukamy wzorów dla rzeczy, których nie rozumiemy - to właśnie nazywamy nauką, a w tomie drugim podkreśla, że nie jest to pasja, którą mogą parać się wyłącznie mężczyźni: W obliczu nauki wszyscy ludzie są równi.

 

Tu i ówdzie padają również drobne prztyczki wymierzone w ramach odwiecznego konfliktu nauka kontra religia, a w końcówce drugiego tomu wyartykułowana zostaje wreszcie deklaracja, którą można uznać z ukryty program edukacyjny "Dr. Stone": Nie ważne, jak bardzo ta petryfikacja wydaje się pochodzić ze świata fantasy, nauka to podstawa, której nie da się zachwiać. Mało tego, fabuła faktycznie napędzana jest przez wątki związane z odkrywaniem nowych możliwości i wynajdywaniem sposobów na przetrwanie. Obowiązkowy konflikt chociaż pojawia się, nie jest główną osią wydarzeń, nie jest jedynym, co posuwa je naprzód, a to sztuka niełatwa. Jeżeli więc są wśród was osoby, które szukają mangi dla dziecka w wieku dziesięciu-dwunastu lat, spragnionego odrobiny akcji, którą chcecie mu dostarczyć z dodatkiem czegoś bardziej wartościowego, lepiej trafić nie mogliście.

Sam konflikt nakreślony jest z dużą subtelnością i bez oczywistego podziału na dobro i zło, co może z kolei przyciągnąć starszych czytelników. Nie ma w "Dr. Stone" schematycznego dla wielu tytułów shounen starcia niewinnego chłopaka z wyrachowanym dorosłym albo siłami nadprzyrodzonymi, każda strona ma swoje racje i trudno jednoznacznie wskazać na bardziej czy mnie moralną perspektywę. Senku pragnie przywrócenia do życia wszystkich zamienionych w kamień ludzi, bez wyjątków; Tsukasa Shishio (jego rywal) przypomina z kolei Tanosa z "Avengers", który chce dokonać selekcji w imię większego dobra, ale nie na zasadzie przypadku, lecz nie dopuszczając do powrotu do życia dorosłych, na których spoczywa odpowiedzialność za wojny, kryzys klimatyczny i szerzenie podziałów pomiędzy ludźmi. Który z nich ma rację? Tego nie rozstrzygnęłaby nawet praca doktorska.

 

Co ciekawe, wygląda na to, że pierwotnie głównym bohaterem "Dr. Stone" miał być ktoś inny - Taiju Oki, typowy, nieszczególnie rozgarnięty osiłek o złotym sercu, kojarzący się chociażby z Goku. Inagaki najwyraźniej wyczuł jednak, że dysponuje znacznie ciekawszą postacią i w rozdziale trzynastym (mniej więcej po dwóch trzecich drugiego tomu) dokonał zaskakującej wolty - wszystkie wcześniejsze wydarzenia sprowadził do roli prologu i zaczął od nowa, już z perspektywy Senku Ishigamiego, a nawet chwilę później odesłał Taiju i towarzyszącą mu Yuzurihę Ogawę w zupełnie inne miejsce, pozostawiając nas sam na sam z nowym protagonistą oraz debiutującą Kohaku. Ostatecznie więc siłacz został wyparty przez chuderlawego geniusza-samouka, a ton mangi kompletnie się zmienił. Można by narzekać na topornie przeprowadzoną transformację, ale w efekcie "Dr. Stone" jest mangą znacznie bardziej oryginalną i fascynującą, a przyszłe tomy pokażą, czy była to decyzja słuszna.


Dr. Stone

Polska, 2019-2020

Waneko

Scenariusz: Riichiro Inagaki

Rysunki: Boichi



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive